piątek, 21 lipca 2017
Od Lizzie do kogoś (?)
Po przekroczeniu pierwszej linii drzew, zaciągnęłam się zapachem żywicy. Mmm... Uwielbiałam ten zapach. Dużo lepszy niż zapach tych całych mokradeł. Schyliłam pysk do poziomu runa leśnego w poszukiwaniu tych całych ziół. Nie jestem żadnym psem tropiącym, żeby tak cały dzień chodzić z głową w dół... W końcu natknęłam się na niewielki krzaczek. Ehh, to tylko jeden z dziesięciu gatunków, które muszę zebrać.
Ktoś?
środa, 12 lipca 2017
Od Lizzie
piątek, 9 czerwca 2017
Od Lizzie CD opowiadania Klemensa
- Oh! - krzyknęłam zaskoczona, patrząc na... no właśnie. Nic nie widziałam, ale mogę przysiąc, że z czymś się zderzyłam. Albo z kimś. Nikogo tu jednak nie było, co wywołało we mnie spory niepokój. - Halo...?
Nagle powietrze przede mną jakby się zgniotło, a jakaś tkanina opadła na trawę, odsłaniając czarnego liska mniej więcej w moim wieku. Albo troszkę młodszego, ale nie była to duża różnica.
- Cześć. - przywitał się nieznajomy lis. Dobrze mu patrzyło z oczu, więc o nic się nie martwiłam. - Jestem Klemens, a ty? Poza tym, co robiłaś u Mazeikeena?
- Lizzie. - odpowiedziałam zaintrygowana nowym rozmówcą. Widzę go po raz pierwszy. - Stwierdziłam, że bardzo dawno u niego nie byłam i no... poszłam sprawdzić, czy jeszcze w ogóle tam mieszka. No i mieszka, i coś jest z nim nie tak... Sama nie wiem, chyba jest chory. Lepiej się do niego nie zbliżać.
- Do niego zawsze lepiej się nie zbliżać. - mruknął.
Akurat to było prawdą, Mazik był najbardziej znanym agresorem na tych okolicach. Bardzo rzadko ktoś do niego przychodził, a jeszcze rzadziej wracał. Plotki głosiły, że zabił swoich rodziców i całe rodzeństwo. Nienawidzi siebie i świata. Ehh, dziwny lis z tego Mazeikeena. Bardzo, bardzo dziwny.
- Masz rację. - przytaknęłam mu. - Trzeba powiedzieć komuś dorosłemu o jego chorobie, to może się źle skończyć. Zanim zrobi komuś krzywdę. Może trzeba powiedzieć moim rodzicom, żeby na czas choroby go wysiedlili? Co o tym myślisz?
- Oczywiście, trzeba donieść o tym alfom. Ale... - Tu dojrzałam tajemniczy uśmiech na jego pysku. - Może sami znajdziemy źródło choroby, a tym samym ją zwalczymy i zapobiegniemy dalszemu rozwojowi?
- Jestem za. - odparłam.
Klem?
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Od Lizzie
***
Udałam się więc do nory Mazikeena, może przynajmniej teraz będzie wszystko u niego dobrze i nie będzie rzucał mi się do gardła. Potruchtałam w tamtą stronę, jednocześnie zadając sobie wiele pytań. Co sprawiło, że jest jaki jest? Przecież żaden lis nie rodzi się zły, a już na pewno nie tak zły jak Mazik. Nie, to po prostu niemożliwe, być tak złym, tak przesiąkniętym mrokiem, aż do szpiku kości. Nie, to na pewno nabyte... Mazikeena zastałam w jego norze. Siedział skulony, przygarbiony. Jego oczy były dziwnie matowe i przekrwione.
- Nie... boisz się mnie? - zamruczał gardłowo, kierując spojrzenie w moją stronę. - Nie?
- No... - Przez krótką chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć. Właśnie w tej krótkiej chwili dostrzegłam pianę w jego pysku, zabarwioną na różowo. Różowo? - O bogowie, Mazik, jesteś chory...
- To wy jesteście chorzy. - zacharczał, zanosząc się kaszlem. Potem splunął na ziemię, a w jego ślinie była krew. - Lepiej stąd zmykaj, ale to już...
Szybka analiza... Krew, agresja, otępienie, światłowstręt. Diagnoza? Wścieklizna... O bogowie, trzeba o tym kogoś poinformować!
Ktoś?
niedziela, 14 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #14
- Śmierci? - Znachor drgnął lekko. - Cóż... cóż. To bardzo poważne tematy, nie sądzisz?
