Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ace. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Ace C.D. Opowiadania Chalize

- Co się dzieje..? - zmarszczył brwi
Położyłem po sobie uszy. Znowu. Ale nie swobodnie. Poczułem jakby na klatkę piersiową ktoś kładł mi duży kamień. Przełknąłem.
- Coś jest nie tak. - mruknąłem znowu.
Była okropnie zmęczona. Jak gdyby ten poród odebrał jej wszystkie siły życiowe.
Znachor przytaknął i natychmiast się odezwał.
- Podamy jej eliksir zdrowotny. Niech wróci do siebie.
Przytaknąłem i podbiegłem do półki. Szybko odnalazłem niebieską fiolkę i podałem ją Chalize do pyska.
- Wypij. To pomoże.. - westchnąłem przytrzymując jej pysk.
Zmęczenie wszystkim dało się we znaki. Ziewnąłem i usiadłem obok nasłuchując dziwne odgłosy.
- Teraz bardzo możliwe, że twoja żona będzie długo spać. - oznajmił stary lis
- Jak długo? - przekrzywiłem łeb
- To ciężko określić, Ace.. Możliwe, że nawet parę dni.
- Rozumiem. - westchnąłem. - Mimo wszystko, chciałbym ją jakoś zabrać do domu.

***

Deszcz leniwie odbijał się o leśny mech. Jego część znikała między koronami drzew, a krople które docierały do ziemi, gromadziły się pod wielkim dębem. Leżałem razem z Lizzie przy wejściu do legowiska alf przyglądając się temu przygnębiającemu widokowi. Chalize spała już drugi dzień, a dokładniej dwudziestą ósmą godzinę. Na wszelki wypadek podaliśmy jej eliksir dobrych snów,  żeby nic nie zakłóciło jej odpoczynku.
Moje ucho odwróciło się w stronę sypialni, skąd dobiegał pisk jednego z maluchów. Szybko zerwałem się z miejsca, ale poczułem czyjąś łapę na kołnierzu.
- Ja pójdę, tato. W ogóle nie śpisz. Zrób sobie przerwę. - spojrzała na mnie poważnym wzrokiem, a po chwili uśmiechnęła się chcąc w ten sposób zapewnić mnie, że nic się nie stanie.
Skinąłem niechętnie głową. Oj, proszę.. Ile można spać?

Chalize?

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Ułożyłem się obok Chalize i dwóch małych, brudnych kulek. Zanim ona umyje jednego, drugiemu może zabraknąć powietrza.. Przecież na ogół, silne i niezależne lisice urodzą jedno, umyją i rodzą drugie, a tu od razu dwójka... Ruda przyciągnęła do siebie ciemniejszą z kulek. Nie czekając długo, najdelikatniej jak tylko potrafiłem, chwyciłem drugą, jeszcze ciepłą od krwi i przejechałem po jej grzbiecie szorstkim językiem patrząc i naśladując ruchy Chalize. Czy to czasem nie jest zbyt... dziwne? Niesmaczne? Ohydne? Idzie przywyknąć. W końcu to tylko krew, a ja pomiędzy łapami trzymam moje szczenię. Przyszłego najlepszego lekarza, najwybitniejszego naukowca, przyszłego Boga i waleczny jak lew sercu..? Kto wie? Witaj Maroon. Mój kochany synku. I.. czekaj. Czy mi się wydaje, czy Marion jest trochę.  Ekhe  jaśniejszy? Uniosłem wzrok patrząc na Horizona, ktory ewidentnie miał na sobie ciemne plamy, a następnie na Maroona. Jasnego, że o cholera.
- Znachorze?.. - zawołałem go przyglądając się czystemu już liskowi. - Czy to normalne, że jest taki jasny?
Znachor przejrzał się mu i tylko podniósł na chwilę ramiona.
- Nie jest aż tak jasny. Częściowo wdał się za Hestrą. Ciesz się, że nie całkiem, bo byłby nakrapiany.
Nie pytałem go, skąd to się, ale musiałem przyznać mu rację. Przytuliłem maleństwo do siebie i przysunąłem je do brzuszka rudej. Przyłożyłem pyszczek do brzuszka ciemniejszego Horizona. Mam dwóch synów. Będą rośli, rozwijali się, w końcu założą własne rodziny  Znachor wyszedł na zewnątrz, a ja odwrocilem się w stronę Chalize i intensywnie i czule ją pocałowałem.
- Dałaś radę. Mamy dwóch pięknych chłopców. - uśmiechnąłem się z ulgą.
Przypatrzyłem się jej. Była cała mokra i zaczynała się trześć. Na jej mordę malowało się jak nigdy przedtem zmęczenie, ale nadal była piękna jak zwykle. Widziałem, że lada chwilą zaśnie. Momentalnie poczułem na sobie chłód. Podszedłem do jednej szafek i znalazłem starą suszarkę do włosów. Nieźle. Może być. Podłączyłem ja do jakiegoś dziwnego ustrojstwa dającego prąd i przesunąłem czarny guzik. Z urządzenia zaczęło cicho lecieć cieplejsze powietrze. Przylozyłem ją do zimnej sierści lisiczki cierpliwie ja susząc.


