Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silette. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Silette zostaje wydalona z bloga!

Silette opuszcza bloga. 
Powód: kopiarstwo, pojawienie się na czarnej liście royalog, omijanie minimalnej ilości słów. Informujemy również, że posiadamy dowody i wszelki hejt będzie karany stałą blokadą.
Wszystkie postacie tego użytkownika zostały wydalone. 

sobota, 17 czerwca 2017

Od Silette - nocny koszmar

Położyłam się spać i miałam wrażenie że w mojej głowie wiruje tysiąc pomysłów. Znalazłam się normalnie na naszych terenach. Ale nikogo tu nie było. Nawet bet. Które powinny być zawsze. Nagle usłyszałam ryk. Jakieś dziwne stworzenie wyskoczyła zza pagórka. W szponach trzymało wszystkie lisy za stada. Ale nie. Brakowało jednego oprócz mnie. Ale nie mogłam sobie przypomnieć którego.To "Coś" znowu ryknęło i próbowało mnie także złapać. Ale ja wskoczyłam na drzewo. Szybko  wspiełam się na wyższą gałęzią i nie było mnie widać. Potwór szukał mnie wszędzie. Tylko nie tu. Po chwili zza pagórka wyskoczył lis którego tam brakowało. Wyskoczyłam z ukrycia i pokonaliśmy potwora. Gwałtownie się obudziłam. To nie prawda. To był tylko okropny koszmar...

Od Silette - Kartki z lisiego pamiętnika #7

6 styczeń 2000 rok

                                         "Co tam masz?"
Wiem już pięć dni nic nie napisałem ale ostatnio mama ciągle zagania mnie to pracy. Nie mam wyboru muszę się jej słuchać. 
-Lenori chodź tutaj! - zawołała nagle.
Pobiegłem tam szybko i nie uwierzyłam. Mama dała mi swój naszyjnik z kryształem! Skakałam z radości. A kiedy mój brat wrócił ze szkoły nawet go 
uściskałam. Cały dzień dziękowałam. Ale kiedy wyszłam na chwilę z norki od razu zwrócili na to uwagę. Pytali "Co tam masz?" O wogóle. Wróciłam więc to domu. Zjadłam obiad i położyłam się do łóżka.  Znaczy w sensie że się położyłam ale pisałam s nie spałam.  Zobaczyłam że mama wychodzi do lasu. Znowu zostanę z bratem. Ale nas szczęście on wiedział w swoim pokoju i mogłam spokojnie wam to napisać...

Od Silette - Kartki z lisiego pamiętnika #6

30 grudnia 1999-2000 rok


                                             "Hej a ja?"
Już długo po świętach. Było bardzo dużo sprzątania ale mama powiedziała że nie muszę w nim uczestniczyć. Bardzo się z tego faktu ucieszyłam i dokuczałam bratu. Teraz wreszcie mogłam się odgryźć. Teraz właśnie próbuje czytać co to piszę. To bez sensu. Prawda? Wiem że nie odpowiecie. Możecie tylko w myślach coś powiedzieć. Bo wiem że koedy ktoś to będzie czytał to mnie pewnie jiż nie będzoe na świecie. Ale jescze wipdę spokojne życie szczeniaka i sądzę  że niczego lepzego nie ma.  O mamą mnie teraz siła. Muszę iąć pozbierać  kolorowy pyłek. Po dzisiaj jest Nowy Rok.! Kiedy nedezła już noc wyszliśmy z norek.
-Pozbierajcie yłki - powiedziała starszy los do małych.
-Hej A ja? 
-nie potrzebujemy już Ciebie.
Zrobiło mi  się smutno ale zarz się uśmiechnęłam. Przecież tamte lisy nic nie zobaczą...

Od Silette - Kartki z lisiego pamiętnika #5

25 grudzień 1999 rok.

                                         "Święta..."
Nareszcie! Dzisiaj jest ten dzień. Wigilia. Będzie tyle radości! Dawno tak i nas nie było. Zobaczę też moje kuzynki Lottę i Erikę. Bardzo je lubiłam. Nawet kiedy trochę się chwaliły to i tak były fajne. Uśmiechnęła się na wieść że znów je zobaczę.  Mama kazała mi odejść od okna i wytłumaczył że to niegrzeczne tak siedzieć i czekać na gości. A ja przecież nie jestem niegrzeczne. Więc nie mogę tak stać. Posłusznie położyłam się na moim legowisku. Ojć mój węgielek zaraz się skończy. Zaraz wymienię go na nowego. Dobrze mam już nowy. O! Goście przyjechali. Popędziłam do drzwi otworzyć kuzynkom. Przez paręnaście minut w przedpokoju odbywały się obściskiwania i inne podobne rzeczy. Spojrzałam na kuzynki ze zdziwieniem. Zawsze były o demnie wyższe teraz wydawały się śmiesznie małe. Kiedy skończyliśmy kolację mój tata zaczął wraz z mamą śpiewać kolędy. To był wspaniały dzień.

