Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klemens. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klemens. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 czerwca 2017

Od Klemensa C.D opowiadania Lizzie

Dobrze, więc trzeba będzie uruchomić szare komórki...
 - Lizzie, a po czym poznałaś, że jest chory? - zapytałem się, rzucając nerwowe spojrzenia w stronę nory by w razie czego mieć czas na ucieczkę przed agresywnym lisem.
 - Miał różową pianę na pysku, krew, matowe oczy, otępiony wzrok, co zdiagnozowałam jako... 
 - Wściekliznę. - powiedzieliśmy razem, a mnie przeszedł dreszcz - Znachor u którego uczyłem się rzeczy które miały mi się przydać w stanowisku lekarza, nieraz mówił o tej chorobie.
 - Nie ugryzł cię? - próbowałem sobie przypomnieć wszystko co wiem w tym zakresie.
 - Na szczęście nie... - uśmiechnęła się blado lisiczka. - Powinniśmy odejść trochę od jego jamy...
 - Zgadzam się z tym... - odpowiedziałem i zrobiłem łapą gest by za mną poszła, znałem takie miejsce w którym będzie można spokojnie ustalać fakty. Złapałem w zęby pelerynkę i zacząłem razem 
z Lizzie truchtać we wskazaną we mnie stronę. Podczas tej czynności trwała pomiędzy nami cisza, cóż chyba zawsze tak jest kiedy trzyma się coś w pysku, więc nie powinno być do mnie żadnych pretensji. W końcu, po kilku minutach dotarliśmy do mojej już nie sekretnej kryjówki - kiedyś przechadzając się po terenach stada zobaczyłem trzy wielgachne drzewa których gałęzie się związały i połączyły tworząc mocną i pewną platformę, postanowiłem jakoś zagospodarować to miejsce, 
więc zacząłem tam przynosić prowizoryczne własnołapo zbudowane meble. A i była jeszcze pewna rzecz dzięki której jeszcze nikt nie powołany jej nie zobaczył - gęste listowie, dzięki któremu 
z zewnątrz praktycznie nie można było go zobaczyć ( oczywiście jeśli się lis dokładnie przyjrzy to ujrzy platformę, ale dorośli rzadko się zatrzymują, więc...), podczas gdy z gałęzi można było spokojnie wyglądać... Jeszcze nigdy nikomu nie zdradziłem istnienia tej kryjówki, ale wiadomo, 
że po dłuższym czasie dobrze jest kogoś do takiego miejsca zaprosić, a zwłaszcza gdy zajdzie 
taka potrzeba...
 - Już jesteśmy? - Lizzie niespokojnie machała głową, a ja uśmiechnąłem się tajemniczo i skoczyłem w stronę jednego z trzech pni budujących platformę, już od dawna to ćwiczyłem - elegancko wspiąłem się po regularnych 'szczeblach' z gałęzi i spojrzałem się w stronę lisiczki.

Lizzie? 

Od Klemensa C.D opowiadania Lizzie

Powoli przemykałem pomiędzy drzewami, polowanie kiedy ma się na sobie Pelerynkę Niewidkę
z jednej strony nie należy do najłatwiejszych z powodu tego, że regularnie zahacza o te wszystkie gałązki, lecz z drugiej strony łapanie ptaków dzięki niej jest łatwiejsze...
Od ostatniego czasu większość chwil spędzałem ukryty przed spojrzeniami innych lisów pod tym dziwnym prezentem który dostałem, ponoć takie ma też większość szczeniaków w stadzie,
ale jeszcze nie widziałem by ktoś oprócz mnie chodził w nią ubrany... w sumie to nie ma się
co dziwić...
Nawet nie zauważyłem, że powoli zacząłem się oddalać od granicy stada, byłem zbyt zajęty tropieniem swojej ofiary by zwracać uwagę na takie drobnostki. Do moich nozdrzy właśnie doszedł zapach jakiejś pierzastej ofiary, tak... Czułem, że po prostu muszę ją upolować! Jednak w pewnym momencie usłyszałem jakiś chyba znany mi głos... Nadstawiłem uszu, jego brzmienie było dosyć spanikowane... Hmm... Może ktoś potrzebuje pomocy?
Zmieniłem kierunek biegu, porzucając jednocześnie tropionego przeze mnie ptaka, niech jeszcze sobie pożyje. W myślach próbowałem domyślić się kto i w jakie wpadł tarapaty, bo chyba nie krzyczy się tak sobie?
Nie trzymano mnie długo w niewiedzy - już po kilkudziesięciu susach moim oczom ukazała się czyjaś nora, nie musiałem się aż tak długo namyślać - po zapachu rozpoznałem, że należy do tego Mazikeena którego nasze drogi już raz się skrzyżowały. Nie miałem odwagi by tam wejść,
ale w końcu to ktoś w środku jak się mi wydawało wzywał pomoc, tyle, że wkroczenie tam porównywalne jest do wtargnięcia do paszczy lwa...
Nie bądź tchórzem! Przełknąłem ślinę i już zamierzałem wejść do nory, kiedy nagle wyleciała z niej jakaś lisiczka w moim wieku. Dosłownie jeszcze chwila, a zderzylibyśmy się! Chociaż, w sumie to nie mam za co jej winić, przecież jestem niewidzialny...