  1. Rudzielko?:**


piątek, 2 czerwca 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Ace.. - ruda spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- To już? -  zażartowałem przewracając oczyma, ale widząc to, jak poważnie wygląda, zwątpiłem. - Nie żartuj. - prawie warknąłem patrząc na Znachora.
Wyczułem narastającą we mnie panikę.
Pokiwała znacząco głową ciężko dysząc.
- Jezu, Chalize. - rzuciłem i podbiegłem do starego lisa chwytając go za ramiona. - Znachor, ratuj ją! Ona rodzi! - krzyknąłem coraz mocniej potrząsając łapami.
-  Uspokój się, Fulco, bo inaczej będę musiał cię wyprosić za drzwi. -  sprowadził mnie na ziemię.  - Muszę podłączyć aparaturę, będziesz trzymał mi kable.
- Dobrze. - odetchnąłem wydychając z siebie stres. - Zaczekaj, ruda. Tylko nigdzie nie odchodź
- A gdzie miałabym się niby ruszyć? - burknęła coś w tym stylu, a ja wyszedłem na tyły.
- Masz. - usłyszałem huk przewracanych sprzętów w dużej komórce. Trzask. Coś się zbiło. Jakieś ustrojstwo pisnęło. Cholera. Zaklął lis.

Chazlie?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Czas pognał do przodu. Nim zdążyliśmy się obejrzeć, brzuszek mojej partnerki urósł do nieprawdopodobnych rozmiarów. Przygotowałem z pomocą Lizzie i mojego przyjaciela z miasta oddzielny pokój dla Horizona i Maroona. Nie było łatwo, bo nasze mieszkanie, mimo, że było bardzo duże, nie miało jeszcze jednego pokoju. Następne dwa trzeba było zbudować w dalszej części. Postaraliśmy się nawet o okna z  jasnymi, o fakturze drzewa okiennicami. Sto procent bezpieczeństwa.
O Morpheusie, innych bogach, Dolinie królów i czarnych lisach już się niw rozmawiało. Czas przyjścia na świat małych lisków miał ociekać optymizmem w umysłach wszystkich dookoła.
Zwyczaj wczesnego wstawania tak bardzo wszedł mi w krew, że codziennie budziłem się o szóstej, wychodziłem na polowanie i wykąpany wracałem ze zdobyczą. Najczęściej czasu starczyło na upieczenie jedzenia na ogniu, bądź przygotowaniu czegoś szczególniejszego, jak szaszłyki z warzywami.
- Śniadanie! - oznajmiłem równo o ósmej.
Wiedziałem, że to nic nie da, bo Lizzie i Chazlie są strasznymi śpiochami.
Ta przyszłość.. Jeszcze rok temu, gdyby ktoś przekazał mi taki scenariusz mojego życia, uznałbym go za idiotę.  Te pojęcie było tak abstrakcyjne.
Lizzie wyszła wcześniej. Ziewnęła i podeszła do mnie dajăc mi całusa wże policzek.
- Hej tato. Co na śniadanie? - usiadła na swoim miejscu węsząc w powietrzu piękne zapachy pieczonego mięsa.