Od Silette - Kartki z lisiego pamiętnika #4

24 Grudnia 1999 rok.

                                        "Wreszcie święta!"
To tak radosny czas kiedy wszyscy się cieszą. Tak,bo to są święta Bożego Narodzenia! Jest tyle rzeczy do zrobienia. A ubieranie świątecznego drzewka jest jeszcze lepsze. A tym roku sama robiłem ozdoby  A różnych gałązek i materiałów. Sprawiało mi to przyjemność. A zwłaszcza wieść że będą jakieś małe upominki. A właśnie co tak pięknie pachnie? Aha! To cynamon. To chyba była takaa przyprawa której moja mama używa do pieczenia pierniczków. A pierniczki to były chyba takie małe ciasteczka w różnych kształtach. Uwielbiam podjadać ciasto na nie. Ale całe pierniczki też lubię. Tak samo jak i inne potrawy świąteczne. Mniam!! Mam nadzieję że to ja tym razem nędę mogła dostać największy wafelek. Tfu,przepraszam to coś miało nazwę. Aaaa. To był opłatek. Mój rozumek chyba na  prawdę jest jeszvze bardzo mały. Ale mam nadzieję że to się już niedługo zmieni. Jutro znowu coś napiszę. Kiedy będą już święta...

Od Silette - Kartki z lisiego pamiętnika #3

16 grudzień 1999 rok
 
                                           "Tak... czy nie..."
Po wczorajszej zabawie na śniegu został mi katar. Lekarz ciągle nie przychodził ale nie to mnie teraz m martwiło. Dorośli ciągle o czymś rozmawiali. Ale kiedy pytałam o czym rozmawiają mówią tylko że to nic ważnego. Raz alfa nawet mnie skrzyczała za to pytanie ale zapłaciła za to kilkunastoma ugryzieniami. Potem siedziała cicho.
- Mamo? O co chodzi? - zapytałam kiedy wrócili.
-To nic ważnego... tylko obawiamy się że ... że nie wystarczy pożywienia na zimę. - zobaczyłam łzy w oczach mamy.
Zybko położyłam się obok niej i przytuliła ją.
- Kalani... nie martw się. - powiedział tato.
Mama na niego spojrzała. Jej błękitna oczy przepełniały łzy.  Te same które widziałam podczas śmierci któregoś członka stada,te dane które widzę na co dzień kiedy mama myśli o braku pożywienia...
Na samą myśl robi mi się przykro. 
-Silette nas wspomorze. - powiedziała mama.
-A kto to jest? - zapytałam.
-To pewna bogini w którą wierzymy. Przywołuje gwiazdy. Raz do roku może zwołać deszcz gwiazd który może uratować biedne rodziny. Jest lisem srebrnym. Tak jak my. Ma błękitne oczy i wielkie serce.-wytłumaczono mi.

Od Silette - Kartki z Lisiego pamiętnika #2

15 Grudzień.1999rok


                                "Zima w stadzie"
Dzisiaj pada śnieg. Jest okropnie zimno. Ja teraz przytulam się do mamy ale nadal czuję chłód bijący z zewnątrz . Sople lodu już zwisają z wejścia do norki. Śnieg sięga mojemu tacie już do szyi. I nadal pada śnieg . To będzie na prawdę sroga zima. Słuszałam jak dorośli mówili o braku pożywienia. Już od paru minut trzymam w pyszczku kawałek węgielka i piszę. Wiem pewnie czytelnika zaraz znudzi moje życie ale mam jednak nadzieję że nie. No co ja gadam?! Jejku jakie te szczeniaki mają małe rozumki. Nawet nie miałem pojęcia. A i sądzę usiąść bo trochę tych moich przygód chyba będzie. Eee! No i nie mogę! Nawet nie wiem kto będzie to czytał. Ale dobra jak zaczęłam to skończę. Więc nadal piszę i piszę a mama upomina mnie że muszę coś zjeść. Tak więc muszę. Kiedy tylko zjem to wracam.  Dobra już mogę dalej opowiadać wam o moich przygodach tak więc po prosiłam mamę żeby pozwoliła mi wyjść na dwór. 
-Tylko załóż szalik. - upomniała mnie mama.
Kiedy wreszcie wyszłam śnieg nadal padał. A już był i wiele wyższy niż ja. Ale dobrze muszę przerwać pisać bo idę się bawić...