W istocie tak było. Śmierć, nawet jeśli bardzo odległa, była naprawdę przygnębiającym i poważnym tematem. Ale przecież każdego to kiedyś czeka, prawda? Dlaczego to temat tabu, skoro to nic nowego? Nic obcego i dziwnego? A i tak wszyscy się tego boimy... Ciekawe, dlaczego. Podobno to nie boli i trwa tylko chwilę.. Chociaż zależy też, za jaki moment uznamy moment śmierci. No nic, to już na dłuższe przemyślenia.
- Sądzę. - odpowiedziałam cicho. - Ale chciałabym poznać twoje zdanie.
- Niewiele mogę ci powiedzieć. - mruknął zawstydzony. - Boję się śmierci, chyba jak każdy.
- Rozumiem. - odpowiedziałam, po czym nie czekając na jego odpowiedź, zaczęłam mówić dalej. - Kiedy lis twoim zdaniem umiera?
- Wtedy, kiedy już nie jest niczego świadomy, a jego ciało sztywnieje. - odparł bez najmniejszego zastanowienia. - Lizzie, proszę, nie rozmawiajmy teraz na takie tematy. Nie masz nic lepszego do roboty?
- Chyba mam. - zamruczałam sennie. - Muszę przygotować sobie coś do jedzenia. Do zobaczenia, Znachor.
Lis pożegnał mnie uprzejmie, a ja zostałam sama ze swoimi przemyśleniami. Nie myślałam jednak długo, w końcu musiałam coś upolować dla rodziców.. na przykład kaczkę. Uśmiechnęłam się do siebie w duchu. Tak, kaczka brzmi dobrze.
***
Po upolowaniu kaczki, a nawet dwóch i pokaźnych rozmiarów wiewiórki dla siebie udałam się do Legowiska Alf, gdzie zamierzałam czekać na rodziców. Nie mogąc się doczekać ich powrotu, zaczęłam bez większego celu krzątać się po domu. Nagle natrafiłam na lustro, po czym aż odskoczyłam. O bogowie, jak ja się zmieniłam! Popatrzyłam na mój pysk, który stawał się coraz bardziej podobny do pyska matki. Uśmiechnęłam się do siebie. Wyładniałam.
< ktoś? c: >
sobota, 13 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #13
W sobie najbardziej nie lubię.. sama nie wiem, czego. Mojego niezdecydowania. Nigdy nie mogę podjąć decyzji w ułamku sekundy.
W innych nie lubię zaś tego, kiedy są fałszywi i dwulicowi. Po prostu tego nie toleruję.
Tak.. trochę wstyd się do tego przyznać, ale bardzo boję się igieł. Możliwe, że to po złym doświadczeniu z tym ludzkim... weterynarzem, jak go nazywali. Jest co prawda irracjonalny, ale niezbyt przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu.
Nie, nie zgadzam się. Chociaż dotyczy ono sporej ilości lisów, w naszym stadzie chyba nie ma ani jednej takiej osoby, która zdradziłaby kogoś w zamian za dobra materialne. Ogółem, chyba nie znam lisa, który mógłby zrobić coś takiego..
Moją wytrwałość. Uważam tak dlatego, że bez niej nie osiągnęłabym wielu rzeczy i po prostu poddałabym się. Jest ona bardzo przydatna podczas wędrówek, ucieczek.. a nawet codziennego życia, kiedy trzeba wykonać jakiś obowiązek, a tak bardzo się nie chce.
Śmierć. Boję się śmierci, jak każdy. Co mnie po niej spotka, czy zaboli.. To temat znany chyba wszystkim, a przynajmniej większości lisów.
Chociaż to dziwna odpowiedź, wydaje mi się, że wyglądałby.. zupełnie tak samo. Życie toczyłoby się dalej, moi rodzice mieli by inną córkę, a może nawet syna. Myślę, że moją obecnością nie wnoszę wiele do życia naszej sfory.
Wiem, że raz śniło mi się, że nie byłam lisem! W moim najdziwniejszym śnie byłam jakimś dziwnym stworzeniem, które nie żyło na lądzie lecz.. w wodzie. W tym śnie po prostu sobie pływałam, w tę i we wtę...
piątek, 12 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #12
- Dzień.. dobry? - W norze było ciemno. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.. Znachor lubił ciemność i mrok. A poza tym było tu troszkę chłodniej niż na dworze.