Chazlie?

wtorek, 23 maja 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Idąc przez las, zacząłem zastanawiać się nad naszym zwariowanym i niespokojnym życiem. Czy na prawdę nie możemy się obejść bez prób zamordowania kogokolwiek?
Gdy dotarłem na polanę, gdzie jak można było przypuszczać, przebywała moja córka, głaz od drzewa był odsunięty. Poczułem, jak  moje serce zaczyna bić szybciej. ' Cooo znowu... - pomyślałem dobiegając do kryjówki.
- Lizzie? -  Krzyknąłem nasłuchując. Żadnego odzewu.
Wszedłem do środka i poczułem uderzający chłód. W pierwszym pomieszczeniu powywracane świeczki, połamany stolik.. Zupełnie jakbym nie wchodził do drugiej nory, ale na plan filmu akcji po zagranej scenie bijatyki.
Zwróciłem uwagę na nasze wspólne zdjęcie leżące na podłodze ze zbitym szkłem w środku.
Nagle z dalszej części nory usłyszałem płacz. Podeszłem do jednej ze ścian i znajdując odpowiedni kamień, wyjąłem spod niego mały nóż. Odetchnąłem jeszcze raz i powolnym krokiem, najciszej, jak potrafiłem podeszłem do futryny.
Moim oczom ukazała się leżąca na środku Elizabeth. Żyła, ale była bardzo roztrzęsiona.
- Lizzie. - szepnąłem puszczając nóż. Ulżyło mi, że jest cała.
Odwróciła się i gdy tylko mnie zobaczyła, podbiegła i, mocno mnie przytuliła.
- Tato.. Tatusiu. - załkała.
Przytuliłem ją czule.
- Jesteś bezpieczna. My z mamą też. Przyszedł do nas Morpheus i uratował nas...
- Wiem.. Jego lisy zjawiły się tutaj i walczyły z tymi czarnymi..
Chwila.. Jakimi czarnymi...

Lizzie?

niedziela, 21 maja 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Chazlie.. Jesteś w ciąży drugi dzień, Bogowie już przepowiedzieli nam dwóch synów, a w naszym schronie siedzi uwięziona Lizzie. - mruknąłem patrząc na nią jak na małą dzidzię. - Poza tym, w odwiedziny wpadł sam Bóg. Nie myślisz, że warto byłoby go jakoś ugościć?
-... Racja. - przytaknęła. - Rzeczywiście za bardzo się pospieszyłam. Czy to nie cudowne, że będziemy mieli dwóch synów? - zaśmiała się.
- Wspaniale, ruda. - przytuliłem ją do siebie.
- Teraz, Ace, musisz pomyśleć jak to zrobić. - odezwał się mój ojciec.
- Co zrobić? - zmarszczyłem brwi.
- Trzej trójbogów w rodzinie. Każdy będzie świetną alfą i przywódcą. Każdy jednakowo mądry w prowadzeniu stada... - wyglądało na to, że mówił poważnie. No ale..  Nie zastanawiałem się nigdy nad tym. To Lizzie miała zostać alfą...
- Zmieńmy na razie temat. - szepnąłem -  Idę po Elizabeth. - burknąłem rozkojarzony.

Ruda?

Od Ace CD opowiadania Chalize

- Ace, Chalize, idźcie do bramy. Czeka tam na was Paloo. Odprowadzi was do domu. - rozkazał Morpheus idąc w stronę swojej siostry.
- Mi też cię miło widzieć, tato. - mruknąłem w myślach i chwyciłem rudą w pasię jak najszybciej podążając do drzwi.
-  Morpheusie, co ty wyprawiasz? - warknęła lisica.
- Ratuję mojego syna i jego żonę razem z moimi dwoma nienarodonymi wnuczętami. - usłyszałem. Głos ojca był delikatny, ale jednocześnie bardzo stanowczy. Przez chwilę, mimo tragizmu sytuacji, poczułem dumę, że to właśnie ja jestem jego synem.
-  Nie masz prawa posiadać tylu trójbogów w swoim drzewie Hoi. - nie rozumiałem.. Co to za drzewo..?
- Cała ta trójka nie zostanie bogami. Nie mam takiego zamiaru, aby psuć im w ten sposób życie, chociaż twój syn, Vick nim został. Oprócz tego, przyjęłaś do Hoi Paloo. Tego też ci nie wypomniałem. - były to ostatnie słowa, jakie dotarły do moich uszu po zamknięciu drzwi.
Ojciec nas uratuje. Musi. Wiem, że to zrobi.
- Tędy. - z zamyślenia wyrwał nas głos biało czarnego lisa.
- Paloo... Nie zabijaj mnie za moją przeszłość. Nie zostawiłem Chalize samej. Jesteśmy szczęśliwą rodziną i.. - zacząłem się tłumaczyć.
- Wiem. - uniósł brew - Sorry, stary, ale już o tym zapomniałem. Do tartaru nie trafisz. Chodźmy. Trzeba odprowadzić was do sfory.

