Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bjorn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bjorn. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2017

Od Bjorna cd opowiadania Lizzie

Uśmiechnąłem się promiennie do lisiczki.
-Może pójdziemy nad rzekę?-zagadnąłem po chwili-Często tam chodzę z mamą i rodzeństwem.
Lizzie przez moment zdawała się wahać.
-A nie zabłądzimy?
-No coś Ty! Znam drogę na pamięć...-uspokoiłem przyjaciółkę-To co? Idziemy?
-No dobra...
Pobiegliśmy przez las. Czułem wiatr delikatnie muskający moją sierść. Zerknąwszy na Lizzie, dostrzegłem jasne promienie słońca, oświetlające jej rude, lśniące futerko.
***
-Jesteśmy na miejscu.-stwierdziłem gdy dotarliśmy do brzegu rzeki.
-Ale tu ładnie...-Lizzie z zachwytem rozejrzała się wokół.
-Zawsze tu przychodzę kiedy mam gorszy dzień, z kimś się pokłócę, albo po prostu żeby poprawić sobie humor.
-Ale duże drzewo...-powiedziała lisiczka, podchodząc do rozrośniętego pnia.
-To magnolia. Tak mówiła mi mama. Prawdopodobnie w tym roku także zakwitnie...
Przycupnęliśmy w cieniu drzewa.
Lizzie?

czwartek, 23 marca 2017

Od Bjorna do Lizzie

Obudziłem się o świcie. Z radością wyszedłem na dwór, bowiem była piękna słoneczna pogoda. Miałem ochotę na krótki spacer po puszczy, ale samemu to tak trochę smutno. Po chwili zerknąłem na Morgenstern i Nabirie. Stwierdziwszy że nie lepiej ich nie budzić (choć oni robili mi to bardzo często gdy spałem), wychyliłem głowę z nory. Na trawie, w świetle słońca siedziała mama. Wyglądała na bardzo zamyśloną. Podbiegłem więc do niej by się przywitać.
-Cześć mamo!
-Witaj Bjorn. Jak dzisiaj spałeś?-Rita uśmiechnęła się do mnie promiennie.
Przycupnąłem obok lisicy, co jakiś czas obserwując krople porannej rosy, spływające po źdźbłach trawy.
-Masz jakieś plany na dzisiaj mamo?-zagadnąłem, mając nadzieję, że uda mi się namówić Ritę na przechadzkę po lesie.
-Hm. W sumie to nie. Zdobyłam już dla Nas posiłek, teraz muszę tylko poczekać, aż wstanie Twoje rodzeństwo. A czemu pytasz?
-A nic, tak... Byłem ciekawy...-mruknąłem niepocieszony.
Chciałbym raz na jakiś czas wyjść BEZ rodzeństwa z domu. Nagle coś przyszło mi do głowy.
-Mamo, mogę na chwilę gdzieś pójść?
-Bez śniadania?
-Zaraz wrócę. Tylko chwilę, proszę...-błagałem.
-No dobrze. Ale wracaj niedługo...-zezwoliła lisica, wchodząc do nory.
Rzuciłem się pędem w stronę norowiska alf. Podczas biegu natknąłem się na Panią Chalize.
-Dzień dobry!-przywitałem się z uśmiechem na pyszczku.
-Dzień dobry Bjorn. Co Cię sprowadza?-odparła Chalize.
Alfa zdawała się być nieco zaskoczona moją obecnością.
-Przepraszam że Panią niepokoję, o tak wczesnej porze, ale chciałem zapytać czy Lizzie jest w domu...-spytałem nieśmiało, kładąc uszy po sobie.
Muszę przyznać że trochę się bałem reakcji alfy. Jak widać niesłusznie. Na pysku Chalize malował się lekki uśmiech.
-Jak najbardziej. Niedawno wstała. A czemu pytasz?
-Bo ja... Chciałem ją zaprosić na krótki... Spacer...-wyjąkałem-Oczywiście jeżeli ma ochotę.
Przyznaję, trochę słabo mi wyszła ta odpowiedź.
-Hm...-Chalize zastanowiła się-Musiałbyś spytać się o to Lizzie. Zaraz wrócę. Poczekaj tu na mnie. Powiem córce że przyszedłeś.
Usiadłem więc na trawie i czekałem w nadziei, że koleżanka przyjdzie.
Lizzie?