- Witaj, Lizzie! - przywitał mnie z szerokim uśmiechem Znachor. - Ale ty wyrosłaś! No, wejdź do środka. Nie stój na dworze, jeszcze się przegrzejesz, a to niebezpieczne.
Posłusznie weszłam do środka, po czym omiotłam wzrokiem całe pomieszczenie. Znachor ma bardzo dobry gust, jeśli chodzi o wystrój.
- Przyszłaś po coś konkretnego? - zapytał, wskazując mi poduszkę przy stoliku. - Usiądź sobie. To jak, potrzebujesz czegoś?
- Dzięki. - mruknęłam, po czym usadziłam się na wskazanym miejscu. Było zadziwiająco wygodne. - Nie, raczej nie. Chyba przyszłam tylko dla towarzystwa.
Znachor uśmiechnął się - wiedział, że zaraz o coś zapytam. I skubany się nie mylił.. jak zwykle zresztą.
- A co to jest to przegrzanie? - zagadnęłam ku jego uciesze.
- Jak za długo przebywasz na gorącu, możesz dostać udaru słonecznego. To taki stan, w którym temperatura twojego ciała jest wysoka, znacznie wyższa niż być powinna. - zaczął tłumaczyć spokojnie i cierpliwie. - Jest bardzo niebezpieczny... można od niego nawet umrzeć.
- A czym to się objawia? - zaczęłam drążyć temat. Ten cały udar był nawet ciekawy.
- To się objawia... hmm.. - zamyślił się i zamknął oczy.
czwartek, 11 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #11
środa, 10 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #10
Uśmiechnęłam się do siebie w duchu. Właśnie przekroczyłam tereny naszej sfory, znajdowałam się tuż przy Norowisku. Kilka metrów dalej stała nasza nora.. Legowisko Alf. Ostrożne przesunęłam korę, która służyła tutaj za drzwi i weszłam do środka, oczywiście zamykając Legowisko Alf z powrotem. Nie chciałam żadnych niechcianych gości w tej chwili. Chcianych też nie. Chciałam zostać sama, żeby mieć więcej czasu na ogarnięcie tego wszystkiego, a no cóż, nie było najlepiej... wszędzie był kurz, który zdradzał oznaki długiego nieużytkowania. Musiałam szybko się go pozbyć, tylko od czego zacząć? Może od kuchni? W kuchni spędzamy najwięcej czasu, więc nie powinno być tu tyle kurzu w żadnym wypadku. Zacznę więc od kuchni.
Chwyciłam jakąś szmatę, po czym ostrożnie i uważając, aby niczego nie stłuc przetarłam wszystkie półki, szafki i inne nawierzchnie, na których mógłby być brud. Uhh, to chyba będzie najbardziej produktywne kilkanaście minut mojego życia!
Potem zabrałam się za sypialnie, a na końcu ogarnęłam resztę domu. Po skończonej pracy położyłam się na łóżku, aby trochę odsapnąć. Co to za dzień... Postanowiłam uciąć sobie krótką drzemkę, a następnie iść do jakiegoś lisa. Może do Znachora? Lubiłam tego lisa. Był mądry i zawsze mówił dużo ciekawych rzeczy. Także decyzja podjęta! Pójdę do niego... za pięć minut.
wtorek, 9 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #9
Wypuścić? Nie mogłam się doczekać! Pisnęłam z podniecenia, aż zwróciłam na siebie uwagę tamtej pani w białym fartuchu. Ona uśmiechnęła się z czułością, po czym pogładziła moje futro na plecach. Owszem, to było przyjemne, ale nie aż tak jak wizja szybkiego powrotu do domu.
Heh... A pamiętam, jak się cieszyłam, kiedy wychodziłam poza teren sfory, aby spędzić noc poza nią. Wydaje się to strasznie głupie z obecnej perspektywy.
- Podać jej tabletkę usypiającą, aby dobrze zniosła podróż? - zapytała samica człowieka uprzejmie.
- Chyba będę zmuszony tego użyć. - odpowiedział Mike, drapiąc mnie za uchem. Z lubością przekrzywiłam głowę tak, aby było mu wygodniej.
Tabletka? A co to jest tabletka? Pewnie coś niedobrego. Po chwili tamta pani rozchyliła mi pysk, a następnie wrzuciła do środka coś obrzydliwie gorzkiego i przytrzymała, abym tego nie wypluła. Fuj!
Po połknięciu jej poczułam nagłą senność..
