Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayumi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ayumi. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 maja 2017

Ayumi odchodzi

Ayumi odchodzi...


Żegnaj, Ayumi! Będzie nam Ciebie brakowało!

Powód: decyzja właściciela

sobota, 18 marca 2017

Od Ayumi CD Opowiadania Pelikara

Właśnie szłam od norki Alf, od czasu do czasu rozmawiam sobie z Chali. Co mi szkodzi porozmawiać ze znajomą? Tak, wiem że to Samica Alfa. Jednak dla mnie to niczego nie zmienia, przychodziłabym do niej nawet gdyby była...Omegą. Po drodze do moich nozdrzy doleciał nieznajomy zapach, co mnie zdziwiło bo znam już wszystkich w stadzie. No chyba że to jakiś nieznajomy, lub nowy .  A do moich uszu doleciał krzyk, zerwałam się jak najszybciej mogłam. Byłam ciekawa co przytrafiło się owemu osobnikowi, może jest na Naszych terenach i szuka Alfy? Lub ...co ja będę się męczyła i wymyślała historie. Przyśpieszyłam znacznie i zaraz byłam już u źródła zapachu jak i dźwięku. Przedarłam się przez krzaki i zobaczyłam sporą dziurę, a w niej siedział nieznajomy mi jeszcze samiec. Od razu zapytałam:
-Jak Ty żeś tam wlazł?!
On tylko spuścił łeb, wiedząc że będzie teraz musiał troszkę tutaj posiedzieć. W tym czasie przyjrzałam się mu dokładnie. Nie było wiele do wymieniania, tel lis był mniejszy od mojej postaci...no i czarny. No dobra, nie do końca czarny. Szary i z lekka biały, tak można...tak to przedstawić.
-Czy to takie ważne?
Odpowiedział pytaniem na pytanie.
-No wiesz, czasami bywa tak że można wyjść...jak się wlazło.
Zaśmiałam się, ponieważ ta cała sytuacja zaczęła mnie śmieszyć.

(Milo?)

Od Ayumi CD Opowiadania Nocturne

Nie musiałam się długo zastanawiać nad odpowiedzią, niby była prosta. Jednak to pytanie nie zostało by zadane gdyby odpowiedz była aż tak oczywista. Uśmiechnęłam się zadziornie spoglądając w stronę szlaku przy którym widać było parę norek. Mojej na szczęście nie, tylko dlatego że wolałam mieć norkę dalej od szlaku. Ale teraz nie mowa o mnie, mamy nowego samca i musimy znaleźć mu jakąś norkę. Chwila...czemu ja myślę w liczbie mnogiej? Czyżby do tego wszystkiego wkradł się mój umysł? Dobra, moje rozmyślania robią się coraz dziwniejsze.
-Słuchaj, teraz musimy od tak poszukać nory dla Ciebie. Moim zdaniem nie będzie to trudne, no chyba że jesteś typem dość wymagającym.
Westchnęłam kierując się w stronę szlaku.
-A gdzie są te nory?
Znów nastąpiło pytanie, na które byłam zmuszona odpowiedzieć...lecz zrobiłam to raczej z lekka zagadkowo:
-Niedaleko.
Tajemniczy uśmieszek i jedno słowo, chyba jestem zbyt tajemnicza dla Nocturne. Przechyliłam główkę na bok po czym zaczęłam iść. A teraz idę o zakład że połowa z Was zrozumiała że poszłam z tak dziwnie przechyloną łepetyną. No to...nie macie racji. Zanim ruszyłam spojrzałam na niego, wróciłam do normalnej postawy i ruszyłam żwawym krokiem.
-Mamy tego sporo, są małe...duże, ogromne, średnie.
Zaczęłam wymieniać jakie są rodzaje ,,domków'' , po czym wzięłam się za opisywanie gdzie dokładnie się znajdują jakie. Tereny znałam na pamięć, więc robiłam co z kitką w górze.

(Nocturne?)