Lizzie? Coś trochu słabo wyszło, ale jest nawet znośne...

sobota, 3 czerwca 2017

Od Klemensa C.D opowiadania Nabirie

Mazikeen? Wysiliłem swoją pamięć, już kiedyś słyszałem to dziwnie brzmiące imię...
Rzuciłem pytające spojrzenie w stronę swojego kompana, ale ten wpatrywał się w czarnego groźnie wyglądającego lisa.
 - Mamy problem... - szepnął do mnie Nabirie, jednocześnie powoli cofając się.
 - Oj, no rzeczywiście! - dopowiedział dorosły ukazując nam swoje pożółkłe,
wręcz pomarańczowe zęby. Samiec coraz bardziej zbliżał się w naszą stronę. Zatrząsłem się ze strachu, lis nie wyglądał na takiego który ma przyjazne zamiary.
 - U...uciekamy? - zapytałem niepewnie w momencie w którym ten dziwny gość był dosłownie
o skok ode mnie.
 - Dobry pomysł! - odpowiedział szybko Nabirie wbiegając w pobliskie krzaki. Nie miałem
zamiaru czekać, więc błyskawicznie podążyłem za nim. Happy end? Na razie nie...
Usłyszałem jak tuż za mną ląduje ten okropny Mazikeen... Wiedziałem, że nie mam się co mierzyć w biegu z dorosłym lisem, ale poddać się bez walki? to zdecydowanie nie w moim stylu. Już miałem zamiar odwrócić się i bez strachu spojrzeć w oczy napastnika ( pewnie to by się nie udało, ponieważ trząsłbym się jak galareta, ale w końcu chyba mogę mieć nadzieję, że kiedyś będę mężnym lisem?), lecz powstrzymał mnie głos Nabirie.
 - Tutaj, na drzewo! - mój wzrok podążając za źródłem dźwięku natrafił na sylwetkę znajomego znajdującą się na pobliskiej gałęzi. Nie musiał dwa razy powtarzać - skierowałem się w tamtą stronę
wykonałem skok. Tyle, że... Mazikeen powtórzył mój ruch...

Nabirie?

środa, 31 maja 2017

Od Klemensa C.D opowiadania Nabirie

Wytężyłem wzrok próbując zrozumieć czym był tamten punkcik, nie wyglądał na coś w czym może mieszkać orzeł.
 - Pójdziemy tam? - zapytałem się lisa.
 - W sumie to co nam szkodzi? - odpowiedział Nabirie, jednocześnie kładąc łapę na jakiejś
niższej gałęzi. Uśmiechnąłem się lekko i bez dłuższego zastanowienia zacząłem schodzić w dół. Muszę przyznać, że ta czynność sprawiała mi zdecydowanie więcej problemów niż wchodzenie,
ale jakoś to mnie nie zniechęcało. Momentami nawet nie patrzyłem gdzie stawiam łapy ( co często skutkowało sekundowym zawałem), pewnie gdyby to zobaczyliby dorośli dostałbym burę, ale skoro oni nawet nie wiedzą gdzie jestem...
W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że tak naprawdę powinienem być teraz w norce
i złapałem wyrzuty sumienia, lecz z drugiej strony miałem wielką ochotę zobaczyć czym był
tamten punkcik... W końcu robię to dla nauki? Prawda? Może odkryję jakiś zupełnie nowy dom jakiegoś nieznanego nauce stworzenia? A skoro już o nauce mowa...
 - Nabirie... A jak wygląda dzień w szkole? - zapytałem się w pewnym momencie.