wtorek, 14 marca 2017

Od Bjorna

Mama wróciła do domu.
-Cześć mamo!-przywitaliśmy się z Ritą.
Nagle zauważyłem szczenię nieśmiało wchodzące do nory.
-Kto to jest?-spytała zaskoczona Morgenstern.
Mama uśmiechnęła się-To Wasz nowy brat. Ma na imię Nabirie.
-Fajne masz imię!-rzuciła Morgenstern, zamiast powiedzieć dzień dobry.
Tak wiem. Moja siostra czasem (no dobra, często) bywa taka bezmyślna. Ale Naribe ani trochę nie przejął się jej, jakże niestosownym w tej sytuacji zachowaniem.
-Dzięki!-odparł pewny siebie, jakby znał Nas od dawna.
-Jestem Bjorn, a to Morgenstern-oznajmiłem z lekkim uśmiechem.
-Może pójdziemy pobawić się na dworze?-wtrąciła siostra.
-No, jasne!-Naribe od razu pobiegł w kierunku wyjścia.
Muszę przyznać że nie brak mu było optymizmu. Nawet jeśli się stresował przeprowadzką do nowego domu (a tego byłem niemal w stu procentach pewien) to wyraźnie starał się tego po sobie nie pokazywać. Najwyraźniej chciał zrobić to "dobre pierwsze wrażenie". Bardzo szybko złapaliśmy wspólny język. Morgenstern wyglądała na zachwyconą faktem, iż posiada teraz dwóch braci, których może do woli męczyć swoimi jakże zwariowanymi pomysłami. Rita z uśmiechem na pyszczku patrzyła na Nas gdy bawiliśmy się na trawie.

niedziela, 12 marca 2017

Od Bjorna

Biegłem razem z Ritą i Morgenstern przez puszczę. Czułem ciepły, wiosenny, lekki wiatr delikatnie muskający moją rudą, lśniącą sierść. Po chwili dotarliśmy na polanę.
-Teraz obserwujcie. Za moment może się tutaj pojawić jakieś zwierzę...-wyszeptała mama.
Tak jak powiedziała, tak się stało. Niedługo potem dostrzegłem coś w wysokiej trawie. Morgenstern z trudem powstrzymała okrzyk zachwytu.
-Wiecie co to za ptak?-spytała mama.
My jednak nawet nie byliśmy w stanie wydusić z siebie słowa. Zupełnie odjęło nam mowę. Zwierzę na które patrzyliśmy było ogromne! Ptak posiadał długi, czerwony dziób, zgrabne nogi. To stworzenie było po prostu... Niesamowite!
Rita uśmiechnęła się widząc nasze szeroko otwarte oczka.
-To jest bocian.-oznajmiła mama.
-Ale on jest wysoki...-skomentowała Morgenstern nie odrywając wzroku od zwierzęcia.
-To fakt...-przytaknąłem.
-Czy on jest drapieżnikiem?-spytała Morgenstern.
-Tak. Poluje głównie na myszy i żaby.-odparła Rita.
-Ale nie je zająców, a co gorsza... Lisów?-zadałem pytanie drżącym głosem.
-Ależ skąd...-zachichotała mama.
-Nie macie się czego obawiać...-dodała po chwili Rita.

Od Bjorna

Rano, zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy na wyprawę razem z mamą. Oczywiście ja i Morgenstern bardzo pospieszaliśmy Ritę. No cóż. Jak się da dzieciom słowo to trzeba go dotrzymać. Wyszliśmy z nory i pobiegliśmy przez puszczę. Mama biegła przodem, my za nią. Kilka minut później zrobiliśmy sobie krótki postój w trakcie, którego Morgenstern znalazła krzewy z jeżynami. Jak zwykle wymazaliśmy sobie w soku z owoców pyszczki.
-No chodźcie. Jeżeli chcemy zobaczyć jakieś ciekawe ptaki to musimy się pośpieszyć.-zawołała Rita.
-Dlaczego mamo?-spytała siostra.
-No właśnie, dlaczego?-dodałem.
-Ptaki często przylatują nad rzekę wcześnie rano, aby ugasić pragnienie i ewentualnie zażyć kąpieli przy brzegu...-odparła lisica.
Zawsze zastanawiało mnie skąd Rita ma taką wiedzę na temat otaczającego nas świata. Znała odpowiedź na niemal każde moje pytanie. Jak to robiła? Czyżby moja mama miała jakiś niesamowity dar?
Jakiś czas później dotarliśmy do brzegu rzeki.
-Jesteśmy na miejscu.-stwierdziła lisica.
-Musimy zachowywać się bardzo cicho aby nie spłoszyć dzikich ptaków...-dodała po chwili.
-Chyba coś widzę...-wyszeptała moja siostra spoglądając na drzewo rosnące przy rzece.
-Co to za ptak?-spytałem się mamy.
-To jest sroka kochanie.-Rita wskazała na biało-czarne stworzenie, o smukłej sylwetce i cienkim dziobie.
Niestety nie dostrzegliśmy nic więcej prócz dwóch srok i kilku wróbli.
-Może pójdziemy na polanę? Tam może być więcej ciekawych zwierząt.-Rita uśmiechnęła się.