Od Ayumi CD Opowiadania Floxii

No nie powiem Floxi jak ja zachwycała się urokami nocnego nieba. Widząc w gwiazdach wiele postaci, rzeczy i znaków po prostu zaczęłam się zagłębiać w piękno granatowej tarczy z świecącymi punktami. Jednak noc była jeszcze młoda i dobrze wiedziałam że przez całą noc nie będziemy się obie w nie wgapiać. Spodziewałam się jakiegoś pytania z jej strony, nareszcie je zadała. Musiałam się nad nim z lekka zastanowić. Prawdą jest że Floxi jest w Naszym w stadzie dopiero od jakiegoś czasu, ja jednak poznałam już wszystkich członków i potrafiłabym odnaleźć się po ciemku na każdym z terenów. To świadczy o tym że należę tutaj kupę czasu. Wracając do pytania...:
-Powiem Ci że lepiej nie mogłam trafić, to miejsce zostało stworzone dla mnie. Czuje się tutaj bardzo dobrze, lubię swoją pracę, członków i tereny których mogłabym bronić aż do śmierci.
Uśmiechnęłam się wiedząc że wszystko co mówię jest najprawdziwszą prawdą.
-Mówią że marzenia się nie spełniają, jednak jedno z moich...zostało już spełnione. Bo widzisz zawsze chciałam przejąć stanowisko szpiega...jednak miałam zostać następną Alfą. Z jednej strony teraz cieszę się ze to wszystko potoczyło się inaczej. Lecz strata rodziny, znajomych...to w końcu nic dobrego. Mimo to los miał dla mnie inną historię, tą bardziej pozytywną. I oto jestem, w stadzie które mnie akceptuje...i miejmy nadzieje że zaakceptuje również Ciebie.
Westchnęłam przy końcu.

(Floxii?)

Od Ayumi CD Opowiadania Rity

Z samego rana wybrałam się na patrol, ponieważ nigdy nie zaniedbywałam swych jakże ważnych obowiązków. No przynajmniej dla mnie były dość ważne, ponieważ zawsze ale to zawsze chciałam przejąć stanowisko szpiega. Sądzę że byłam do tego stworzona. Gdyby nie te wszystkie złe i dobre wydarzenia z przeszłości to pewnie nie znalazłabym się tutaj i zostałabym Alfą z moim rodzinnym stadzie. Jak sobie teraz pomyślę o takim czymś to aż futerko mi się jeży. Mniejsza o to bo na szczęście nic takiego się nie stało a ja mam tutaj mega ciepłą posadkę. Idąc tak wyczułam parę zwierząt , jednak jakoś nie skupiłam się które z gatunków to były. Łaziłam w krzakach ponieważ wczuwałam się w role szpiega, lecz nie wyszło mi bo porwał mnie wir energii. Zaczęłam biec płosząc kilka mniejszych zajęcy. Zaśmiałam się cicho, a choć nie byłam typem wrednej lisicy która specjalnie płoszy króliczki, to widok puchatych kulek uciekających przed moją osobą wydał mi się od tak śmieszny. Przyśpieszyłam biegając chyba w kółko, nagle wyczułam zapach który miałam już kiedyś przyjemność spotkać. Po chwili widziałam już pysk Rity, która równie zaskoczona co ja zaczęła się witać. Czyżbym ją również przestraszyła, lub spłoszyła? Ale...jak tak szybko przebiegłam na drugą stronę? To pewnie ta woń wiatru mnie do tego zmusiła.
-Hej. Co robię? No aktualnie to pracuję. Wiesz praca szpiega czasami może wykańczać, wiadomo że jest Nas kilka. Jednak ja pracuje prawie co dzień i w każdej porze dnia.
Wytłumaczyłam, a ona zdziwiła się. Bo rzeczywiście jako jedyna miałam najwięcej wart i ogółem roboty.
-A Ty...co robisz w tym miejscu?
Zapytałam wychodząc z krzaków i siadając obok jednego z drzew.

(Rita?)