piątek, 16 czerwca 2017

Od Silette - Kartki z lisiego pamiętnika #1

Biegłam przez puszczę bez celu. Mogłam teraz iść na zwiady i tak planowałam zrobić. Ale mi mojemu zdziwieniu niczego nie było. Ani Mazikeena,ani żadnej ale to żadniutkiej zwierzyny. Nawet ptaki nie śpiewały. Rozejrzałam się. Nic,nic i jeszcze niewiadomo ile razy nic. Tylko drzewa,drzewa,drzewa. No to już jest nudne. Żadnych gór ani nic tylko drzewa! Przewróciła oczami. Miałam już tego dość. Nawet bardzo dość. Wróciłam do nory,albo pod norkę bo coś przed nią leżało. Coś rozmiaru małej książki. Na okładce było napisane "Pamiętnik lisicy Lenori". Kiedy otworzyłam pamiętnik na stronie był napisany list.
                              Droga Silette!
Jak pewnie wiesz rodzice i większość stada nie żyje. Kiedy porządkowałam norkę znalazłam tę starą pamiątkę po naszej matce. Tak naszą matką była Lenori. Ona pisała ten pamiętnik  i mi go ofiarowała ale... postanowiłam że u Ciebie będzie on bezpieczniejszy. Nasze stado ścigają wilki. Nienawidzą lisów. Chcą nas zabić. Ale ja wierzę że nie dadzą rady mnie pokonać. Chcę aby ta kto rzecz była przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ty na pewno wiedziesz spokojne życie w stadzie "Szlakiem Rudych Łap". Pamiętaj. Zawsze wierz w siebie i się nie poddawaj. Ja wierzę że jezcze kiedyś się spotkamy. Choćbym cię odwiedziła już jako duch.
                                                    ~Twoja kochająca                                                                   siostra - Kalista.


Serię piszę sama i proszę o nieodpisywanie.

Od Silette C.D Opowiadania Floxii

Natychmiast wyplułam grzyb. Smak był na prawdę dobry ale lepiej nie ryzykować. Obejrzałam się na Floxię. Samica stała jak zachipnotyzowana,po chwili upadła na ziemię. Szybko wzięłam ją za kark i zaczęłam biec w stronę Znachora.  Nie było to łatwe ale nie miałam wyboru. Po chwili widziałam już jego norę.
***
- No tak. To był niezwykle trujący grzyb. Ale nie mam leku na to,będziesz musiała odszukać składniki. - powiedział zmartwiony Znachor. - A najgorsze że większość lisów właśnie go próbuje bo ma cudowny smak.
-Będzie się rozbudzała ale słabo,jdnak chodzenie będzie umiała.-powiedział jeszcze lis. - Potrzebuję Kwiatu Gardenii, szafiry, kryształy górskie.
-Aha.
Szybko wzięłam małą torbę i spakowałam do niej parę rzeczy. Na koniec znowu wzięłam Floxię za kark szłam do miejsc w których te rzeczy znajdę. Kwiat musiał rosnąć w jaskini kwiatów. Tam więc się udam. Powoli zaczęło się ściemniać. Byłam już całkiem daleko od domu. A tak właściwie - byłyśmy. Znalazłam opuszczoną norę wilka która przypomniała mi o stadzie. Położyłam lisicę i usiadłam naprzeciwko jej.
***
Kiedy było rano Floxia była już odrobinę przypomnę. Na tyle przynajmniej żeby mogła iść dalej. Kiedy wyszłyśmy okazało się że jaskinia jest parę kroków dalej.
Flox? Zostaw mi najlepszą część! xD