Od Bjorna

-Mamo, mamo!-wykrzyknęliśmy z siostrą, wbiegając do nory.
Rita zaskoczona podniosła wzrok. Zapewne nie spodziewała się że wrócimy tak szybko. Z reguły nasze spacery trwały minimum dwie godziny.
Po chwili lisica odparła łagodnym tonem-I jak było na przechadzce? Znaleźliście coś ciekawego?
-Tak, widzieliśmy bażanta!-Morgenstern jak zwykle wyprzedziła mnie z odpowiedzią.
-Zapewne go spłoszyliście...-zachichotała mama.
-Skąd wiesz?-siostra zerknęła podejrzliwie na Ritę.
-Nie trudno się domyślić. Wszędzie gdzie się pojawiacie jest hałas...-zażartowała lisica wstając z posłania.
Nagle przypomniałem sobie, o ptaku, którego wcześniej opisywała Morgenstern.
-Mamo, siostra mówiła mi, że widziałaś kiedyś takiego pięknego, żółtego ptaka...-zacząłem-Czy to prawda? Jak wyglądał? Jak się nazywa ten gatunek?
-Bjorn, Bjorn... Powoli, kochanie... Nie zalewaj mnie taką ilością pytań...-odparła Rita.
-Zapewne mówisz o wildze. Wilga to wielobarwny, średniej wielkości ptak, który jest bardzo rzadko spotykany...-wyjaśniała mama-Kiedyś takiego widziałam w pobliżu rzeki.
Marzyłem o tym aby zobaczyć wilgę! W ogóle chciałbym spotkać więcej dzikich ptaków.
***
-Morgenstern, czy chciałabyś jutro iść ze mną na kolejną wyprawę?-spytałem siostrę.
Był późny wieczór. Mimo iż mama kazała nam już spać, ani trochę nie byliśmy śpiący. Gdybym mógł to przegadałbym całą noc. Nie mogłem się doczekać aż dorosnę i będę mógł polować nocą, bez pytania nikogo, o zgodę.
-Jasne. A gdzie mielibyśmy pójść?-odparła lisiczka.
-Chciałbym wybrać się nad rzekę i poszukać wilgi, o której mówiła mama.
Nagle usłyszeliśmy głos Rity.
-Co to za sekrety? Ja to wszystko słyszę. O ile dobrze pamiętam macie zakaz chodzenia w pobliżu brzegu rzeki, nieprawdaż? Jeżeli oczywiście chcecie, możemy pójść razem jej poszukać.-mama uśmiechnęła się-Ale teraz idźcie spać. Jutro możemy zorganizować wyprawę.

Od Bjorna

-Wiesz, mama mi mówiła że kiedyś widziała takiego dużego, kolorowego ptaka...-zagadnęła Morgenstern gdy wracaliśmy ze spaceru do norowiska.
-Podobno miał ostry, czerwony dziób, żółto-czarne pióra i wielkie skrzydła...-dodała.
-Chciałbym go zobaczyć.-stwierdziłem spoglądając na wysokie sosny.
-Ja też.-przytaknęła Morgenstern.
Zawsze lubiłem poznawać nowe gatunki zwierząt. Chętnie obserwowałem przelatujące nad moją głową ptaki. Nagle zauważyliśmy rudą, smukłą lisicę przechadzającą się po puszczy.
-Co robimy?-mruknęła nieco spłoszona Morgenstern.
Widać było że ta samica nie należy do naszego stada.
-Nie wiem...-wyszeptałem.
Lisica zauważyła nas i zaczęła iść w naszą stronę. Ulżyło mi gdy się okazało, że to nasza dobra, sympatyczna nauczycielka-Pani Frau.
-Dzień dobry Pani Frau!-Morgenstern promiennie się uśmiechnęła.
-Dzień dobry.-dodałem.
-Witajcie. Co tu robicie?-lisica popatrzyła na nas nieco podejrzliwie.
Jej rudo-brązowawe futro połyskiwało w świetle słońca.
-My spacerujemy, a Pani?-odparłem.
Frau lekko zmarszczyła nos. Najwyraźniej nie spodziewała się z naszej strony takowego pytania.
Po chwili namysłu odparła-Wyszłam się przewietrzyć.
-Gdzie wasza mama?-samica znów zadała pytanie.
-Mama chyba w norze. Pozwoliła nam wyjść na chwilę, ale zaraz wracamy. To źle?-Morgenstern jak zawsze miała na wszystko odpowiedź.
Zerknąłem na siostrę, a na moim pysku widniał lekki uśmiech.
-Nie, nie skądże...-zaprzeczyła szybko Pani Frau-Pytam bo sądziłam, że wyszliście bez jej zgody, ale skoro tak wygląda sytuacja to przepraszam za ciekawość.
-Nic nie szkodzi.-odparła Morgenstern-Przepraszamy ale musimy już iść, do widzenia!!
Poszliśmy szybkim krokiem w kierunku norowiska. Denerwowało mnie to ciągłe wypytywanie, o wszystko ze strony dorosłych, jakby nie mieli innych zajęć. Cóż poradzić? Tacy już są. A my musimy się dostosować.