Rudzielko? :u

sobota, 20 maja 2017

Od Ace CD opowiadania Chalize

Gdy zobaczyłem największą Boginię, od razu w mojej głowie włączył się szacunek do jej osoby. Coś, czego nie zaznałem ani przy rozmowie z jej synem, ani z prababką mojej żony.
- Pani. - ukłoniłem się jej niemalże od razu.
Nawet nie śmiałem podnieść wzroku na jej oblicze, dopóki nie dała nam do tego sygnału.
Wiedziałem, że musimy zawalczyć o życie.
- Sprowadziłaś na nas karę śmierci, ale nie potrafię obyć się bez pytania, dlaczego? - zmrużyłem oczy.
- Od każdego z naszej trójki, pochodzi jeden trójbóg. Początkowym zamiarem było nie powstanie takowych w ogóle, ale nie udało nam się to.  Trójka, to maksimum na jakie pozwoliły nam negocjacje, ale w tym wypadku nie idziemy na ustępstwa. Mój brat nie będzie miał więcej przywilejów od nas, bliźniaków. To było pewne, że będziecie mieć więcej dzieci, niż jedną córkę. W zasadzie, jesteście pierwszą tak dobraną parą, że wasze dzieci mogą stać się nieśmiertelne. Nie możemy do tego dopuścić, dlatego te dzieci nie mogą się narodzić. - zakończyła. - Niestety, ale jest tego za dużo, żebyście to zrozumieli. Wyrok jest jednoznaczny i niepodważalny.
- Chwila moment. Czy nie sądzisz Pani, że powinniśmy dokładnie poznać powód naszej śmierci? Proszę, daj nam czas na zapoznanie się z kodeksem..
Zamilkła. Widocznie zastanawiała się, czy dać nam czas.
Spojrzałem naa Chazlie, a ona na mnie. Może zyskamy czas, na powrót mojego ojca..

Chazlie?

Ciąża!

Chalize jest w ciąży z Ace!


Matka: Chalize
Ojciec: Ace
Liczba szczeniąt: 2 (lisy)
Rasa szczeniąt: lis rudy
Data narodzin: 3.06.2017
Lekarz prowadzący: Harpagon


Od Ace C.d. opowiadania Chalize

- Kim jesteś i czego od nas chcesz. - uniosłem wysoko łeb patrząc w jasne oczy psa. Nie wyglądał na dzikusa. Był niebywale zadbany.
- Nie poznajecie mnie? Na prawdę? - zaśmiał się kpiąco.
- Chyba nie mieliśmy przyjemności się spotkać. - warknąłem
- Eh.. Przypomnij sobie, który z Bogów w jakich wierzysz jest złoty..
- Shu? - przekręciłem łeb. - Nie wyglądasz na lisicę. W ogóle na kobietę. I nie masz takiego głosu. Chyba, że to jednak ty, to przepraszam. - uśmiechnąłem się przechylając na bok łeb
- Ace, to jest Vhikarunoso.. - szepnęła Chalize
- Zgadza się. I zostałem tu wysłany, aby was zabić. - wypowiedział to zdanie jakby była to zwykła czynność w ciągu dnia jak wyniesienie śmieci, czy pójście do sklepu. 
- Jak to.. Nie rozumiem.. 
- I nie zrozumiesz. Sorry, ale im dłużej rozmawiam z ofiarami, tym bardziej się do nich przywiązuję, ale cóż poradzić. Rozkaz z góry. Także wybaczcie, ale miejmy to już za sobą...  - uniósł łapy ku górze, a przed nami pojawiły się dwie małe fiolki. 
Polubiłem was, więc to nie będzie jakieś okrutne. Po prostu wypijcie zawartość. - usadowił się na trawie. 
- Chwila. Czekaj. Proszę o czas... Chcę paktować. - zmrużyłem oczy. 
- Pakt? - uniósl brew, a ja tylko popatrzyłem nana Chazlie. Jej stan emocjonalny był taki sam jak mój. 
- Ale, że pakt... Skąd o tym wiesz... 
- Moim ojcem jest Morpheus, a ty mi się pytasz skąd wiem o negocjacjach? 
- ...Racja. - przytaknął lekko rozkojarzony. - W tym wypadku musicie udać się ze mną. 