Od Silette do Lorianny

Kiedy ja ostatnio mogłam tak sama pospacerować? Jak to było dawno! Leniwie przymrużyłam oczy i zaczęłam skakać po skałach nad rzeką. W pewnej chwili poczułam uderzenie w głowę. Potknęłam się o wystający kamień. Wpadłam do rzeki. Próbowałam się wynurzyć albo się czegoś złapać ale to na nic. Z przerażeniem otworzyłam oczy. Nagle zauważyłam , że ktoś wyciąga do mnie łapę. Jak najszybciej ją złapałam i wynurzyłam się z wody. Przez chwilę nie mogłam oddychać i leżała nieruchomo na ziemi. Kiedy otworzyłam oczy zauważyłam rudą lisicę.
-Witaj Sil . - usłyszałam głos lisicy.
-Witaj...? - odpowiedziałam pytająco.
Dopiero po chwili zauważyłam , że nade mną stoi Lorianna.
-Fajnie się pływało? - zapytała ze śmiechem.
-No... tam na dnie widziałam różne fajne różności.- odpowiedziałam.
Tak w sumie to traktuję Loriannę tak jak inne lisy. Niezbyt ufnie ale jednak.
-A może byśmy tak pochodziły po dnie?- zapytała.
Kiwnęłam głową i pobiegłyśmy po eliksiry. Lisica wypiła swój i wskoczyła do wody co ja powtórzyłam. Na początek Lorianna ciągle wypływała na powierzchnię ale wytłumaczyłam jej jak to robić. Po chwili spacerowałyśmy po dnie. Normalnie przy tym rozmawiałyśmy. Eliksir miał działać jeszcze przez pół godziny. Znalazłam jakiś otwór skalny. Zawołałam Loriannę i zaczęłyśmy wchodzić przez otwór. Po chwili samica się poślizgnęła i runęłyśmy w dół wraz z wodospadem. Kaskada wody tryskała ze wszystkich stron.
- No proszę. Mój wodospad! - zawołała.
-Twój? - zdziwiła się lisica.
- Tak. Zdobyłam te tereny podczas walki.
Lorianna?

sobota, 20 maja 2017

Od Silette Do Harpagona

Spokojnie przeszłam przez rzekę. Spacer zapowiadał się bardzo relaksujący. Szczeniaki zostały z Pelikarem więc ja mogłam chwilowo odpocząć. Było ciepło więc zanurzyłam łapy w wodzie. Dawno nie mogłam wychodzić i teraz czuję ulgę kiedy powróciło to uczucie. Wskoczyłam na drzewo które lekko się zatrzęsło  usiadłam na nim i obserwowałam okolicę z góry. Było tu jeszcze lepiej niż w norce. Gdzie tylko po podłodze się mogłam poruszać. W pewnej chwili zobaczyłam lisa.
-Harp?-zapytałam i zaskoczyła z drzewa. Tak żeczywiście był to Harpagon. Podeszłam do niego i się uśmiechnęłam jesteśmy przyjaciółmi od dawna. Bardzo się kiedyś lubiliśmy ale z czasem nie mieliśmy już czasu na po południowe spacery.
Harp?haha:D

niedziela, 14 maja 2017

Silette poroniła!

Silette poroniła! 

Straciła troje szczeniąt. Powód poronienia: użycie CC. 


poniedziałek, 8 maja 2017

Silette jest w ciąży!

Silette jest w ciąży z Pelikarem!


Matka: Silette
Ojciec: Pelikar
Liczba szczeniąt: 3
Rasa szczeniąt: lis srebrny
Data narodzin: 18.05.2017
Lekarz prowadzący: -


poniedziałek, 1 maja 2017

Od Silette C.D Opowiadania Pelikara.

-Dobrze.-powiedziałam.
Tak w sumie to jeszcze nie planowałam przeprowadzki ale cóż nie jestem przeciwna.Zaczął padać śnieg. Bardzo duży. Przedzieraliśmy się przez śnieżycę ale nic nie widzieliśmy.To mojej norki dotarliśmy po bardzo długim czasie.
***
Obserwowałam opadające płatki śniegu i zbierający się na ziemi biały puch.Biel przykryła już gałęzie drzew. Milo miał zaraz do mnie przyjść i ''zostać''. Rozejrzałam się po norze. Zupełnie nie poznałabym się gdybym rano obudziła się gdzie indziej.Milo właśnie przyszedł. Schował wszystko do szafek,głownie to przedmioty.A kiedy byłam mała myślałam że nigdy partnera nie będę miała.
-Zjedzmy coś.-powiedziałam.
Figaro?:)

piątek, 28 kwietnia 2017

Silette i Pelikar zostają parą!

Silette i Pelikar zostają parą! Życzmy im szczęścia na nowej drodze życia!