Od Bjorna

-Nie tak łapczywie... Dzieci, zaraz się zakrztusicie...-upomniała nas Rita w trakcie obiadu.
-Oj, mamo...-mruknąłem przełykając wielki, soczysty kawałek mięsa.
-Czemu zawsze jemy zająca?-spytała Morgenstern.
-Bo najłatwiej jest go złapać...-odparła Rita.
-Hm, to może spróbujemy upolować razem sarnę?-wtrąciła siostra.
-Obawiam się że to nie będzie takie łatwe. Złapanie tak wielkiego i silnego zwierzęcia to nie lada wyzwanie, nawet jeśli poluje się w grupie.-stwierdziła mama.
Po posiłku Rita pozwoliła nam wyjść na dwór. Wybiegliśmy na trawę, turlając się przez chwilę.
-Nie złapiesz mnie!-rzuciła Morgenstern pędząc w stronę polany.
-A właśnie że złapię!-zawołałem.
Biegłem za nią, aż do momentu gdy skoczyła w wysoką trawę. Stanąłem zastanawiając się co mam robić dalej.
-Morgenstern? Jesteś tu?-powoli zacząłem wchodzić między chaszcze. Na moje pytanie nikt nie zareagował. Powtórzyłem więc je. Nagle zauważyłem poruszające się trzciny. Ruszyłem w ich stronę. Ku memu zdziwieniu wcale nie była to moja siostra tylko...Bażant! Ptak spłoszony poderwał się do lotu. Wystraszony odskoczyłem tył. Po chwili z trawy wyskoczyła Morgenstern.
-O, rany! Jaki on wielki!-wykrzyknęła spoglądając na odlatującego bażanta.
Widzieliśmy tylko jego długi, kolorowy ogon. Muszę przyznać że nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z tak niesamowitym zwierzęciem (no, może z wyjątkiem żubra i bobra, które spotkaliśmy wcześniej).

sobota, 11 marca 2017

Od Bjorna cd opowiadania Sami

Gdy skończyliśmy lekcje, zaproponowałem Sami krótki spacer. Po chwili namysłu lisiczka zgodziła się i razem pobiegliśmy przez puszczę. Poprosiłem Morgenstern żeby przekazała mamie, że wrócę trochę później. Mknęliśmy przez las chłonąc niesamowite zapachy sosen. Czułem lekki wiatr muskający moją sierść. Kilka minut później przycupnęliśmy w cieniu wielkiego, starego dębu rosnącego przy brzegu rzeki.
-Podoba Ci się na zajęciach w szkole?-zagadnąłem zerkając na Sami.
Lisiczka podniosła głowę z trawy.
-Tak. Tylko trochę nudno na tych zajęciach... Fajnie byłoby gdybyśmy mogli już zacząć naukę polowania na lekcjach Pani Frau.-odparła Sami.
-Hm, ale wiedza dotycząca zwierząt na które możemy polować też jest ważna.-stwierdziłem.
-No tak...-przytaknęła koleżanka.
Popatrzyłem na Sami. Jej puszysta, jasna sierść połyskiwała w słońcu. Lisiczka wpatrywała się w taflę wody.
-Myślisz że tu jest głęboko?-spytała po chwili.
-Raczej nie... Ale jeżeli chcesz się wykąpać to możemy pójść w takie fajne miejsce...-zastanowiłem się-Tylko nie pamiętam którędy się tam idzie. Musiałbym spytać się mamy.
-Może spotkamy się jutro?-zaproponowałem.
-Bardzo chętnie.-Sami uśmiechnęła się promiennie.
Cieszę się że ją poznałem. To naprawdę miła lisiczka.
Sami?