***
Obudziłam się dzisiaj bardzo wcześnie. Rodziców nadal mnie było... bardzo mnie to martwiło, nie wracali już od kilku dni. Może i potrafiłam sobie poradzić sama, ale i tak czułam to uczucie niepokoju. Czy oni wrócą? Mam nadzieję. A.. a jeśli nie? Co, jeśli coś ich zjadło? Huh, nonsens. A co jeśli jednak? Może będę musiała przejąć obowiązki alfy? Chociaż jest to kusząca perspektywa, to na pewno nie w tym wieku.
Ale popatrzmy na to z innej strony.. skoro nie ma rodziców, mogę robić co chcę! Na przykład urządzić sobie nocowanie w jakimś fajnym, oddalonym od sfory miejscu. Gdzie by tu pójść? Może nad rzekę? A może w ogóle poza Puszczę? To bardzo kuszące.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam! Dziś moja pierwsza noc poza granicami stada. To na pewno będzie świetna przygoda, poza tym.. nie będzie mnie tylko przez jedną noc. Nikt tego nie zauważy, prawda? Pewnie, że nie. W końcu mam kilka prostych wyjaśnień - źle się poczułam, zostałam w domu cały dzień; byłam u Znachora i zostałam na noc, żeby nie pałętać się po nocy. To brzmi wiarygodnie.
***
Po obudzeniu się poczułam tak znajomy zapach.. Sforo, nadchodzę!
poniedziałek, 8 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #8
Szczerze mówiąc, to bardzo tęskniłam za domem i nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie wrócę. Przecież ten człowiek powiedział, że mnie wypuści prawda? No właśnie. Pozostało tylko jedno pytanie: kiedy to zrobi? Właśnie.. podobno wtedy, kiedy trochę podrosnę i wydobrzeję. Przecież jestem w pełni sił! Ehh, właśnie.. W pełni sił. Muszę w końcu na coś zapolować, bo normalnie mnie rozsadzi.
Tęsknię za stadem. Za mamą, za tatą, za Bjornem, za panią Lori... No naprawdę, za wszystkimi. Chciałam być już w domu.
Przy rodzinie, znajomych... Czy ja ich kiedykolwiek jeszcze zobaczę?
Koniec tych ponurych rozmyślań. Nie lubię się dręczyć, ale czasami trzeba. No cóż, bywa.
Po moim policzku spłynęła jedna, gorzka łza. Czas już spać.
***
Ostrożnie wskoczyłam na korzeń uważając, by nie spłoszyć jeszcze bardziej kaczek. Ciekawe, czy one też mają uczucia, marzenia... Ciekawe, czy też mają świadomość.
Nagle usłyszałam ten trzepot tuż przy swoim uchu i wyskoczyłam, następnie zatapiając kły w ciele mojej przyszłej ofiary. Kaczka wydała z siebie dziwny skrzek i kilka razy machnęła skrzydłami, aby się mnie pozbyć. Cóż.. nie wyszło jej to. W końcu przestała się ruszać, a wtedy podbiegła do mnie Lorianna.
***
Spałam tej nocy bardzo niespokojnie, ciągle śniąc o moim stadzie, a raczej o jego lisach. Wydaje mi się, że już niedaleko do spotkania z nimi. Obym się nie myliła..
***
Nazajutrz Mike wziął mnie znowu do tego gościa z igłą, jak się potem dowiedziałam, do weterynarza. Nie wiem, co chcieli zrobić, ale tamta Pani była miła i nawet nie miała igły. Ale i tak pachniało bardzo dziwnie..
- Co Pani sądzi? - Mike odezwał się, a ja zastrzygłam uszami zainteresowana. O co chodzi? Czemu on pyta tę kobietę o zdanie?
- Wygląda całkiem dobrze, już podrosła. Jejku, chyba wziąłeś ją w okresie największego wzrostu. Prawdopodobnie jutro będzie można już ją wypuścić, najlepiej w to samo miejsce, z którego ją wziąłeś. - odparła, lekko zamyślona.
niedziela, 7 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #7
- No, chodź już malutka. - Mike pociągnął za sznurek zwany smyczą, przez co ściągnął mnie do siebie. Przecież ja chcę się jeszcze pobawić z tym psem! - No chodź chodź, jeszcze wyjdziemy.
Jasne! Niby kiedy? Pewnie za sto lat, jak nie dłużej. Chcę jeszcze zostać na dworze.. Czemu on tego nie rozumie?
- No chodź, malutka. - Pociągnął za smycz bardziej stanowczo.
Zaparłam się więc przednimi łapami i następnie przerzuciłam cały swój ciężar ciała na tył. W takiej pozycji niemalże nie dało się mnie przesunąć, i dobrze.