Chalize? O.O

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Kiedy będzie można zrobić badanie? - usiadła obok Chazlie, a ja zdjąłem jajecznicę z ognia i nałożyłem każdemu porcję.
- Myślę, że za jakieś dwa tygodnie, chyba, że..
- Nie. Żadnych naparów i ziółek. Żadnej magii. - rzuciła ruda. - Obeszliśmy się bez tego z Lizzie, obejdziemy się i teraz.
- Jak będzie miał na imię mój brat? Albo siostra? Albo więcej... - zapytała Lizzie
- U lisów spokrewnionych z Bóstwami zazwyczaj rodzi się tylko jedno... - westchnąłem.
To trochę ograniczające..
- Znając zdolności przepowiadania przyszłości twojego ojca, gdy mówi, że będziesz miała brata, to tak będzie.- ruda przewróciła oczyma.
- Może nawet dwóch.. - wtrąciłem. - ale nic nie jest pewne do czasu, gdy pójdziemy do Znachora.
- Czyli pozostało nam czekać... - westchnęła moja córka.
Patrzyła na mnie, a mój wzrok powędrował za nią. Chwila moment.. Dlaczego ten patyk sam pękł. Zacząłem węszyć.
- Ludzie. Biegnij do mnie. - rozkazałem próbując nie okazać paniki. Lizzie ruszyła z miejsca w sekundę przed tym, jak na miejscu gdzie przed chwilą stała klapneły wielkie szczęki złotego psa i błękitnych oczach.
Co do cholery.. To nie ludzie..

Ruda? Telefon rip :c

Od Ace C.D. Opowiadania Chalize

- Jemy. Poczekaj chwilę, niecierpliwa myszo.. - przewróciłem oczy patrząc na nią z chytrym uśmieszkiem.
- Mocno ścięte? - oblizałem się mieszając nasz obiad.
- Tato, mamo.. Zaraz wracam. - oznajmiła Lizzie i zrobiła kilka kroków w stronę jeziora.
- Gdzie idziesz? - ruda podniosła głowę.
- Przyniosę tobie trochę konwalii, mamo.
- Bądź ostrożna. Gdyby coś się działo, to krzycz, przybiegniemy od razu. Albo po prostu spuść komuś manto tak, jak cię uczyłem.
- Jasne, tato. - zaśmiała się Elizabeth znikając między drzewami.
- Ace, będziemy mieli szczeniaki? - z zamyślenia wyrwał mnie głos partnerki.
- Jeśli okaże się, że zaciążyłaś, to będę najszczęśliwszym lisem na świecie. Po raz drugi.
Nie minęło kilka minut, gdy Chalize odezwała się znowu.
- Jak je nazwiemy?
- Tym razem będzie chłopiec. Maroon. - oznajmiłem dumnie.
- Mama jest w ciąży? - naszym oczom ukazała się nasza córka z pękiem białych dzwoneczków pod łapami.  Zmarszczyła brwi i podeszła bliżej.

Chazlie? :U

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Ostatnio zejdzie jakieś pół roku, co? - mruknąłem
- Tak. Prawie równo. - westchnęła
- Wiesz, że lisy mogą to robić ciągle, tylko nie zajdą w ciążę? - uniosłem brew. 
- Tyle, że my chcemy szczeniaków. 
- Racja. Pytanie czy obydwoje tego chcemy. - popatrzyłem na nią poważnym wzrokiem. 
- Ace.. Jasne, że tego chcę. Nie chcę mieć tylko jednego dziecka.. - uśmmiechnęła się
- A co na to Bogowie? - mruknąłem. 
- Pieprzyć ich. - zaśmiała się całując mnie. 
- Chazlie, kocham cię - szepnąłem całując ją coraz niżej. 
Wiem, że przeciętnego czytelnika mogą te słowa zemdlić, ale ja ją na prawdę kocham. Całym swoim serduszkiem i będę jej to mówić do końca mojego życia. 
***
- Tato, co robisz? -zdziwiła się Elizabeth
- Rozpalam ognisko, skarbie. - uśmiechnąłem się trzymając w pysku zapałki
- Po co?
- Popatrz. Tutaj mam kawałki mięsa z królika, tutaj trochę zieleniny, a tutaj dziesięć jajek. - obiad na polanie? Dlaczego nie?
- Wow.. Skąd wziąłeś jajka?
- Z miasta. Mój przyjaciel mieszka z ludźmi. Gdy czegoś potrzebuję, to biorę naszą walutę i idę do niego. Tak razem z mamą zebrałem wszystkie rzeczy do twojego pokoju.
- O tak, jest piękny. Więc.. Co będziesz gotował
- Upieczemy na ogniu jajecznicę, pokażę ci, jak to się robi.
W tym momencie z lasu wyszła Chazlie.
- Co tam gotujecie? - uśmiechnęła się promiennie i podeszła do nas dając mi całusa.
- Niespodzianka. Już wstałaś?
- Tak. Zdziwiłam się, że Was już nie ma...