piątek, 10 marca 2017

Od Bjorna

Bardzo podobał mi się pierwszy dzień w szkole. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy, ale tak naprawdę to najbardziej cieszyłem się że poznałem Lizzie. Była moją pierwszą koleżanką. Miałem nadzieję że znajdzie czas na wspólną zabawę po lekcjach. Chciałem jej pokazać tyle ciekawych rzeczy i miejsc. A wracając do tematu szkoły. Jak się okazało Pan Aleksiej okazał się bardzo miłym, sympatycznym lisem. Żałuję że na początku źle go oceniłem. Zapewne jego rany są dowodem wielkiej odwagi i ducha walki. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak wartościowe są jego nauki. W ciągu jednych zajęć tyle nam wytłumaczył. Byłem mu bardzo wdzięczny za poświęcony nam czas. Wiedziałem że powinienem brać z niego przykład. Z pewnością będę chętnie uczestniczyć w jego zajęciach.

Od Bjorna

-Czy myślisz że jeż, o którym wspomniał na lekcji Pan Aleksiej, mógłby nam zrobić krzywdę?-zagadnęła Morgenstern układając się obok mnie na posłaniu.
-Nie, raczej nie...-ziewnąłem przeciągając się na miękkim posłaniu-O ile mi wiadomo jeże nie są agresywne.
-Skąd to wiesz?
-Mama mi tak mówiła, a przecież ona wie wszystko.
-No tak. Masz rację...-lisiczka uspokoiła się.
Ulżyło mi gdy pomyślałem, że wreszcie mogę iść spać. Byłem wykończony po długim, stresującym dniu. Morgenstern przytuliła się do mnie.
-Dobranoc Bjorn...-mruknęła zamykając oczy.
-Dobranoc Morgenstern...-odparłem.
Po chwili do nory wróciła Rita. Mama okryła nas ciepłym kocem. Delikatnie trąciła mnie i siostrę nosem i wyszeptała-Słodkich snów dzieci.

Od Bjorna cd opowiadania Lizzie

Trochę bałem się Pana Aleksieja. No dobra, bardzo się bałem. Za każdym razem gdy zwracał się do któregoś z nas po plecach przechodził mi dreszcz. Niby wydawał się miły, ale wolałem mieć się na baczności. Nawet Morgenstern zdawała się być nieco spłoszona, a skoro ona się bała to co dopiero my! Nie chciałem niesłusznie go oceniać, bez wcześniejszego poznania poznania jego charakteru. Rzecz jasna, byłem świadom że przywódcy stada nie pozwoliliby, żeby uczył nas ktoś niebezpieczny. Przynajmniej miałem taką nadzieję...
-Dobrze, więc jak myślicie. W jaki sposób każdy z nas powinien się bronić?
W sali zapanowała martwa cisza. Pan Aleksiej także milczał, budując narastające napięcie.
-No to inaczej. Czy znacie jakieś techniki walki?
Szczerze powiedziawszy ja znałem kilka, ale nie miałem dość odwagi by się zgłosić. Zauważyłem że Lizzie położyła uszy po sobie, toteż i ja poczułem się jeszcze bardziej niepewnie.
-Czy widzieliście kiedyś walczące zwierzęta?-spytał nauczyciel, tym razem opanowanym, łagodnym tonem.
W końcu postanowiłem się odezwać.
-Tak proszę Pana. Niedawno miałem okazje zaobserwować prawdziwą walkę dwóch jeleni...-powiedziałem.
Nauczyciel popatrzył na mnie co znów wzbudziło u mnie lekki strach. Obawiałem się że powiedziałem coś nie tak...
-Bardzo dobrze Bjorn.-ku mojemu zdziwieniu Pan Aleksiej uśmiechnął się-Czy zwróciłeś uwagę jak walczyły? W jaki sposób pokazywały swoją siłę.
-Zderzały się rogami.-odparłem.
-Właśnie! Rogami. Jak już pewnie zauważyliście każde zwierzę stosuje charakterystyczne "techniki walki". W przypadku jeleni jest to poroże, u dzika są to kły, u niedźwiedzia pazury...
-A u lisa zęby!-dodała Lizzie.
-Tak, bardzo dobrze Lizzie.-nauczyciel uśmiechnął się.
Lizzie?