Mike westchnął z boleścią i podszedł do mnie. Położył dłonie wzdłuż mojego brzucha i jak gdyby nigdy nic podniósł mnie. Warknęłam niezadowolona. Przecież córki Alf, ich następczyni, się nie podnosi jak małe szczenię, na litość bogów! Czy ten człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy? Mógł w sumie nie wiedzieć..
***
Po długich dwudziestu minutach znaleźliśmy się w domu. Kiedy już weszliśmy i nie znalazłam żadnej drogi ucieczki na dwór, z ociąganiem podeszłam do miski z wodą. Jej tafla była tak gładka, tak inna od naszego strumienia. Nasz strumyk był zawsze zaburzony, przez nurt, ryby... Tam było życie. Ta woda jest zupełnie martwa. Mimo tego i tak się z niej napiłam - smakowała prawie tak samo jak nasza ze strumyka, miała też lekko metaliczny posmak. No nic, jakoś trzeba to znieść.
Niedługo potem zdałam sobie sprawę, że jestem zmęczona. Dziwne. Jeszcze nigdy nie byłam tak zmęczona tylko po zabawie ze szczeniakiem... To pewnie dlatego, że ten szczeniak był większy ode mnie i szybciej biegał. Mniej więcej tak to sobie wytłumaczyłam.
Niezadowolona udałam się do mojego nowego Legowiska, po czym zagrzebałam w kocach. Co prawda było tu nawet miło, ale tęskniłam za sforą - za mamą, tatą i resztą.. Nie mogę się doczekać, kiedy ich znowu zobaczę. Zamknęłam oczy, chcąc pozbierać myśli. Potrzebowałam odrobiny snu, żeby dojść do siebie. Zaśnięcie nie powinno trudne.
sobota, 6 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #6
Jeszcze kilka razy poćwiczyliśmy siad, a potem Mike przypiął coś w rodzaju sznurka do tych sznurków na moim ciele. Uhh.. Po co to komu? Zaczęłam to szarpać i gryźć. Może puści?
- Mała, nie. - Człowiek odezwał się spokojnie, ale i stanowczo, co sprawiło, że aż się skuliłam. - Nie wolno gryźć smyczy. - Aha, a więc to coś nazywało się smycz. Dobrze widzieć. - To jest.. Ehh.. To jest po to, żebyś nie uciekła podczas spaceru, rozumiesz?
Co to jest spacer? To jakaś forma rozrywki? Chcę na spacer! Może to będzie na dworze? Tak dawno nie byłam na dworze.. Chcę tam.
- Na sobie masz szelki. Pozwalają one na przypięcie czegoś do ciebie, na przykład smyczy. - wyjaśnił powoli. Smycz jest po także po to, żebym mógł cię szybko ściągnąć w razie czego. Hmm.. Jest bardzo możliwe, że spotkasz inne psy. Pies to taka większa wersja ciebie, mam nadzieję, że rozumiesz. Są z reguły miłe, ale mogą ci nieźle dać popalić, jak je zdenerwujesz. Mój znajomy ma owczarka... Wiesz, jak wygląda owczarek? Trochę jak wilk, ale ma inne kolory. Widziałaś kiedyś wilka?
Przytknęłam. Człowiek oczywiście tego nie zrozumiał, ale nie miałam mu tego za złe. W końcu to tylko człowiek...
***
Po dłuższej chwili Mike otworzył drzwi. Ah, ile zapachów! Wybiegłam przed siebie, ile tylko sił w łapach. Kiedy oddaliłam się o jakieś dwa, trzy metry poczułam szarpnięcie w okolicach grzbietu. Auć! To pewnie przez ten głupi sznurek, uhh. Ale co mogę zrobić? Jedyne, co mogę to tylko ciągnąć do przodu i mieć nadzieję, że Mike puści smycz. W końcu mu się znudzi i mnie zostawi, prawda?
***
Udaliśmy się spacerem wzdłuż ścieżki. Znajdowaliśmy się blisko jakiegoś skwerku, który przypominał trochę las. Ale tylko trochę. Spotkaliśmy kilka psów, jeden był naprawdę fajny. Był mniejszy ode mnie i fajnie się bawił. Ja go goniłam, a on uciekał.
piątek, 5 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #5
- No. - Człowiek uśmiechnął się z satysfakcją. - Teraz troszkę odpocznij, dobrze? Po jedzeniu powinno się odpoczywać. Pokażę ci twoje miejsce... mam nadzieję, że ci się spodoba. A jak nie, to że chociaż będziesz tam słać. Cóż, jednakże mam nadzieję, że będzie dla ciebie odpowiednie. - Tu zrobił przerwę i pogłaskał mnie po głowie. - Jesteś bardzo grzeczna. Na pewno jesteś liskiem?