Nabirie? Chwilowy brak weny ;-;

sobota, 27 maja 2017

Od Klemensa C.D opowiadania Nabirie

Lis zastrzygł uszami zastanawiając się, a ja z wyczekiwaniem wpatrywałem się w niego oczekując, że dostanę jakąś informację, dzięki której odnajdziemy dom orła. Niestety między nami trwała jedynie niepokojąca cisza, lecz na szczęście po chwili Nabirie powiedział.
 - Orły najczęściej zakładają gniazda na jakiś wysokich skałach...
 - A jest tu jakaś? - zapytałem się nie czekając.
 - Powinna być... Może wejdziemy na jakieś drzewo i zobaczymy... - lis wskazał łapą w stronę jakiegoś zielonego konaru.
 - Ale... ja jeszcze nigdy nie wspinałem się... - pisnąłem, ponieważ trochę przerażała mnie wysokość.
 - Spokojnie! Nauczę cię! - uśmiechnął się mój kompan i pobiegł w stronę pnia, a ja po krótkich rozmyślaniach podążyłem za nim. Musze przyznać, że bałem się konsekwencji, ponieważ z czego
co wiem, to wejście na drzewo potrafi zakończyć się naprawdę tragicznie, od skręconej łapy
po śmierć... Chociaż w sumie to nie bałem się tej drugiej opcji, nawet nie była, aż tak przerażająca, cy to jest normalne?
 - Idziesz czy nie? - zapytał się Nabirie.

Nabirie?

piątek, 26 maja 2017

Od Klemensa C.D opowiadania Nabirie

Orzeł? To chyba dosyć niebezpieczne dla takiego szczeniaka jak ja stworzenie... a do tego
potrafi latać, przez co trzeba być bardziej na baczności.
 - Czy on może zrobić nam krzywdę? - zapytałem się, podążając wzrokiem za majestatycznym ptakiem. Nabirie zastanawiał się przez chwilę by po chwili powiedzieć:
 - Wiesz, może być groźny, ale nie powinien nas zaatakować...
 - A gdzie ten orzeł mieszka? - muszę przyznać, że zaciekawił mnie ten temat.
 - Najczęściej w gniazdach znajdujących się w jakiś wysokich miejscach...
Zastrzygłem uszami, a gdyby tak znaleźć to mieszkanko tego stworzenia? Byłem ciekaw jak taki królewski ptak mieszka.
 - Może poszukamy jego gniazda? - zapytałem się czarnego samczyka, który uśmiechnął się.
 - Dobry pomysł!
W moich myślach niespodziewanie zaczęła się wojna, ponieważ pewnie dom orła nie znajduje się
w pierwszym lepszym miejscu, a to znaczy, że poszukiwania mogą trochę trwać. Biorąc wnioski
z moich poprzednich 'wędrówek' poza norę, lepiej nie odchodzić daleko od znanych miejsc na dłuższy czas, bo rodzice się martwią i mogą dać karę. Z jednej strony bardzo chciałem zobaczyć
orle gniazdo, lecz z drugiej strony, jestem narażony na konsekwencje...
 - Hmm... - chyba już podjąłem decyzję. - O ile wrócimy zanim będzie ciemno to idę

Nabirie? Przepraszam za długość...