Od Bjorna cd opowiadania Lizzie

Nie mogłem się doczekać aż wrócę do domu i wszystko opowiem mamie. Z pewnością będzie bardzo ciekawa co robiliśmy na zajęciach. Chciałem porozmawiać z Morgenstern, ale była zbyt pochłonięta zabawą z Sami. Poszedłem więc do Lizzie.
-Ale było super, prawda?
-No, bardzo fajna lekcja!-lisiczka podniosła głowę-Gdzie spotkałeś tego żubra?
-Niedawno byliśmy z Morgenstern w pobliżu kurhanu...-objaśniałem-Jest tam niewielka polana. W tym miejscu pasł się żubr. Miał bardzo dużą głowę i masywne nogi. Jeżeli chcesz to możemy się kiedyś tam wybrać.
Lizzie uśmiechnęła się merdając ogonkiem.
-Bardzo chętnie.-odparła.
Cieszę się że poznałem Lizzie. Na początku obydwoje trochę się wstydziliśmy. Lisiczka wydawała się odrobinę nieśmiała, ale jak się okazało to bardzo fajna koleżanka. Miałem nadzieję że w przyszłości zostaniemy dobrymi przyjaciółmi.
Po chwili usłyszeliśmy kogoś z drugiej sali. Głos poprosił nas żebyśmy wrócili i zajęli swoje miejsca.
Lizzie?

Od Bjorna cd opowiadania Lizzie

-A czy możemy polować na sarny?-spytałem.
-Hm, raczej nie. Jelenie, sarny i daniele są zdecydowanie za duże. Myślę że nawet dorosły lis by sobie z nimi nie poradził. Bardzo trudno jest je złapać. To zwinne, szybkie zwierzęta.-odpowiedziała Pani Frau.
Nauczycielka rozejrzała się po klasie.
-A z jakimi zwierzętami już się spotkaliście?
W norze zapanowała cisza. Nawet Morgenstern zamilkła.
-Ja chyba widziałam zająca...-powiedziała nieśmiało Lizzie.
-A ja i Bjorn widzieliśmy raz bobra.-dodała moja siostra.
-Ja niedawno widziałem takie duże zwierzę z rogami...-zacząłem, ale zapomniałem jak stworzenie, o którym wspomniałem się nazywa.
-Duże zwierzę z rogami?-Pani zdziwiła się.-To znaczy? Nie wiem o czym możesz mówić.
Po chwili namysłu odparłem-Chyba jego nazwa zaczynała się na "ż".
-Czyżbyś widział żubra?-nauczycielka zaskoczona popatrzyła na mnie.
-Tak! To był żubr!-uśmiechnąłem się.
-Wiesz Bjorn, do tych zwierząt lepiej nie podchodzić. Są bardzo niebezpieczne...-pouczyła mnie Pani Frau.
Lizzie poruszyła ciemnymi, puszystymi uszkami-Jak wygląda żubr?-spytała zainteresowana.
Lizzie?

Od Bjorna cd opowiadania Lizzie

Pobiegliśmy do sali. Usiadłem na krześle, zerkając na Lizzie. Tymczasem Morgenstern wierciła się w ławce nie mogąc się doczekać co powie Pani. Siostra popatrzyła na mnie.
-Hej Bjorn, gdzie byłeś przez całą przerwę?...-wyszeptała Morgenstern.
Starała się mówić jak najciszej, ale jej głos usłyszała nauczycielka.
-Czy masz coś do powiedzenia Mo...
-Morgenstern. Mam na imię Morgenstern proszę Pani!-lisiczka dumnie uniosła głowę.
-Dobrze, a więc Morgenstern. Jak myślisz o czym będzie dzisiejsza lekcja?-lisica uśmiechnęła się.
-Ojej, nie pamiętam... Hm...-zachichotała Morgenstern.
W tym samym momencie ja i Lizzie zgłosiliśmy się do odpowiedzi. Nauczycielka popatrzyła na nas zaskoczona.
-No więc, które z was chce mówić?
Oboje zamilkliśmy nieco speszeni.
-Ty odpowiedz...-mruknąłem do Lizzie.
-Nie, lepiej Ty. Nie wiem czy dobrze odpowiem...-wyszeptała lisiczka.
-Spokojnie, wiem że dasz radę...-uśmiechnąłem się do Lizzie.
Po chwili namysłu lisiczka odpowiedziała na głos-To będzie lekcja myślistwa, prawda?
Nauczycielka skinęła głową po czym zaczęła mówić.
Lizzie?