Oczywiście, że na pewno jestem liskiem! A właściwie to lisem.. Nie żadnym liskiem. Jestem prawie dorosła, no, może nie prawie. Ale wcale nie brakuje mi tak dużo do upragnionej dorosłości. Ale nie zbaczając z tematu - gdzie będę spała? Człowiek ma specjalną norę dla mnie? A może coś innego? Jejku, to miłe. Nie spodziewałam się, że ludzie potrafią być tacy mili.. A może to tylko zasadzka? Chyba nie, przecież mnie nakarmił. Ale dość tych rozmyślań.
***
Moim miejscem do spania - legowiskiem - okazała się nora zrobiona z.. czegoś miękkiego. Nie było takie miękkie jak futro mamy, ale i tak było całkiem miłe w dotyku. Spojrzałam na człowieka przekrzywiając głowę.
- A.. - mruknął pod nosem. - Nie wiesz, co to jest malutka? - Ostrożnie podniósł to coś, żebym mogła się lepiej przyjrzeć. - To jest koc. Ludzie tego używają, żeby się ogrzać. Czasami pod tym śpią. Mam nadzieję, że nie obrazisz się, jak coś takiego będzie pełniło rolę twojego legowiska?
Oczywiście, że nie. Właściwie, to byłam bardzo senna.. Czym prędzej skorzystałam z koca. Był całkiem wygodny.
***
Po przebudzeniu się ze snu, człowiek o imieniu Mike postanowił, że nauczy mnie czegoś, co się nazywało sztuczką. Co to była sztuczka?
- To takie coś, czego ludzie uczą psy. To forma pokazu, żeby pokazać, jak jesteś wyszkolony. - wyjaśnił. - Na początku zajmiemy się prostą komendą "siad". Jesteś gotowa?
Jasne! Nie mogłam się doczekać. Czy to coś ciekawego? Mike wyciągnął coś z kieszeni, a następnie mi to pokazał. Pachniało bardzo apetycznie.. czy mogłabym to dostać?
- Dostaniesz, jak wykonasz ćwiczenie. - Uśmiechnął się.
Człowiek położył rękę na moim zadzie i jednocześnie wypowiedział słowo "siad". Co miałam zrobić? Usiadłam. Mężczyzna uśmiechnął się, po czym powtórzył słowo "siad", tym razem bez nacisku. Usiadłam.. Chwilę potem przed moim nosem pojawiło się to dobre coś, co człowiek trzymał w kieszeni. Jestem gotowa uczyć się tych całych sztuczek, jeśli o mnie chodzi.
czwartek, 4 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #4
Jejku, jak on szczebiotał! Normalnie, jakby mówił do małego dziecka. Ja przecież nie jestem małym dzieckiem, ani tym bardziej małym ludzkim dzieckiem! Kończę niedługo trzy miesiące. Nie, żeby mi to przeszkadzało, ale czułam się trochę dziwnie, jak jakiś malutki szczeniak. Czy tacy właśnie są ludzie? Nadopiekuńczy? Cóż, na pewno nie będzie mi brakowało pożywienia ani innych dobrych rzeczy. Od czego tu zacząć? Gdzie będzie moje legowisko? Chętnie bym się teraz przespała.. ale najpierw coś zjadła!
- Jesteś głodna? Chodź, dam ci coś dobrego. - Mike odstawił mnie na ziemię, a ja bez zbędnego ociągania się podążyłam za nim.
Coś dobrego? Kaczkę? Zająca szaraka? A może jakiś ludzki przysmak, którego jeszcze nie spróbowałam? Zapowiadało się obiecująco. Po chwili człowiek schylił się i położył przede mną dziwny, półpłaski przedmiot. Miał spore wgłębienie w środku.
- To jest miska. - oznajmił, głaszcząc mnie lekko po głowie. - Będziesz z tego jadła, dobrze? Postaraj się nie wyrzucać jedzenia z miski. Jadłaś kiedyś kurczaka?
Po swoich słowach wrzucił do miski apetyczny kawałek mięsa. Mniam! Pachniał bardzo ładnie, więc pochłonęłam go w mgnieniu oka.