Od Silette C.D Opowiadania Pelikara.

Byłam zdezorientowana. Pokonałam jednak strach.Uśmiechnęłam się.Zastanowiłam się i zdecydowałam.
-Oczywiście że tak!-pisnęłam i go przytuliłam.
Byłam taka szczęśliwa.Bardzo się cieszyłam,Milo był tak samo podekscytowany jak ja.
***
-Jest piękna!-krzyknęłam na widok złotej obróżki.Ozdoba mieniła się w zachodzącym słońcu.
Cieszę się.-powiedział szczęśliwy Milo.
Czułam się dziwnie ale dobrze.Postanowiłam pójść do Chali i zapytać o radę co robić.Kiedy tylko załatwimy formalności partnerstwa będziemy oficjalną parą.Zastrzygłam uszami zniecierpliwiona. Poszliśmy do norki Milo postanowiliśmy że do alf pójdziemy rano. (Kto by chciał budzić się po coś takiego). Zasnęłam w wyjątkowo dobrym humorze.Rano bez śniadania poszliśmy do alf.
Był mróz i łapy bardzo się moczyły. Miał wkrótce spaść śnieg. Kiedy weszliśmy do środka Chalize przywitała nas z uśmiechem. Pytała się o wszystko.
-Dobrze.Zostajecie parą!-krzyknęła z uśmiechem.
 Wyszliśmy z norki alf i zaczęliśmy iść do mojej norki. Nagle poczułam że pod łapami jest zapadnia. Jednak nie zdążyłam nic zrobić gdyż nagle spadłam w tunel.
-Pelikar!-krzyknęłam do lisa który wskakiwał za mną.
Dalej zjeżdżałam na łapach.Spadliśmy na ziemię. A tak w sumie na śnieg. Byliśmy przed grotą. Jaskinia mieniła się i miałam wrażenie że jest z lodu. Może...
Weszliśmy do środka. W środku siedziała srebrne lisica... Miała podobne futro do naszych. Ale miała więcej czarnego niż srebrnego.
-Kim jesteś?-zapytałam nieufnie.
-Paradise,w rzeczy samej.-powiedziała i się ukłoniła.
-Bogini odwagi i honoru...-powiedzieliśmy z Pelikarem.
-Tak.Dotarliście do mojej groty. Obdarzę was za to troszkę większą odwagą. Pamiętajcie,odwagi użyjecie w ostateczności.-powiedziała i zniknęła.
Milo? Drogi partnerze.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Od Silette C.D Opowiadania Pelikara

Usłyszałam syk i jak najszybciej udałam się do Milo. podchodziły do niego wilki.
-Odciągnij ich uwagę.-szepnęłam i skoczyłam po resztę mięsa.
Milo pokiwał głową. Wróciłam do niego i uciekliśmy na tereny zostawiając tylko zapach jedzenia dla wilków.Kiedy uciekliśmy usłyszeliśmy wściekłe i głodne wycie.Przecież zabraliśmy wszystko. Wilki były tym faktem zawiedzione.Poszliśmy do bliższej nory - czyli nory Milo.I z zadowoleniem chowaliśmy mięso do kryjówek przed niedźwiedziami.W ciszy przygotowaliśmy stół aby zjeść i w ciszy jedliśmy. Próbowałam przerwać niespokojną ciszę ale nie mogłam bo nie wiedziałam jak.
Milo?Wybacz długość ale brak weny ;-;

środa, 19 kwietnia 2017

Od Silette - pudełko nr 4


  Miałam bardzo dużo snów kiedy zasnęłam.

 Kiedy tylko się obudziłam poszłam na spacer.

Kiedy poszłam do pewnego lisa on jak zwykle chciał mi coś opowiadać. Był już stary i dlatego do niego chodziłam. Jeśli umrze to przestanę ale jeszcze nie.Niestety nie bo był strasznie rozgadany.

Kiedy weszłam od razu do mnie podszedł,usiadłam na krześle i od razu zaczął mi coś opowiadać.