środa, 24 maja 2017

Od Klemensa do Nabirie

Spojrzałem się błagalnie w stronę taty.
 - Ile razy mam cie powtarzać! Nie możesz wyjść z tej norki sam! - powiedział, patrząc mi w oczy, pewnie chciał mi wpoić tą zasadę na stałe, ale 'przypadkowo' cały czas o niej zapominałem.
 - Ale... - zamknąłem oczy, próbując znaleźć w zakątkach swojego umysłu jakieś słowa których będę mogłem użyć, lecz oczywiście będąc małym szczeniakiem nie można mieć jakiegoś wyjątkowo rozwiniętego zasobu. - Tatku! Ale mówiłeś...
Wiedziałem, że metoda "Czyli kłamałeś, a przecież mówiłeś, że trzeba mówić prawdę!" jest nawet dosyć skuteczna. Mój ojciec westchnął lekko, by po chwili rzec wyjątkowo cicho.
 - Dobrze, mamy nie ma w pobliżu... Możesz iść, ale nie spuszczaj norki z oka...
 - Bo ucieknie! - na moim małym pyszczku zagościł uśmiech i zanim kto się obejrzał już kroczyłem poza mieszkankiem. Wiedziałem, że gdybym się zgubił to powstałby dosyć duży problem,
więc starałem się dokładnie zapamiętywać ścieżkę, mimo iż mój chód był jeszcze niezdarny
i często robiłem przerwy, nawet dosyć szybko się przemieszczałem.
W pewnym momencie usłyszałem jakiś dźwięk, który chyba należał do pękającej gałązki. Zastrzygłem uszami, co to było? Mam nadzieję, że nic niebezpiecznego!
Zacząłem się powoli cofać... W myślach ukazywały mi się najgorsze obrazy, zamknąłem oczy...
 - Kim jesteś? - tuż obok mnie rozbrzmiał jakiś dosyć przyjemny głos, otworzyłem swoje ślepia
i zobaczyłem obok siebie sylwetkę jakiegoś lisa podobnego do mnie, tylko, że był starszy.
 - Ja już stąd idę! - pisnąłem, przypominając sobie formułkę.

Nabirie?

Od Klemensa

Dotknąłem leciutko zielonego listka trawy, był taki miękki w dotyku! Spojrzałem się w stronę norki, tata mówił mi żebym jej nie spuszczał z oka, ponieważ może błyskawicznie uciec. Muszę przyznać, że chciałbym to zobaczyć... Ciekawe jakby to wyglądało? Mieszkanko nie ma nóg...
Odwróciłem głowę by móc się przyjrzeć wcześniej oglądanym przeze mnie listkom, do mojej głowy przyszło kolejne pytanie: "Dlaczego to ma taki kolor?". Kiedy będę mógł już lepiej mówić, 
zapytam się o to, dlatego, że teraz jedyne co umiem to proste słowa typu "mama", "tata" 
i kilka innych, a ten zasób nie sprzyja konwersacji.
Zauważyłem obok siebie jakąś dziwną roślinkę która wyglądała jakby była pokryta włoskami. 
Muszę przyznać, że zaciekawiła mnie w końcu żeby zacząć odkrywać świat trzeba zacząć od najbliższych rzeczy. Trąciłem noskiem tą roślinkę i...
 - Auć! - krzyknąłem, kiedy okazało się, że z jakiegoś powodu to z wyglądu miękkie futerko okazało się jakimiś kolcami, przez które mój nos zaczął mnie boleć. Jako, że jestem jeszcze szczeniakiem i nie umiem panować nad emocjami, zacząłem chlipać i pobiegłem w stronę norki, która nie zdążyła jeszcze uciec.
 - Mama! - krzyknąłem w momencie w którym zobaczyłem jak moja rodzicielka wychodzi 
z mieszkania, rzuciłem się w jej stronę.
 - Co się stało? - zapytała się, lecz kiedy zobaczyła w jaką stronę wędruje mój wzrok dodała: - Ach! Dotknąłeś swoim noskiem pokrzywy?
Pomachałem twierdząco głową, na następny raz będę wiedział, że nie wszystko co wygląda na miłe takie jest.