Od Ayumi CD Opowiadania Lori

Tak, ptaszek rzeczywiście miał ten swój magiczny urok. W końcu mógł wrócić z ciepłych krajów do rodzinnych stron. Chwila...po co ptaki wracają? Zwykle  by zrobić gniazda, następnie znaleźć partnerkę i mieć młode. Młode! A może już to się stało. No co?! Wszystko jest możliwe, podbiegłam po cichu do Lori i zaczepiłam ją. Pomyślałam że mogłybyśmy pobiec tam gdzie poleciała żołna. 
-Wiesz, może przebiegniemy się w tamte strony?
Posłałam jej promienny uśmieszek, ta tylko skinęła główką i zaczęła biec. Od razu ją dogoniłam i biegłyśmy w równym tempie. Słychać było śpiew tego ptaka i dzięki temu mogłyśmy podążać za nim wcale się nie wykańczając. W oddali ujrzałam pięknego ptaka który siedzi na jednej z gałązek i dziwnie popiskuje. Wymieniłam się z Lori spojrzeniami i podbiegłyśmy blisko drzewa. Dopiero teraz udało się zauważyć gniazdko w którym siedziała samica żołna .
-Tam są chyba jajka.
Stwierdziłam po chwili, cóż...chciałam zobaczyć te ich śliczne skorupki lecz nie rozkwaszone na ziemi. Westchnęłam wiedząc że nie będzie to łatwa sprawa.
-Też tak sądzę...tylko że ta gałąź jest bardzo niestabilna.
Powiedziała z lekka wystraszona. Teraz dopiero zrozumiałam że ten gatunek jest na wyginięciu dlatego że samice nie potrafią dobrać sobie odpowiedniego miejsca do złożenia jaj. Mruknęłam niechętnie wiedząc że musimy coś zrobić. Po pierwsze w jakiś magiczny sposób sprawić że gałąź się nie złamie...lub jaja nie rozbiją. Po drugie znaleźć tej jajecznicy jakiej inne miejsce zamieszkania.
-Potrafisz chodzić po drzewach?
Usłyszałam pytanie Lori, która pewnie jak ja w myślach już miała opracowany plan działania.
-No jasne.
Uśmiechnęłam się, wiedząc że jestem w tym nawet dobra.

(Lori?)

wtorek, 14 marca 2017

Od Ayumi CD opowiadani Morgestern (Do Floxi)

Pożegnałam się z samiczką i jej braciszkiem uśmiechając się wesoło. Cieszyłam się jej szczęściem, miała kogoś z kim mogła się bawić zawsze. A mimo iż Bjorn jest z lekka nieśmiały wiem że jest to zapewne przejściowe. Lisy w jego wieku mają różne wahania nastroju, tak więc to tylko kwestia czasu. Odbiegłam w przeciwną stronę, wiedząc że mam jeszcze parę zadań do wykonania. Głównie jest to patrolowanie zachodnich granic terenów. Za jakiś czas miało zrobić się ciemno,jednak dzięki pięknej pełnij niebo rozświetlały miliony gwiazd i sam księżyc który pewnie dawał najwięcej światła. Skierowałam się szybko w stronę rzeki by napić się orzeźwiającej wody. Po drodze niestety nie spotkała nikogo, chwila...Z jednej strony to dobrze bo nie mam problemów i mogę wypełniać swą służbę sumiennie, oczy szeroko otwarte a uszy skierowane w stronę jednego z dźwięków. Co do drugiej strony...tak z drugiej źle...bo chciałabym znów z kimś pogadać. Jednak w okolicy nie było żywej duszy. Czemu? Mało lisów ma nory po zachodniej stronie terenów. Westchnęłam patrząc w stronę rozgwieżdżonego nieba , kochałam takie klimaty .  Lecz nie mogłam stać tak do końca mojej warty, musiałam patrolować tereny co jakiś czas. Ale natknęłam się na sylwetkę jakiejś postaci która zniknęła za jednym z drzew.
-Hej.
Dopiero po chwili odezwała się do mnie ukazując swe oblicze. Również ją powitałam przyglądając się jej uważnie. Nie znam jej, ale czuje że jest z Naszego stada...

(Floxia?)

Od Ayumi CD opowiadania Lori

Zwykle obawiałam się że gdy powiem komuś że jestem wegetarianką  wyśmieje mnie, właściwie nie dziwiłabym się. No bo...co to za lis który nie je mięsa? Tutaj leży problem, pamięcią mogę sięgnąć do czasów szczenięcych. Jak tłumaczę mamie że nie chce jeść mięsa, wtedy przychodzi ojciec i zabiera matkę na stronę. Tak, jestem pewna że nie widzieli we mnie następczyni ,,tronu'' lecz nie powinni zważać na to że lubię jeść owoce i warzywa. Dopiero po jakimś czasie zdali sobie sprawę, że najważniejszy jest charakter i postawa którą sobą prezentuje. Mniejsza o to, przeszłość została tylko w mojej pamięci. Teraz czas zwrócić uwagę na teraźniejszość, która przedstawia Nam sytuację w której dwie lisice -prawie nieznajome...rozmawiają sobie. Domyślacie się zapewne że jedną z nich jestem ja. Niedawno padło pewne pytanie, na które jeszcze nie udało mi się odpowiedzieć tylko dlatego że wpadłam w wir zamyślenia.
-Bo mi nie smakuje.
Odparłam dopiero po chwili, ona zdziwiła się z lekka ciągle wpatrując się w moją osobę.
-Od zawsze nie jesz mięsa?
Wiedziałam że długo nie wytrzyma z zadaniem kolejnego pytania na ten temat, cóż...czego innego mogłabym się spodziewać.
-Tak. Nie smakuje mi, zapach ma okropny . A tak po za tym...słyszałam że jak ktoś nie je mięsa jest bardziej inteligentny . Lecz to tylko pogłoski.
Uśmiechnęłam się spoglądając kontem oka na zwierzątko które przed Nami przebiegło.
-No i moim zdaniem nie powinno się jeść za dużo mięsa. Oczywiście zabawa w polowanie też nie wchodzi w grę.
Powiedziałam co wiedziałam. Czekając na jej reakcję....spoglądałam tu i tam.