-Pewnego razu żył pewien królik,był on chciwy i kochał złoto. Zawsze miał tyle złota ile chciał,jego poddani zawsze dawali mu to co chciał.Kpił z biednych i dl tego pewnego razu nikt mu już nic nie dał.Był na wszystkich wściekły ale wszyscy z czasem uciekli więc nie mógł nic zrobić poddanym. Pewnego dnia urodziła mu się córka. Wyglądała jak złoto bo miała prawie że złote futro. Też była chciwa po ojcu. Ale ona chciała mieć wszystko nie tylko złoto. Jej ojciec bardzo ją kochał ale złoto kochał najbardziej. Jego córka była coraz bardziej niemiła i niegrzeczna,jednak jej ojciec nic z tym nie robił bo był zajęty liczeniem,polerowaniem,przekładaniem i oglądaniem swego złota. Jej córka posuwała się coraz bardziej  i bardziej. W końcu doszło do kradzieży i zniknięcia dwóch lisów. Była to córka i syn. Ojciec króliczki  był wściekły i już wiedział kto go okradł i dlaczego zniknęły oba króliki. Jego córka znalazła zauroczenie i okradła ojca uciekając z samcem.Znaleźli lisy kilka kilometrów stąd. Ale samica była nieżywa. Samiec prawdopodobnie ją zabił choć zaprzeczał ale kiedy nikt na niego nie patrzył,robił przebiegłą minę.Po kilku dniach znaleziono narzędzie którym zabił swoją wybrankę.O tym że królik zabił Milki (bo tak się ona nazywała) dowiedzieli się kilka dni później. Królik stracił obronę którą go darzono.Także stracił życie. Ojciec Milki jednak nie za bardzo przejął się śmiercią córki. Ważne dla niego było tylko jego złoto które z czasem zaczęło ubywać.Kiedyś nie miał już nic prócz siebie.Stracił złoto więc wybrał się na spacer poszukując złota. Znalazł jednak tylko złotą figurkę królika. Pomimo faktu, że znalazł tylko figurkę zachwycił się tym kawałkiem złota. Jednak kiedy ją dotknął...zastygł w bezruchu. Stał się złotym posągiem.Od Lisów do lisów krąży legenda o złotym króliku, który podarowuje złoto najbiedniejszym i najodważniejszym....-zakończył opowieść.

-Może jeszcze powiesz że miał oczy ze szmaragdów...Ha,ha,ha!-powiedziałam jednocześnie się śmiejąc.

-Trudno,jeśli mi nie wierzysz.-powiedział urażony lis.

-Ty jesteś znanym podpuszczaczem więc ci nie wierzę.-powiedziałam wychodząc

Postanowiłam jednak wyruszyć na poszukiwania.Byłam ciekawa czy tym razem chce mnie nabrać czy nie ale teraz się to nie liczyło.Pobiegłam do granicy terenów i starałam się złapać ten dziwaczny trop.Złapałam go błyskawicznie i ruszyłam w górę. Zapach prowadził w góry mgliste. Kiedy już tam chodziłam byłam tylko u podnóży aby potrenować.Teraz jednak wchodziłam na górę. Było tu nie przyjemnie zimno i padał śnieg.Ale mimo wszystko szłam w górę. Ale przyjemnie nie było bo łapy mi przymarzały do zimnego i mokrego śniegu. Było tu to normalne.Ale zapach nagle urwał się na urwisku które mogłam spokojnie przeskoczyć. Albo i nie. Żaden lis nawet ja tak wysoko nie skacze. Zmierzyłam szczelinę wzrokiem,wiedziałam co mi grozi jeśli mi się nie uda... Ale pomimo osłabionych łap szykowałam się do tego może śmiertelnego skoku. Zadrżałam. Rozbiegłam się i... skoczyłam.Leciałam szybko ale z gracją i skupieniem. Jednak nie dałam rady i o koniec szczeliny zahaczyłam tylko przednimi łapami a tylne,zawisły mi w powietrzu. Pisnęłam ze strachu przed upadkiem.Wczołgałam się i odetchnęłam z ulgą . Położyłam się na zimnym śniegu.Byłam zmarznięta i głodna. Ale zapach był wyraźny nadal.Chwilę odpoczęłam i szłam dalej. Stąpałam po woli żeby nie zapaść się w zimnym śniegu. Dotarłam do jaskini w której zasnęłam.
***
Kiedy rankiem się obudziłam  zapach był mniej wyraźny.Zimny śnieg błyszczał się w słońcu. Poranek był miły znalazłam innego lisa który pożyczył mi trochę swojego mięsa.Teraz zapach prowadził na szczyt. Byłam nie daleko ale musiałam się wspinać. Bez wspinaczki bym tam nie weszła. Przygotowałam się do pierwszego skoku na skałę,kiedy byłam już na niej ze skupieniem wpatrywałam się w kolejną.Skakałam tak bardzo długo aż dotarłam.na sam szczyt. Byłam z siebie dumna po tak długiej wędrówce. Usiadłam i znalazłam jakiś kawałek złota. Był maluteńki ale warty dużo.Nie wzięłam go jednak,zabrałam trzy inne kamienie.Usłyszałam głos.
-Kto jest na moich terenach?!-zapytał dudniący w uszach głos.
-Ja,nie jestem groźna.Tylko ten zapach był intrygujący...-powiedziałam z namysłem.
-Złoty królik?-zapytałam  i z jaskini wyłonił się właśnie...
-Tak! Złoty królik co ci to przeszkadza?-zapytał królik
-Nic,słyszałam o tobie legendę.Czy nadal nie martwisz się o swoją córkę?-zapytałam podejrzliwie
-Nie,ona nie żyje i nic mnie to nie obchodzi a ty stąd idź.-krzyknął ze złością i odeszłam.
Byłam zła,zła na siebie i wszystkich że tu przyszłam. Ale złota mi nie zabrał.
Nagle kiedy zeskakiwałam ze ściany łapy się pode mną ugięły i upadłam.Zimny śnieg powoli mnie zasypywał i moczył moje futro. Zasnęłam,nie miałam wyjścia nie miałam siły iść do jaskini.Obudziłam się na moim legowisku.Poszłam do nory alf i zostawiłam im 2 kawałki złota...