Chazlie? Hyh

piątek, 19 maja 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Patrzyłem jak zaczarowany w te małe kulki patrzące z uwagą na ich nauczycielkę. Raz po raz oglądały się do tyłu, żeby zbadać, czy jeszcze tam siedzimy.
- Szczeniaki są cudowne. - szepnęła do mnie ruda.
Przytaknąłem niemal niezauważalnie na co ona wybuchnęła śmiechem.
Uniosłem brew patrząc na nią.
- Co cię tak bawi?
- Twoja mina. Jeszcze pół roku temu nie chciałeś nawet słyszeć słowa szczeniaki.
- Lisy się zmieniają. Może ja w końcu dorosłem?
- Chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko. Conajmniej.
- Da się to załatwić. - uśmiechnąłem się.
- Daj spokój, Ace.. Jeszcze więcej dzieci zdolnych do nieśmiertelności? Nie będzie to bezpieczne..
- Już raz nam się udało. Gorzej nie może być.
Popatrzyła na mnie jeszcze przez chwilę, po czym dała mi całusa.
- Chodźmy już do domu.
- Pewnie. - mruknąłem i postawiłem z powrotem uszy. - Dzięki, Frau. Pójdziemy już. Widać, że dobrze ich uczysz.

Chazlie?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Noo.. Jest też łapanie gęsi, szukanie złotego kwiatu, zakładanie chomąta, tłuczenie wszystkiego co masz w domu, albo.. hm.. karmienie małp.. - położyłem łapę na pysku udając, że myślę. - Ale łapanie wianków to zdecydowanie moje ulubione.
- Robiłeś już tak kiedyś? - mruknęła opierając łepek na mojej szyi.
- Tylko tam, gdzie nie oznaczało to ze mną ślubu. - zaśmiałem się.
Wtedy coś mi przyszło do głowy. A konkretniej do nosa. Czy gdzietam.
- Nie masz teraz popytu na szczeniaki? - uniosłem jedną brew.
- Ta. Teoretycznie, czasowo mam. - westchnęła.
- Chodź, mordko. - uśmiechnąłem się przytulając ją do siebie. - Gdyby nie było wtedy.. Tego wszystkiego.. Lizzie, to teoretycznie obiecałem ci szczeniaki następnym razem. - przypomniało mi się.
- I dopiero teraz byłabym w ciąży, podczas, gdy mamy już tak dużą przyszłą alfę? - zdziwiła się
- No dokładnie. Chyba byś się nie doczekała. Ej. Będąc już przy dzieciach, ruszyła szkółka szczeniaków. Trzeba iść ogarnąć jak idzie nauka.
- Ale teraz? - ziewnęła.
- Za pół godziny szczeniaki idą do domu. Chodź, przejdźmy się.

Rudziołku?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Poczekamy, zobaczymy. Prosiłem już ojca o pomoc, ale nie odpowiada na modlitwy. Jeśli nic się nie uspokoi i nie unormuje, to pójdę z nią do Doliny... Chciałem tego uniknąć. - zapatrzyłem się w podłogę
- Wierzę, że nie zajdzie taka potrzeba. Dlaczego Morpheus nie odpowiada?
- Czy ja wiem, ruda.. Pewnie ma pełno tych swoich wodnych spraw...
- Nie myślmy o tym na razie.. Proszę.. - mruknęła przytulając mój kołnierz.
- Masz rację. Jeszcze będzie na to czas. Gdzie poszła Lizzie? - zmarszczyłem brwi.
- Nie wiem, ale tak szybko raczej nie wróci. Wiesz, że ona ma te swoje półdniowe wypady.
- No to mamy czas dla siebie. - uśmiechnąłem się delikatnie ją całując

Chazlie? C:
Sry za długość ._.