(Lori?)

niedziela, 12 marca 2017

Od Ayumi CD Opowiadania Lizzie

Wesoło było tak malować we dwójkę, Lizzie spodobało się to zajęcie. Może nawet bardziej niż mnie? Pomagałam jej z lekka w robieniu paru rzeczy, jednak wiedziałam że w robieniu kwiatków pomoc nie będzie jej potrzebna. Z uśmieszkiem patrzyłam jak szczenie robi kwiatuszki za pomocą łapek, było tego tyle że nawet najmądrzejszy lis by nie zliczył.
-No i jak?
Zapytała ostatni raz przyciskając łapkę do ,,płótna'' którym oczywiście był kamień. No aktualnie nie znalazłam innego materiału na którym te kolory wyglądałyby w naturalny sposób. Zawsze patrzę na świat pozytywnie, więc nawet gdyby mi się tak bardzo nie spodobało...krzyknęłabym:
-Fantastycznie!
No i tak też zrobiłam, ale spokojnie obrazek był bardzo podobny do tego który był stworzony w mojej głowie. Samiczka zaczęła skakać z radości podśpiewując sobie, zauważyłam że cieszyłam się jej szczęściem. No, właściwie to żadna nowość. Zwykle właśnie tak robię, cieszę się ...jak ktoś się cieszy? Tak, rzeczywiście jest to swego rodzaju masło maślane. Lecz ująć tego inaczej by mnie potrafiła, no przynajmniej teraz.
-Teraz ja.
Powiedziałam mocząc ogon w czerwonym kolorze, następnie pomarańczowym a na końcu żółtym. Mój ogon wyglądał jak 3 barwna tęcza, która straciła parę kolorów lub od tak wyblakła. Namalowałam parabolę która z lekka przypominała tęczę, moim zdaniem wyszło mi naprawdę nieźle. Dorysowałam na dole jesienne liście, choć nie widziałam jej już jakiś szmat czasu. W końcu idzie wiosna, zima nadal trwa...a jesień? Była i będzie...za jakiś czas. Obok narysowałam powolutku drzewo ze spadającymi liśćmi. Westchnęłam oddalając się od obrazu i idąc wymoczyć ogonek w wodzie.


(Lizzie?)

Od Ayumi CD opowiadania Morgestern

Byłam zaciekawiona tematem o młodym i dość nieśmiałym przyszywanym bracie Morgestern, jednak nie chciałam aż tak ją o wszystko wypytywać wiedząc że jestem ciekawską doprawdy lisiczką. Lecz nie do końca mi się to udało, dowiedziałam się parę rzeczy. Jednak widząc lekkie zakłopotanie na pyszczku młodej, wiedziałam że powinnam pozwolić jej odejść. W końcu ma prawo mieć jakieś tam swoje sekrety i inne takie. Tylko że ja jestem ciekawska i wiadomo że się mnie tak szybko ta mała spryciula nie pozbędzie. Z chytrym uśmieszkiem podążyłam za nią, kierowała się do swojej nory która była dość blisko miejsca w którym rozmawiałyśmy. Widząc jak Rita wstaje budząc jakiegoś nieznanego mi jeszcze wilczka, tak...zdecydowanie był to ten lis o którym prawiła młoda samiczka. Był z lekka nieśmiały, zamknięty w sobie i jakby mało pewny siebie. Może jego przeszłość była jaka była...no i niestety szczeniak ma jakąś traumę czy coś. Lub od tak nie otwiera się zbytnio nowe otoczenie, członków stada i inne takie.
-Yo.
Przywitałam się z uśmieszkiem wchodząc powolutku do norki Rity która już obdarzyła mnie promiennym spojrzeniem. Morgestern chyba nie była zbytnio zachwycona, jednak podbiegła do Bjorna i zaczęła zachęcać go do przedstawienia się. Młody jednak nie wycedził nic...
-O widzę że adoptowałaś kolejną sierotkę.
Pochwaliłam ją za dobre serduszko, nie każdy chciałby mieć w norze nie swoje dziecko.
-Tak. To Bjorn, Morgester pewnie Ci już o nim wspominała.
Powiedziała Rita spoglądając surowo kątem oka na szczenie. Zaśmiałam się cichutko zakrywając pyszczek łapką, tak by nie wydać głośniejszego dźwięku.
-Tak, masz rację. Wspominała...
Wypowiedziałam się na ten temat.