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Od Silette - pudełko nr 5

Któregoś dnia wybrałam się na spacer z przyjaciółką. Poszłyśmy do rzecznej jaskini.Lubiłam szum wody który dźwięczał mi w uszach.Moja przyjaciółka była podekscytowana. Kiedy dotarłyśmy do brzegu gdzie woda obmywała nam łapy przyjaciółka zapytała.

-Wierzysz w duchy?-zapytała mnie

-Chyba nie,Chalize i Ace by nas ostrzegli gdyby istniały i zabronili tu przychodzć,więc jestem pewna że nie istnieją.Zresztą przecież wszyscy by się bali.-odpowiedziałam nieco speszona pytaniem

Kiwnęła głową i zmrużyła oczy.Niespodziewanie wskoczyłam do rzeki. Przyjrzała mi się i skoczyła za mną. Płynęłam do drugiego końca i położyłam się na kamieniu czekając na moją towarzyszkę.Położyła się obok mnie.

-A słyszałaś o lisie Wielkanocnym?zapytała,tym razem trafiła w cel

-Nie,opowiesz mi coś o tym?-zapytałam

-Jasne.-powiedziała z uśmiechem

*Początek opowieści*

-Bardzo,bardzo dawno temu żył pewien lis który nie słyszał o Wielkanocy. Inne lisy także tego święta nie obchodziły bo stwierdziły : Inni nie obchodzą to ja też nie.

-Co było dalej?-zapytałam podekscytowana

-Przecież ci opowiadam-syknęła cicho

<Dalsza część>

Pewien bóg Jasper pewnego dnia w samą Wielkanoc wybrał się do władcy.Miał koszyk ze święconką. Kiedy zapukał do drzwi lis go wpuścił i wytrzeszczył oczy ze zdumienia kiedy zobaczył koszyk.

-Co to jest?-zapytał

-Jak to,przecież dzisiaj jest Wielkanoc!To jest koszyczek Wielkanocny.-zawołał Jasper

-Wielkanoc...co to jest?!-zapytał lis

-To święto... Nie obchodzicie?-zapytał Jasper

-Nie,nie wiemy co to jest,udowodnij że jest to godne naszych serc święto a zaczniemy je obchodzić.-powiedział lis.

 Jasper skinął głową i już go tu nie było,za to lisy zaczęły przygotowywać koszyczki ale jednak się wycofały bo Jasper odszedł i nie wrócił a one nie miały pojęcia co robić.Jasper odszedł bo dostał wezwanie.

-Ojej!-zawołałam

Uśmiechnęła się smutno.