Od Bjorna CD opowiadania Lizzie

Bardzo podobała mi się pierwsza lekcja w szkole. Pan R. ciekawie ją poprowadził. Opowiedział nam o tym jak wykopać norę w której możemy schować się w trakcie burzy. Bardzo zainteresował mnie takowy temat, bowiem gdy dorosnę, chciałbym wyruszać na dłuższe wędrówki. Taka wiedza z pewnością bardzo mi się przyda. Zastanawiałem się jak będą wyglądać egzaminy końcowe. Szczerze powiedziawszy trochę się ich bałem.
W czasie krótkiej przerwy Pan R. pozwolił nam chwilę się pobawić. Morgenstern wyglądała na zachwyconą zajęciami. Ciągle paplała, o tym że nie może się doczekać następnej lekcji. Po chwili zauważyłem rudą lisiczkę. Lizzie usiadła na jasnej, gładkiej posadzce. Wyglądała na odrobinę spiętą. W sumie to jej się nie dziwię. Wszyscy czuliśmy się trochę niepewnie (No, może z wyjątkiem Morgenstern. Ona chyba niczego się nie boi)... Przez moment się wahałem, aż w końcu zebrałem się na odwagę.
-Cześć...-uśmiechnąłem się do lisiczki.
Lizzie?

Od Bjorna

Po południu ja i Morgenstern postanowiliśmy wybrać się na krótką przechadzkę. Dotarliśmy na słoneczną polanę w pobliżu norowiska. Poczułem piękny zapach sosen. Wdrapaliśmy się z siostrą na złamany pień drzewa.
-Bjorn, mogę Cię o coś spytać?-Morgenstern spojrzała na mnie.
Skinąłem głową.
-Jak to się stało, że w ogóle trafiłeś do sierocińca?
Zastanawiałem się co mam jej powiedzieć. Szczerze powiedziawszy nigdy nikt mnie, o to nie pytał. Z reguły starałem się nie poruszać tego tematu, bowiem samo wspomnienie, o stracie rodziny było dla mnie zbyt bolesne. Wiem że Morgenstern nie chciała mnie urazić. Po prostu zżerała ją ciekawość.
-Moja mama wpadła w sidła, a rodzeństwo zabili ludzie. Tylko mnie udało się uciec. Tata widział wszystko, ale nas zostawił. Powiedział że taka jest kolej rzeczy i że nie zmienimy przeznaczenia...-odparłem ze smutkiem.
-Potem przez przypadek wszedłem na terytorium sfory, która mnie przygarnęła. Ciąg dalszy już znasz.
-Ojej, przepraszam... Nie wiedziałam...-Morgenstern nieco się zawstydziła.
-Nic nie szkodzi, masz prawo wiedzieć. W końcu jesteś moją siostrą.-lekko się uśmiechnąłem.
Położyłem się na miękkim mchu w świetle słońca.
-Współczuje Ci, wiem co to znaczy stracić rodzinę. Mnie rodzice porzucili jako najsłabszą z miotu...-lisiczka wbiła wzrok w glebę-Nie wiem dlaczego mnie nie chcieli. Przecież nie byłam gorsza od reszty rodzeństwa. A może byłam?
-Nawet tak nie mów!-zaprzeczyłem.
-Tak samo jak Ty bardzo się bałem i czułem się samotny. Ale nie straciłem nadziei, bo wiedziałem że los się do mnie uśmiechnie.  Na pewno nie jesteś od nich gorsza. Jeżeli już to o wiele fajniejsza!-pocieszyłem siostrę.
Morgenstern spojrzała na mnie. Przez chwilę oboje milczeliśmy. Poczułem radość i ulgę gdy lisiczka znów się uśmiechnęła.