(Morgestern?)

piątek, 10 marca 2017

Od Ayumi CD opowiadania Nocturne

Nie wiedziałam czy powinnam się tak cieszyć. W końcu wcale a wcale go nie znałam i miałabym problem gdyby nie był przyjaźnie nastawiony. Wiedziałam o nim już kilka rzeczy, pierwszą było to że miał na imię Nocturne. Jednak sama nie wiem czemu przedstawiłam się od tak, pewnie dlatego iż byłam z lekka zawstydzona tą całą sytuacją. Chyba z lekka to mało powiedziane bo gdyby było widać lisą rumieńce...moje byłyby bardzo widoczne. Czuję od razu że spaliłam raka, lecz wcale się nie dziwię , nieznajomym samiec usłyszał jak okropnie śpiewam w środku lasu . Właściwie to miałam go zaprowadzić do Alfy, kolejna duszyczka która gdzieś zabłądziła. Zanim jednak ruszyliśmy w stronę nory Alf postawiłam mu pewien warunek. Miał nie wyjawić iż słyszał mój śpiew, te kilka poprzednich minut miało zostać zapomniane. Westchnęłam słysząc jego słowa które były przez mnie odebrane w sposób pozytywny. Machnęłam ogonem by zachęcić samca do ruszenia się z miejsca i podążania za moją osobą. Tak mimo iż jestem zwierzęciem uważam się za osobę, nie wiem co w tym złego. Zapewne każdy ma na ten temat inne zdanie, lecz moje jest właśnie takie.
-To niedaleko.
Bąknęłam po chwili chcąc przerwać tę głuchą ciszę która ciągnęła się za nami od kilku dobrych minut. W oddali dostrzegłam już wejście do nory Alf , z uśmiechem na pyszczku skierowałam się w tamtą stronę. Zerknęłam kątem oka czy Nocturne nadal kroczy za mną. Oczywiście był tam i rozglądał się na boki.
-To tutaj. Zaczekaj chwilkę wyciągnie ich z tej nory.
Zaśmiałam się i sprawdziłam czy ktoś siedzi w norze. Przywitałam się z Alfą która wyszła na zewnątrz a łapką wskazałam lisa.

(Noctorne? )

czwartek, 9 marca 2017

Od Ayumi- ,,Kartki z lisiego pamiętnika '' CZ.1

Pewnego dnia chodząc w pobliżu granicy znalazłam kilka pogniecionych i z lekka przemokniętych karteluszek. Na samym początku uznałam je za zwykłe śmieci, które zwykle rozrzucają ludzie. Jednak po jakiejś chwili zaczęło mnie to ciekawić, bo co mogą oni pisać na tych kartkach? Może to notatki z jakiejś ludzkiej lekcji. Potrafię i czytać i pisać, tylko dlatego że córka Alf z Naszego stad  musiała umieć to i owo. Na całe szczęście gdy mieszkałam u ludzi poduczyłam się bardziej cyfr i liter, no i sposobu ich życia. Moja właścicielka chodziła do szkoły a z tego miejsca przynosiła stosy kartek których czasami miała dość. Stop, koniec o przeszłości. Ostrożnie chwyciłam wszystkie porozrzucane karteluszki i pobiegłam do jaskini, widząc że znów zbiera się na ulewny deszcz. Wbiegłam do norki i wyprostowałam każdą kartkę, spoglądając na lekka rozmazane litery. Musiałam poczekać by wszystko się wyprostowało i wyschło. A gdy tak się stało, wzięłam się za czytanie. Zdradzę Wam iż były to kartki z pamiętnika jakiejś lisicy, opowiadała jak to jej przebiegł dzień. Oto jedna z nich:


''1 marca 2015 roku
Trochę dziwne. Wszystko dziś mi się nie udaje. Poszłam się odświeżyć sadząc że spacerek  dobrze mi zrobi. Na pewno nie złapię nawet kulawego zająca, a byłam głodna. Przechodziłam przez Las Zjawisk  i oczom nie mogłam uwierzyć. Prze...prze...przecież tam właśnie znajdował się nowy kawałek ziemi! Tak  buło ta,m magicznie i cicho. Aż trochę za cicho. I to tu jest podejrzane. Cicho i tajemniczo. Musiałam zrobić więcej hałasu. Biegałam , skakałam po kałużach, krzyczałam i ani głuchego echa. Zauważyłam dwa inne ślepia między drzewami. Świeciły się i migotały, mówiły " Chodź, a nie pożałujesz". Wahałam się, ale weszłam. To chyba jakiś żart! Okrążyły mnie wilki! Wielkie wilki! A alfa mówiła, żeby dziś nie oddalać się od jaskini, bo za dużo magii tu dziś grasuje. Co teraz? Wołać o pomoc? Dać się pożreć? Chcę cofnąć czas! Nie ma tu nikogo takiego. A może mi się uda? Starałam się i starałam, ale tylko bardziej je rozwścieczałam. Nie udało się. Musiałam uciekać, na szczęście zobaczyłam moją przyjaciółkę biegnącą z podpaloną gałęzią. Krzyczałam zrozpaczona:
- Laura! Zrób coś pomoooocy!
- Nie bój się.
Zobaczyła je i podpaliła im futra. Uciekły, aż się dymiło(z ich sierści). Tak, ten dzień był dość emocjonujący, ciekawe co jeszcze szykuje dla mnie los...''


Po przeczytaniu wczułam się w rolę tej lisicy, musiała uciekać przed stadem wilków. Nie miała w życiu łatwo. Byłam ciekawa co jeszcze znajdę na kolejnych kartkach, może jej życie się ułożyło? Jednak muszę poczekać ponieważ ledwo co się doczytuję...


CDN

środa, 8 marca 2017

Od Ayumi (Do Lizzie)

Był późny wieczór, każdy z członków stada wchodził już do swoich nor by zapaść w głęboki aczkolwiek czujny sen. Nie wiem czy miało to jakiś sens, ponieważ głęboki sen zwykle bywa twardy. Zbudzenie lisa z takiego snu jest raczej trudne. Czujny bowiem ma to do siebie że budzisz się słysząc nawet najmniejszy szelest. Ja mam spokojny sen, słysząc cokolwiek budzę się. Hahah, cieszcie się że nie śpię z otwartymi oczyma jak pewien znany mi starszy lis. To ogółem wygląda dziwnie a co dopiero. Spanie? Czemu ono jest nam aż tak potrzebne? Ja śpiąc krócej czuje się o wiele lepiej , niż gdy śpię dłużej. Wystarczają mi zwykle te marne cztery godziny i jestem wyspana. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Taki już mam tryb życia i raczej na niego nie narzekam. Właściwie to może by sobie zorganizować coś ciekawego? Mam pracę, dobrą posadę, znam wszystkich w stadzie...no może znajdą się te trzy osobniki które nie wiedzą kim jestem. Jednak znam większą połowę członków, tereny już na pamięć. Chciałabym zaleźć sobie zajęcie które zabierałoby niepotrzebnie kiszący się czas, a jest go dość dużo. Co lubię robić? Można mnie uznać za pracoholiczkę..nie da się mnie od tak zmęczyć obowiązkami. Już wiem! Nie zastanawiając się ani chwili dużej zaczęłam szukać naturalnych kolorów by móc zrobić farby. Na całe szczęście niedaleko mojej nory było parę pięknych tulipanów w trzech kolorach. Z uśmiechem pozrywałam ich płatki po czym zmieszałam każdy kolor z wodą ugniatając kamieniem w drewnianej miseczce. Zaczęłam od koloru żółtego tych tulipanów miałam najwięcej. Podobno gdy samiec da samiczce róże koloru żółtego znaczy że ją zdradza. Szczerze nie wierzę w takie bzdety, jednak wiem iż ten kolor nie jest zbyt piękny jeśli chodzi o kwiaty. Odłożyłam naturalnie zrobioną farbę na ziemię, musiałam się wziąć teraz za kolor pomarańczowy. Poszło mi sprawniej niż wcześniej, niestety miałam małe problemy z tulipanami koloru czerwonego. Ich płatki były dziwnie trwalsze niż wszystkich innych kolorów, musiałam włożyć w to sporo wysiłku. Gdy zmieszałam rozgniecione płatki tulipanów z wodą utworzyła się swego rodzaju farbka. Byłam szczęśliwa, lecz brakowało mi jeszcze podstawowych kolorów. Niebieskiego i zielonego, oczywiście przydałby się biały i czarny. Najpierw musiałam jednak wypróbować czy da się tym malować. Tylko...chwila. Nie mam pędzla! Gdy pomyślałam o pędzlu od razu spojrzałam na swój ogonek który go przypominał, uśmiechnęłam się szyderczo po czym umoczyłam końcówkę ogona w czerwonej farbie i narysowałam na skale serce. Wyglądało jako tako, byłam uradowana. Lecz teraz...czy uda mi się zmyć farbę z ogona? Truchtem pobiegłam do rzeki i umoczyłam ogonek. Czerwień zniknęła bardzo szybko, więc będę mogła malować ogonkiem . Pewnie za jakiś czas i tak wynajdę jakiś bardziej funkcjonalny pędzelek. Zabrałam się do bardziej twórczego malowania, choć miałam tylko trzy kolory. Narysowałam słońce, plażę i kilka lisów. Niespodziewanie ktoś powiedział:
-Pięknie Pani maluje.
Obróciłam się szybko widząc jakąś małą lisiczkę. Dziwne..moja czujność zniknęła na jakiś czas. Może dlatego że porwał mnie wir wyobraźni? Pewnie tak. Uśmiechnęłam się radośnie  i powiedziałam:
-Dziękuję. Ty też możesz spróbować.
Pokazałam jej jak nakłada się farbę na ogon i jakie ruchy ,,pędzla'' powinna wykonywać. 