Lisy nie mgły obchodzić Wielkanocy,Jasper ne nauczył ich jak mają to robić. Kiedy tylko odszedł wszyscy zaczęli wszystko rozpakowywać.Były smutne bo chciały obchodzić Wielkanoc.Kiedy jakiś lis się przechadzał rano był bardzo zdziwiony że w stadzie nie ma żadnych pisanek i ozdób świątecznych. Jasper nigdy tam nie wrócił.Ale pewien lis najbardziej obchodził Wielkanoc.  Był wysłany jako duch aby nauczyć lisy jak obchodzić Wielkanoc.Poszedł więc do przywódcy aby z nim to omówić.Przywódca odmówił ale lis się nie poddawał.Otrzymał tu norę i zmienił się w lisa.Lis poszedł do mieszkańców aby ich nauczyć. Kiedy jednak zwołał zebranie w sprawie święta alfa stada chciał go zabić z powodu zaufania swoich mieszkańców.Lis jednak nie zwracał uwagi na groźby.

-Wybierasz śmierć!-warknął Olvan (bo tak się nazywał)

-Wolę umrzeć w samą Wielkanoc? Nie ja chcę ją obchodzić.-odpowiedział lis

Warczeli na siebie i drapali a lisy które nie walczyły chowały się.Kiedy walka stanęła lis uciekł z krzykiem.

-Nigdy tu nie wrócę a Wielkanoc będzie obchodzona tylko u nas!-warknął na wszystkich

Olvan się zasmucił i odszedł do nory.

-I co dalej?-zapytałam

-Sil,przecież ci opowiadam.-powiedziała lekko nizadowolona że przerwałam opowieść

-Oj.-powiedziałam

Kiedy nie było go w domu lis zostawił mu koszyczek z pisankami. Kiedy go zobaczył zasmucił się.Zabrał parę pisanek i je rozdał.
-Przepraszam!Przepraszam!-krzyczał rozpaczliwie lis
Duch pojawił się nad koszyczkiem.
-Wybacz mi,proszę!-poprosił zmartwiony Olvan
Duch próbował mu wybaczyć ale jego wola nie pozwalała mu na to więc rzekł:
-Ja tobie odpuszczę winy,ale twoja dusza pozostanie taka sama...
Lis był bardzo szczęśliwy ale i zasmucony i zmartwiony gdyż wola ducha nie pozwala mu na obchodzenie Wielkanocy
-Ślubuję ci wierność i zawsze ufność ze względu co zrobisz z moją duszą,ale ja kiedy wyjaśnisz jak i kiedy obchodzić Wielkanoc będziemy ją obchodzić!-złożył przysięgę Olvan.
- Odpracowałeś już nie obchodzenie świąt, teraz możesz ruszyć w poszukiwanie jajek! - powiedział mu duch zadowolony że lis może zacząć od najłatwiejszych tradycji.
-Po...poszukiwanie jajek?!-zapytał Olvan zadziwiony zadaniem ducha .
-Tak!To jest tradycja naszych lisów ale jeśli nie chcesz to trudno...-powiedział duch zasmucony.
-Ależ oczywiście że chcę!Po prostu nigdy tego nie robiłem.-odpowiedział
Duch pokiwał głową i zaprowadził Olvana do miejsca skąd ma szukać jajek do koszyka.Olvan słabo sobie radził ale pomimo tego duch się nie poddawał i cierpliwie czekał na jajka.Rudzielec przyniósł dwa jajka.Duch włożył je do koszyka i zaczął wzrokiem szukać jajek,znalazł wszystkie. Lis zaraz je znalazł i przyniósł zadowolony do koszyka.Kiedy skończył duch dał mu kolejne zadanie.
-Teraz będziemy dekorować jajka.-powiedział zadowolony duch i zaraz złapał za barwniki.
Lis bardzo lubił wszystko dekorować.Kiedy udekorowali wszystkie jajka Olvan przez przypadek maznął swój pysk niebieskim barwnikiem. Oboje zaśmiali się głęboko.Duch tłumaczył mu wszystko i dlatego lisy zaraz to zapamiętywały.Duch nie opuścił wioski tak jak Jasper gdyż bardzo chciał i przede wszystkim musiał. Bardzo lubił uczyć kogoś swoimi umiejętnościami.Ale kiedy nadeszła pora przygotowywania koszyczków duch musiał chodzić do każdej z nor a było ihc bardzo,bardzo dużo.Był bardzo wykończony ale poświęcił pokarmy i położył się na legowisku. Natychmiast zasnął,Olvan także zasnął.
Kiedy rudzielec się obudził,ducha już nie było.Ale pomógł lisom obchodzić Wielkanoc.Dlatego jest nazywany Lisem Wielkanocnym-zakończyła opowieść
-To prawda.-powiedziała moja towarzyszka.
Nagle w moich uszach zadźwięczał dźwięk.
-Ta opowieść jest prawdziwa...