środa, 3 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #3
Znowu zostałam podniesiona przez tą dziwną, dwunożną istotę. Nie było tak źle, w końcu nie trzymała mnie jak ofiarę; bardziej, jak matka dziecko. Niestety, znowu zostałam wpakowana do transportera... Uhh, nie lubię tego miejsca. Wszystko dookoła mnie się rusza, choć ja nic nie robię. To naprawdę dziwne, a w dodatku przeprawia mnie o mdłości. Brr.. Chciałam zwrócić swoje śniadanie, ale przecież nic nie miałam w brzuchu. Byłam taka głodna... Czy dostanę cokolwiek do jedzenia?
Złożyłam łeb łapach i westchnęłam cicho, aby zwrócić na siebie uwagę Głosu. Odpowiedziało mi jedynie poklepanie w transporter i ciepłe (tak mi się przynajmniej wydawało) słowa, ale nie jedzenie. Pisnęłam cicho. Co mi po kilku słowach? Byłam głodna! I potrzebowałam załatwić kilka potrzeb... Nic nie zapowiadało się na to, żebym wkrótce miała ku temu okazję.
Przez całą podróż liczyłam do dziesięciu - kiedy już doliczyłam, zaczynałam liczyć od nowa. Raz, dwa, trzy, cztery... Przynajmniej czas spędzony w transporterze był zagospodarowany. Podróż trwała około sto takich dziesiątek. Sporo, prawda? Moim zdaniem bardzo.
Po jakiejś godzinie w końcu to coś stanęło, a wraz z tym ustały moje mdłości. Kiedy tylko te przeklęte drzwiczki się otworzyły, dwunożna istota wzięła mnie w swoje przednie łapy i zaniosła do.. czegoś. Wyglądało to jak domy w Opuszczonej Wiosce, ale było ładniejsze i bardziej kolorowe, a także było tu mniej roślin.
- No, malutka. - Głos znowu się odezwał; w jego tonie nie wyczułam żadnego zagrożenia, był kojący i ciepły. - To jest mój dom. Podoba Ci się? To dobrze. Będziesz tu mieszkała, cieszysz się? Pewnie jesteś głodna? Nie martw się, zaraz ci coś dam.
Po tych słowach znaleźliśmy się w środku. Istota odstawiła mnie na jakimś miękkim czymś, a następnie udała się do innego pomieszczenia. Prawda, byłam głodna. Postanowiłam więc spokojnie poczekać.
Jejku, ile tu było zapachów! Wszystko takie nowe, takie... Obce. Ile miejsc do zwiedzenia! Nie mogę się doczekać, aż będę mogła to wszystko poznać. Może jest tu jakaś tajemnica, którą mogłabym rozwikłać?
Po napełnieniu mojego brzucha zostałam wypuszczona na dwór, gdzie załatwiłam wszystkie pozostałe potrzeby. Wygląda na to, że to miejsce nie jest takie złe...
wtorek, 2 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #2
Czy ktoś mnie słyszy? Zaskomlałam i jeszcze raz spróbowałam przekopać się przez to coś. Niestety, nic a nic się nie stało, a mnie jedynie zaczęły boleć łapy. Zapiszczałam żałośnie i ułożyłam głowę na łapach. Nagle coś dotknęło tego miejsca, w którym się znajdowałam. Co to mogło być? Boję się.
Uhh, z drugiej strony wiem, że to wszystko to moja wina... mogłam nie opuszczać terenów sfory. Co, jak już nigdy nie zobaczę moich bliskich i mojego stada? Nawet nie chcę o tym myśleć. Wydawałoby się to bardzo prawdopodobne..
- Spokojnie, malutka. Już nie długo. - odezwał się jakiś głos z poza tego miejsca. Kto to? - Wiem, nie lubisz transportera, nikt nie lubi. Ale nie chcemy, żeby stała ci się jakaś krzywda... Wytrzymasz jeszcze kilka minut?
Aha, więc to coś to transporter. Oczywiście, że wytrzymam! Jeśli tylko zapewni mi to wolność, jestem gotowa znieść naprawdę wiele. W końcu, uśpiona monotonnym kołysaniem, zasnęłam.
Obudziło mnie ciche stukanie w ten... eee.. transporter. Tak, to chyba to słowo. Następnie drzwi od niego otworzyły się, a ja ujrzałam światło. Ale nie takie, jak w puszczy... I pachniało jakoś dziwnie. Tak obco.
- No, chodź, malutka. - Głos znów się odezwał.