(Lizzie? Dla Ciebie piękne opowiadanie C": )

Od Ayumi CD opowidania Chalize

Stałam tak nad przywódczynią stada do którego należę i nie wierzyłam własnym uszom. Ona odpoczywa sobie w mojej tajnej norce? Na moi posłaniu które zrobiłam własnołapnie? No chyba żarty! Oczywiście, że bije się z myślami, Chalizie miała prawo tutaj odpocząć ponieważ zupełnie nie wiedziała że ta kryjówka należy do kogoś. Właściwie gdyby tak pomyśleć to jest niczyja, ja tylko pracowałam by była jeszcze lepsza. Tak, troszkę się narobiłam ale to jeszcze chyba nie znaczy że jest podpisana moim imieniem. Ciekawe do kogo należała kiedyś? Może dowiem się w swoim czasie, lub na zawsze zostanie to dla mnie zagadką? Dowiedziałam się już co robi tutaj lisica, teraz czas odpowiedzieć na jej pytanie.
-Szczerze? Zmierzałam tutaj chcąc sprawdzić jak wygląda norka którą wyczyściłam. Ah i miękkie posłanie urządziłam?
Zapytałam, dopiero teraz raczyła wstać i podejść do mojej osoby. Uśmiechnęłam się sztucznie i spojrzałam na wyjście kątem oka. Nie chciałam powiedzieć nic głupiego, jednak jakoś tak wyszło. Po prostu byłam szczera, czyli jak zawsze. Posłanie było z lekka zgniecione, wiadomo dopiero jedna osoba je wypróbowała. Tylko zaciekawiło mnie to jak znalazła to miejsce, może niegdyś przychodziła tutaj? Yyy...eureka! To idealne miejsce do odpoczynku, więc to musiało ją przyciągnąć...a gdyby tak...Eeee nie! Nie mogę wyjawić każdemu położenia mojej drugiej nory-która miała być ogółem ściśle tajna...Ze spokojem i rozwagą czekałam na odpowiedz Alfy.

(Chali?)