wtorek, 23 maja 2017

Od Klemensa

W ostatnich dniach osiągałem postępy w chodzeniu, mogę już nawet przejść kilka metrów
bez odpoczynku! Wciąż nie mogę dogonić dorosłych, ale to będzie mój cel - będę wszelkimi siłami dążyć by kiedyś zostać jednym z szybszych lisów w stadzie. Mama ostatnio tłumaczyła mi
to pojęcie, 'stado' to jest grupa stworzeń które razem żyją, jeszcze niedawno tego nie rozumiałem,
ale teraz już wiem, przykładem takiej gromady jest miejsce w którym się urodziłem - chodzi tu oczywiście o Szlak Rudych Łap... Ponoć panuje tu wiele różnych zasad, na przykład są ważniejsi którzy nazywają się alfy, którzy są przywódcami,  zwykle w gromadzie są też bety, lecz chwilowo ich nie ma. Ja jestem zwykłym członkiem, czyli kimś takim normalnym. Najmniej ważne są omegi - to takie złe lisy od których powinienem trzymać się z daleka.
Z czego co wiem to będę musiał się jeszcze nauczyć wielu rzeczy! Tata mi dziś o tym
wszystkim opowiadał! Będę musiał się wyszkolić w polowaniu, bo zwierzęta same do mnie
 nie przyjdą! Ważne też będzie wiele innych rzeczy, w tym: walki, matematyki, geografii, poprawnej wymowy ( tu się pochwalę, że ostatnio udało mi się coś zrozumiale powiedzieć!), kopanie nor, przetrwanie, zasad stada ( już trochę wiem, ale tego jest więcej) i ogólnie będę miał ogrom innych kierunków na głowie!

niedziela, 21 maja 2017

Od Klemensa

Ten dzień jest niezwykły - każdego dnia widzę coraz lepiej, ale dziś to przeszło same siebie.
To nie są kolorowe plamy, nie, mogę odróżnić już przedmioty z mojego otoczenia... Czułem, że ten dzień muszę poświęcić na odkrywanie otaczającego mnie świata. Z dużym wysiłkiem wyczołgałem się z legowiska, w momencie kiedy dotknąłem łapką zimnej podłogi, aż pisnąłem.
Rozejrzałem się dookoła, ale chyba rodzice myśleli, że jeszcze śpię...
Postanowiłem, że spróbuję wstać, by nie dotykać brzuszkiem chłodnej posadzki.
Delikatnie przesunąłem łapy, tak by można było się jakoś poprzeć i jakoś uniknąć wylądowania
na podłodze. Można powiedzieć, że prawie się udało - niepewnie wstałem, ale po krótkiej chwili upadłem na ziemię. Cóż, ciężkie życie odkrywcy!
Wiedziałem, że w dążeniu do celu nie powinno się poddawać, pisnąłem cicho dodając sobie odwagi
i zacząłem pełzać przez ogromny pokój. Było to trudne zadanie, ale mi się podobało, rozglądałem się przy tym by zobaczyć wszystkie znajdujące się w nim rzeczy, mam tylko jedno określenie: "Łaaał!".
W pewnym momencie zastrzygłem uszami, ponieważ usłyszałem z niedaleka jakiś głos. "Tata!" - pomyślałem, kierując się w stronę z której dochodził dźwięk. Wychyliłem głowę zza rogu
i zobaczyłem swojego ojca, który oczywiście zauważył mnie.
 - Kto tu już próbuje chodzić! - uśmiechnął się podchodząc do mnie. Złapał mnie lekko za kark
i położył na jakiejś poduszce z której mogłem zobaczyć cały pokój. W tym czasie tata przyniósł jakieś papiery.
 - Hmm... Do szkoły jeszcze nie pójdziesz, ponieważ jesteś za młody, ale może znajdę wam jakąś opiekunkę by się wami zajmowała podczas gdy ja z mamą pracuję... - zaczął, w sumie to w połowie mówił do mnie, a w połowie do siebie. - Hmm... Rita ma szczeniaki, więc czasu ma zbyt mało,
Lori i Flox ostatnio chyba nie ma, Meilin jest nowa, Frau jest zajęta uczeniem w szkole...
Jakiemuś samcowi nie powierzę młodych, ponieważ sam mam z tym lekki problem... Chyba w stadzie nie ma jakiejś opiekunki... Chociaż w sumie to jest taka jedna lisica... może spytać się Lizzie czy będzie mogła spędzić niecałą godzinę z wami, ale przecież to młoda Alfa... Trzeba będzie się
jej zapytać... - zakończył rozmyślać.