Następnie coś wsunęło się do transportera i chwyciło mnie, na szczęście nie mocno, delikatnie. Mimo to, i tak nie widziałam jakie to ma zamiary. Może chciało mnie zjeść...? Nie czułam się jednak zagrożona.
Po chwili moje łapy wylądowały na czymś zimnym i śliskim, a do moich uszu dobiegł okrzyk, chyba zachwytu.
- Ojej! Jaka piękna! A jaka smukła! - Ktoś szczebiotał mi nad uchem. - Więc po co do mnie przychodzisz?
- Żebyś ją zbadała i zaszczepiła na wściekliznę. - odpowiedział Głos.
Wścieklizna? Mama mówiła mi, że to jakaś okropna choroba, od której lis robi się zły. A co to znaczy zaszczepić?
Po kilku minutach dowiedziałam się, co to znaczy zaszczepić.. Auć. Zaszczepić znaczy ukłuć. Potem poczułam, jak ktoś oplata jakieś coś wokół mojej klatki piersiowej i brzucha, a następnie usłyszałam kliknięcie. Huh? Co to jest? Nie przeszkadza mi w poruszaniu, ale... Huh, dziwne. I co teraz, chciałam zapytać. Właśnie, i co dalej ze mną będzie...
poniedziałek, 1 maja 2017
Od Lizzie - seria eventowa #1
Ale popatrzmy na to z innej strony.. skoro nie ma rodziców, mogę robić co chcę! Na przykład urządzić sobie nocowanie w jakimś fajnym, oddalonym od sfory miejscu. Gdzie by tu pójść? Może nad rzekę? A może w ogóle poza Puszczę? To bardzo kuszące.
Kilkanaście minut później znalazłam już sobie miejsce, tuż przy ogromnym dębie. Tak też zasnęłam..
Mój sen był dziwny, bardzo dziwny. Śniło mi się, że przyszła do mnie jakaś dziwna, ogromna, dwunożna istota. Miała futro tylko na czubku pyska.. w ogóle ten pysk miała jakiś dziwny, taki płaski. I ciągle odsłaniała kły!
niedziela, 30 kwietnia 2017
Od Lizzie CD opowiadania Lindera
Właściwie to nie miałam okazji do spaceru z kimś od bardzo, bardzo dawna. Nic dziwnego, że z radością przystałam na propozycję Lindera. Lis odpowiedział mi promiennym uśmiechem, a następnie rozejrzał się po terenach. Widać było, że jest głęboko zamyślony.
- Nie znasz tych terenów, prawda? - zapytałam. No tak.. przecież on dopiero dołączył! Niby jak miał znać te tereny?
- Nie. - przyznał, po czym odwrócił spojrzenie w moją stronę.
- To może cię oprowadzę? - zaproponowałam.
Nie wiem czemu, ale lubię oprowadzać nowe lisy po naszych terenach, po prostu to uwielbiam! Nie wiem czemu, ale jestem bardzo związana z tymi terenami. Są przecież przepiękne.. i do tego nasze. Nasze i niczyje inne.
Linder?
wtorek, 18 kwietnia 2017
Od Lizzie CD opowiadania Lori
- Tak! - wykrzyknęłam z entuzjazmem.
Lorianna uśmiechnęła się i gestem mnie uciszyła, a następnie zaczęła skradać się w stronę stadka kaczek, a ja ukryłam się w zaroślach i cierpliwie czekałam. Nagle rozległ się łopot skrzydeł i kilka kaczek zaczęło zmierzać w moją stronę. Co robić? Miałam skakać... ale jak dosięgnąć zwierzęcia, które jest kilka metrów nade mną?
Spojrzałam na dość spory korzeń. Może się na niego wespnę? Ale kaczki mogą mnie zauważyć, chociaż wydaje mi się, że teraz są bardziej zajęte ucieczką przed panią Lori. Pewnie nie patrzą w dół... Zresztą, gdybym ja uciekała też nie patrzyłabym w dół. To może być moja szansa.
Ostrożnie wskoczyłam na korzeń uważając, by nie spłoszyć jeszcze bardziej kaczek. Ciekawe, czy one też mają uczucia, marzenia... Ciekawe, czy też mają świadomość.
Nagle usłyszałam ten trzepot tuż przy swoim uchu i wyskoczyłam, następnie zatapiając kły w ciele mojej przyszłej ofiary. Kaczka wydała z siebie dziwny skrzek i kilka razy machnęła skrzydłami, aby się mnie pozbyć. Cóż.. nie wyszło jej to. W końcu przestała się ruszać, a wtedy podbiegła do mnie Lorianna.
Lori?