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Przyspieszonym krokiem dotarliśmy do leża alf. Na przeciw nam wybiegła Elizabeth. Podbiegła do nas i przytuliła.
- Gdzie wyście byli? - westchnęła.
O Shan, ten znajomy zapach domu.. Brakuje tylko zapachu pieczonych pierników z żurawiem.
- Strasznie za wami tęskniłam.. - szepnęła Lizzie
- My za tobą też, skarbie.. ,westchnąłem. - Ale nie przynosimy dobrych wieści. Musimy porozmawiać. - przeszedłem do sedna sprawy.
- O co chodzi? - zmarszczyła brwi
- Nie tutaj. - rozejrzałem się na boki
- Chodźmy do środka. - dokończyła moją myśl ruda i popchnęła delikatnie Elizabeth w stronę drzwi.
Usiedliśmy na dobrze znanych nam fotelach. Fotel naszej córki był mniejszy i ledwo się w niego mieściła, co nadawało komizmu całej tej sytuacji... Trzeba zdobyć większy fotel, a mniejszy... hm.. To nie taki głupi pomysł.. Mniejsza.
- Pamiętasz co mówiliśmy ci dwa miesiące temu?
- To o naszej rodzinie, tak?
- Tak.. Zgadza się. - westchnąłem. - Jesteś potomkiem trzech bogów i..
- Tak, tak. Mogę stać się nieśmiertelna i zamieszkać w Dolinie Królów..
- Lizzie, takich jak ty jest może trzech na świecie. Jedna od Moona, jeden od Sun i ty - od Morpheusa. Ale nie takie było zamierzenie Bogów. Ziemskie losy z trzema Bóstwami we krwi w ogóle nie miały przeżyć, nie mówiąc o dorosłości. Moon i Sun tego nie chcą, a zeszłej nocy Sun odwiedziła twoją mamę i powiadomiła, że chce cię zabrać na rok do Doliny..

Ruda?

sobota, 13 maja 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Chazlie.. Powiesz mi co się stało...? _ na moim pysku pojawił się grymas.
Ruda nadal milczała. Chwyciłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie czule przytulając.
- Rozumiem, że nie chcesz mi mówić..  Albo nie masz na to siły.. Ale jeśli to zrobisz, to będzie ci o wiele lepiej. Razem przez to przebrniemy.
- Ona chce nam ją zabrać - rzuciła.
- Kto? Kogo chce zabrać? Chazlie.. - westchnąłem.
Przytuliła się do mojego futra tak mocno, jak gdyby chciała się do mnie przyczepić i nigdy mnie nie puścić. Zaczęła trząść się od płaczu.
- Sun..
- Widziałaś się z Sun?
Pokiwała głową.
- Ona.. Elizabeth.. Rok.. Dolina..
Zdawkowe słowa złożyłem w całość.
Sun chce zabrać Elizabeth do Doliny Królów. Najprawdopodobniej na rok. Super. Cholera.
Tato, gdzie jesteś... Dlaczego nie możesz nam pomóc...  Przecież Sun... Ona podobno nie znosi innych "trójbogów"..

Ruda?

czwartek, 11 maja 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Zmęczenie dało się we znaki i przespaliśmy spokojnie całą noc.
Rankiem, gdy las obudził się we mgle, pierwsze majowe promienie słońca obudziły mnie ze snu. Było koło szóstej nad ranem.
Podniosłem łapę i podtukałem nią obok siebie w poszukiwaniu spiącej obok mnie lisicy. Otworzyłem szerzej oczy, gdy zamiast jej miękkiego futra wyczułem pod poduszkami zimny mech.
Wstałem zbyt gwałtownie przez co zakręciło mi się w głowie. Rozejrzałem się na boki, ale nigdzie nie było nawet śladu rudego futra.
- Chalize? - Ziewnąłem
Ace, bądź dobrej myśli. Na pewno poszła tylko na coś zapolować.
- Chazlii? Przeciągnąłem się próbując złapać trop.
Nagle naszła mnie niepokojąca myśl. Czy to nie przypadkiem wczoraj naraziliśmy się jakiejś bogini?
- CHALIZE! CHAZLI?! - Zacząłem krzyczeć jednocześnie nasłuchując odpowiedzi i węsząc. Wyglądało to na to, jakby Ruda dosłownie rozpłynęła się w powietrzu.. A.. Albo..  Albo wsiadł do samochodu i odjechała...
Nie poddam się tak łatwo. Muszę ją odnaleźć. O Bogowie.. Dopiero co ją odnalazłem i znowu zgubiłem?