sobota, 20 maja 2017

Od Klemensa

Kolejny dzień życia, jest on... nie umiem liczyć... z kolei! Otworzyłem oczy, wciąż tylko te niewyraźne kształty, choć można już sądzić, że widzę je lepiej niż wczoraj. Czy to się kiedyś zmieni? Ponoć świat jest ogromny, a ja tak bardzo chciałbym go zobaczyć! Cóż, na razie jestem jeszcze malutki i sam nie wyjdę z legowiska...
W ogóle, to chciałbym umieć już mówić, ponieważ piszczenie co chwilę jest zdecydowanie nudniejsze, chociaż jeśli mi się uda to będę gadał na okrągło denerwując przy tym wszystkich.
Jak nudno jest być maluchem! Przecież... niecałotygodniowe (mama używa często tego słowa) szczeniaki z powodu jakiś praw natury nawet nie mogą chodzić, zostaje im jedynie pełzanie...
Pisnąłem cicho, w sumie to nawet nie wiem dlaczego, to było chyba odruchowo... Nie odczułem żadnych kroków, więc chyba nikt tego nie usłyszał...
Zacząłem węszyć, koło mnie znajdowała się moja siostra - Mira, która chwilowo niezbyt zwracała na mnie uwagę, w sumie to nie widzę w tym problemu... W końcu chyba posiadanie rodzeństwa, nie jest takie złe, prawda?
Chociaż może jest - rodzice poświęcają mi mniej uwagi, ale ponoć to pozwala szybciej zostać samodzielnym...

piątek, 19 maja 2017

Od Klemensa

Niewyraźne kształty przed moimi oczami, jakby znane, lecz wciąż obce...
Pisnąłem cicho, próbując zwrócić na siebie jakoś uwagę, nie lubiłem kiedy nikogo nie było 
w moim otoczeniu... 
Powtórzyłem jeszcze raz piśnięcie, tylko, że już głośniej, ale wciąż nikt nie przychodził. Katastrofa! Do pokoju pewnie wpadł ogromny tygrys w paski i wszystkich pozjadał, tak jak w pewnej bajce którą opowiedział mi tata, on chyba nawet nie wie, że zrozumiałem o co chodziło w tej 
opowieści i że teraz mam koszmary... Chyba właśnie jeden z nich mnie teraz wybudził...
Wciąż nikt nie przychodził... Skoro tego chcieli... Zacząłem kwilić, mając nadzieje, że ktoś przyjdzie.
Po chwili usłyszałem czyjeś kroki, chyba nie należały do ogromnego tygrysa w paski, więc miałem nadzieję, że to mama lub tata.
 - Mamy środek nocy... Zdajesz sobie z tego sprawę? - usłyszałem zaspany głos i już od razu wiedziałem, że należy do tatka... Zapiszczałem, próbując jakoś pokazać swoją radość.
 - Jak widać ani to nie jesteś głodny, ani to masz potrzebę, więc wnioskuję, że znowu 
nie możesz zasnąć... - ciągnął. - Dobrze, więc żeby było lepiej (bo tak twoja matka mi karze!) mam zaśpiewać ci jakąś kołysankę... Hmm, już mam!
 Ułożyłem się w wygodniejszej pozycji przymykając oczka.

                                             Dawno temu żył sobie lis...
                                             lecz pewnego dnia coś go zjadło!
                                             Śpij, bo inaczej ciebie też coś
                                             rozszarpie i zje!
                                             Dobranoc!

Nigdy nie słyszałem tak ciekawej bajki! W sumie to znam jedynie dwie... tą oraz taką jedną o ogromnym tygrysie tygrysie w paski który zjadał wszystkich którzy budzą innych ze snu...
Kiedyś o ile zapamiętam to wszystko, opowiem swojemu ojcu o tym, że lepszych opowieści nikt by nie wymyślił!

(chwilowo bez odbioru) 

czwartek, 18 maja 2017

Niecodzienna transakcja!

Światowid używa Jaskółczego Pióra, przez co decyduje się na wskrzeszenie jednego ze szczeniaków Pelikara - Klemensa!

Witaj na naszym świecie, Klemens!