Od Bjorna

-Bjorn, Bjorn... Obudź się!-poczułem na sobie duży ciężar.
Otworzywszy oczy zobaczyłem Morgenstern stojącą nade mną.
-O co chodzi?-Wymamrotałem zaspany.
-Słuchaj, byłam na dworze i znalazłam coś niesamowitego! Musisz to zobaczyć. Proszę, to bardzo ważne!-lisiczka obrzuciła mnie natłokiem słów.
Tak naprawdę niewiele z nich zrozumiałem bo byłem bardzo śpiący.
Siostra pobiegła w kierunku wyjścia-Na co czekasz? Chodź!
-Jak to, teraz?
Morgenstern spojrzała na mnie z politowaniem. Pojąłem aluzję.
-Dobra, dobra już wstaję...-mruknąłem przeciągając się.
-Kojarzysz takie miejsce jak kurhan?-spytała lisiczka gdy biegliśmy przez las.
-No, tak...-odparłem niepewnie.
Szczerze powiedziawszy wiedziałem gdzie to jest, ale trochę się bałem tam chodzić. Niektóre szczenięta z naszego stada mówiły mi, że to miejsce jest nawiedzone. Podobno dawno temu został tam zabity przez ludzi pewien lis bez łapy. Jeżeli to prawda to wolałbym trzymać się od kurhanu z daleka, ale Morgenstern zdawała się nie odczuwać strachu przed pójściem tam.
-O tym Ci mówiłam...-wyszeptała lisiczka chowając się w trawie.
Otworzyłem szeroko oczy nie dowierzając. Niedaleko od nas, na polanie stał wielki, dobrze zbudowany żubr!
-Jej! To niesamowite!-wykrzyknąłem z wrażenia.
-Cicho, bo nas usłyszy...-rozzłościła się siostra i zdzieliła mnie łapą po głowie.
-Przepraszam. Nie pomyślałem...-mruknąłem.
-Wiem, zauważyłam...-lisiczka pokręciła głową.
-Chodźmy do domu...-wyszeptałem powoli się wycofując.
Po chwili wróciliśmy do norowiska. Rita czekała już ze śniadaniem.

czwartek, 9 marca 2017

Od Bjorna

Obudziłem się wcześnie rano. Przeciągnąwszy łapy wyszedłem z nory.
-Cześć!-zawołała Morgenstern biegnąc do mnie.
Miała całą pyszczek wymazany w soku z jakichś owoców. Z trudem powstrzymałem śmiech.
-Czemu się tak dziwnie uśmiechasz?-lisiczka zerknęła na mnie podejżliwie.
-Ja? Skądże! Zupełnie nie wiem, o czym mówisz.-odwróciłem wzrok.
Po chwili przyszła mama.
-Morgenstern! Co Ci się stało?-Rita ze zdziwieniem wpatrywała się w córkę.
-Mi, nic...-lisiczka najwyraźniej nie rozumiała, o co nam chodzi.
-Przyznaj się, znowu jadłaś owoce z krzaków...-powiedziała Rita.
-No co wy... Nigdy w życiu!-Morgenstern oburzyła się.
Mama pokręciła głową.
-Hm, w takim razie skąd wzięły się te plamy z jeżyn na Twojej pyszczku? Kochanie, jeżeli masz ochotę na owoce to po prostu wcześniej mnie, o nie poproś. Przyniosę Ci ile zechcesz, ale nie wchodź sama w kolczaste krzewy. Jeszcze stanie Ci się krzywda. Co będzie jak wbije Ci się kolec w łapkę?
Morgenstern popatrzyła na nas z politowaniem.
-Oj, mamo... Nie dramatyzuj. Już kilka razy musiałam wyjmować sobie kolce i do tej pory nic mi nie jest.
Ja i mama przez moment odrętwieliśmy po czym wymieniliśmy się spojrzeniami. Cóż, moja siostra była, jest i pewnie zawsze będzie nieobliczalna. Czy nam się to podoba czy nie musimy się dostosować.

Od Bjorna

Wieczorem postanowiłem wybrać się na krótki spacer. Większość lisów szykowała się już do snu, toteż mama pozwoliła mi wyjść tylko na chwilę. Przebiegłem się po czym zmęczony przycupnąłem na polanie. Dało się słyszeć ciche nawoływanie sowy. Kilka metrów dalej zauważyłem przemykającą, małą jaszczurkę o długim, cienkim ogonku. Wszystko było takie ciekawe. Świat nocą wyglądał zupełnie inaczej niż za dnia. Panowała zupełna cisza. Od czasu do czasu czułem lekki podmuch wiatru na swojej sierści. Położyłem się na plecach, wpatrując się w gwiazdy.
-Co robisz kochanie?-mama przycupnęła obok mnie.
-Lubię patrzeć na gwiazdy...-powiedziałem-Zawsze wyobrażam sobie, że dotykam ich czubkiem nosa.
Rita popatrzyła na mnie nieco zaskoczona.
-Powiedziałem coś nie tak?-spytałem.
-Nie Bjorn. Wiesz, kiedyś znałam pewnego lisa, który chciał zrobić dokładnie to samo co Ty teraz.
-I co się z nim stało mamo?
-Cóż, los chciał abyśmy się rozdzielili. Nasze drogi niestety się rozeszły. Był moim bratem. Czułam z nim silną więź. Wiesz? Jesteś bardzo do niego podobny...-uśmiechnęłam się do szczenięcia.
-Chodź, wracajmy do domu.