Chazlii? Telefon wpadł mi do wody xd :'))
Bul

poniedziałek, 8 maja 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Jak na złość, w ten jeden jedyny dzień jakim jest czwarty maja, Bogini Miłości postanowiła zepsuć nam święto. Zarąbiście. Ona nie jest przypadkiem od tego, żeby podsycać wnie nas miłość, a nie ją gasić? Czy może raczej jej zadaniem jest czynienie tego wszystkiego ciekawszym niż już jest? 
Ale od początku. 
W tej przeklętej lisicy siedział jakiś chochlik, obudziło się sumienie co do rodzinki. Gdy dowiedziała się z kim związała się jej prawnuczka, wpadła w szał. 
***
Dotarliśmy do komnaty wypełnionym jasnym, rażącym światłem. Po środku stała nienaturalnej wielkości lisica wpatrująca się we mnie z nienawiścią. Czułem na sobie jej wzrok aż do momentu w którym dotarliśmy pod jej piedestał. Wtedy spojrzała na Chazlie.
- Witaj. - jej głos odbił się echem w przestrzeni i zatkał mi bębenki.
Zmrużyłem oczy nie mogąc sobie przypomnieć tożsamości rudej. Spojrzałem po Chalize, która dawno już się ukłoniła. 
- Nie pokłonisz mi się? - znów ten nieprzyjemny, chłodny głos. 
- Ja... Gdzieś cię już widziałem. - mruknąłem patrząc w jej szmaragdowe oczy, które wywierały na mnie presję, jakgdyby same z siebie przemawiały ' Patrz na nas. Caaały czas. Chodź, utoniesz w naszej głębi. Kochaj.. kochaj.. ' z trudem ignorowałem te durne szepty w mojej głowie. 
- Może ty, prawnuczko powiesz temu odważnemu zanadto lisowi kim jestem? - Chazlie na chwilę uniosła wzrok. 
- Fulco... Stoi przed tobą Tesuri. Bogini miłości. - przełknęła
Na moim pysku pojawił się grymas. 
- Jako Bogini Miłości, nie powinnaś być bardziej... ee... Miłosna? No wiesz. Z charakteru, z wystroju tego wnętrza. Bo co z tego jak pachnie różami skoro ty już na miano różyczki nie zasługujesz... 
- DOŚĆ! - przerwała mi. - Jak śmiesz, mały potomku Bogów odzywać się tak do kogoś znacznie potężniejszego od Ciebie?!
O ile dobrze kojarzę, ta ruda dziołcha jest tylko pomniejszym bóstwem. Ostatnim w świętych spisach, a zachowuje się jak Sun... Żałosne.- pomyślałem. 
- To, że Twoim ojcem jest sam Morpheus, a prabką Hestra, nie czyni cię jeszcze silniejszym ode mnie. - syknęła. 
Ejej... czekaj... Czy ona czyta mi w myślach?
- Dokładnie. I właśnie to czyni mnie silniejszą od ciebie. - uniosła jedną brew. 
- Nieważne. Mów czego chcesz. - i wtedy zrozumiałem. Zrozumiałem ból w jej oczach, gdy tak na mnie patrzyła. Nagle pojaśniałem i otworzyłem szeroko oczy. - Ty kochałaś mojego ojca. - rzuciłem. 
- CO? NIE. WCALE NIE. JAK ŚMIESZ TAK MYŚLEĆ?!
- O wybacz, droga Pani. Ale wszystko na to wskazuje. Kochałaś mojego ojca, ale on wybrał moją matkę, a potem, gdy byłem we Francji.. Pomyślałaś, że dlaczegoby nie spróbować z synem swojej utraconej miłości.. - pomyślałem. Odczytała to z mojej głowy i porozumieliśmy się bez słów. 
- Mogliśmy utworzyć najlepszą parę, gdybyś ode mnie nie uciekł. 
- Wybacz, ale zapomniałaś, że moim ojcem jest koleś, który cię nie chciał. I tak samo, jeślli chodzi o mnie. Wypuść nas stąd. Mnie i twoją prawnuczkę. Spróbuj z Paloo. Słyszałem, że mu się podobasz. 
****
No i nas nie wypuściła. Nie od razu. Po raz pierwszy w życiu walczyłem ze zmutowanymi kwiatami i wazonami. 
Koniec końców, uciekliśmy rzucając w Boginię złotym tronem. 
- Chazlie, wiesz który dzisiaj jest? - westchnąłem, gdy byliśmy już w naszym legowisku. 
-  ...ósmy maj? 
- Ominęło nas święto miłości. 
- Nieważne. Trzeba kochać zawsze, a nie tylko raz w roku. - mruknęła.
- Zróbmy sobie jutro własne śwęto, co? - popatrzyłem na nią przechylając głowę na bok. 
- Jak najbardziej. - ruda pocałowała mnie w policzek. 
- Kocham cię, półmóżdżku. Mimo wszystko i na zawsze

Ruda?