Od Ayumi (Do Harpagon'a)

Przechadzałam się właśnie z Silette, musiałyśmy nareszcie ze sobą porozmawiać. Wiadomo ona to szpieg, a ja szpieg. Musimy czasem nawiązywać kontakt, dotychczas nie było czasu. Ale dziś miała jakąś lukę, ja się dostosowałam. Chodziłyśmy po terenach jakieś dobre trzy godziny, kiedy poczułyśmy nieznaną nam woń.
-To wróg?
Zapytałam nastawiając uszy, podnosząc do góry ogon i rozglądając się we wszystkie strony. Warknęłam cicho...wiedząc że w ostatnich czasach zdarzają się różne sytuacje. Więc wolałam być przygotowana.
-Sama nie wiem.
Westchnęła, ale przy końcu warknęła. Przybrała pozycje do ataku czekając aż to coś da jakiś znak życia. Wyczułam lisa, był to samiec.
-Czujesz?
Zapytałam w ramach pewności. Ona przytaknęła, ja stanęłam normalnie, ale on ciągle się obawiała że może być to ktoś wrogo nastawiony. Lecz nie miała racji, z  ukrycia wyszedł jeden z członków, uśmiechając się od ucha do ucha. Nie mogłam wyrobić z miny Sil.
-Witam Panie, jestem Harpagon.
Przedstawił się grzecznie i podszedł bliżej machając ogonem. Na to Sil odparła speszona i dość zbita z tropu:
-Witam..
W środku eksplodowałam śmiechem, tak jestem osobą...dość zabawną która lubi się śmiać. Choć nie zawsze tak jest, prawda?
-No hej.
Przywitałam się, wiedząc że jest on w stadzie już kupę czasu. Jednak dziwiło mnie to...pachniał inaczej.
-Od dawna jesteś w stadzie, prawda?
Zapytałam a on tylko kiwnął głową.
-A jakie masz stanowisko?
Silette zapytała po czym zaczęła wymieniać wszystkie stanowiska w stadzie chcąc zgarnąć. Ja w tym czasie skupiłam się na pogodzie, dziś było w miarę. Choć nie nastała jeszcze wiosna, nie jest tak źle.
-Lekarz.
Harpagon wreszcie wyjawił Nam swoje stanowisko.
-Tak ogółem mam na imię Silette.
Uśmiechnęła się lisica, niestety została zawołana przez Alfę. Pożegnała się i zniknęła.
-Zwykle...sam chodzę po ternach. Ale...czy chciałabyś...
Nie dokończył bo mu przerwałam:
-Jasne...
Nie było w tym ani zadowolenia ani złości.
-To co idziemy?
Zapytał samiec, kiedy Sil była dość daleko.
-Nie.
Powiedziałam stanowczo, Harpagon zdziwiony spojrzał na mnie robiąc wielkie ślepia. Zaśmiałam się i krzyknęłam:
-Nie idziemy...A biegniemy.
Wyruszyłam pierwsza, on dopiero po chwili mnie dogonił.
-Nie powiedziałaś jak masz na imię.
Przypomniał mi, taka była prawda. Nie na bąknęłam o mnie, tylko się przywitałam.
-No wiem...
Chciałam wprowadzić go w stan zdziwienia, to były takie igraszki. Przekręciłam oczyma i przedstawiłam się:
-Mam na imię Ayumi, jestem szpiegiem terenowym.
Zatrzymałam się, widząc że jesteśmy już przy Rzece, podeszłam i napiłam się wody.
(Harpagon?)

Od Ayumi (Do Freyi)

Łaziłam sobie patrząc aktualny na stan pogody, nagle zaczęło padać. Może i spodziewałam się tego, ale kochałam deszcz i  nie miałam z tym problemu. Obok mnie prześmignęła jakaś lisia sylwetka, była to samica. Czułam niewyraźnie jej zapach.
-Zbiera się na burzę.
Jej głos usłyszałam dopiero po chwili, jak powiedziała tak też było. Sama czułam że coś jest nie tak, taka ta wiosenka figlarna. Uśmiechnęłam się i powiedziałam jakby radośnie:
-Najwidoczniej. Może lepiej się zbierajmy bo nie zdążymy się schować.
Lisica skinęła głową i przedstawiła się jako Freya, zaczął się wyścig z burzą.
-Nie zdążymy do mojej nory.
Krzyknęłam w biegu. Nieźle się rozpadało. W oddali zauważyłam jakiś dziwny kształt....przypominał konia. Lecz po chwili znikł, jak gdyby cień który snuje się po jaskini. Słońce w pełni został przykryty przez parę ciemnych chmur. Które swoimi czarnymi ślepiami spoglądały na mnie i na moją nową znajomą.
-A masz lepszy pomysł niż nora?!
Usłyszałam go dopiero teraz, musiał pewnie kilka razy powtórzyć. Bo rozpętała się burza, która ciskała co chwilę w ziemię piorunami. Westchnęłam, brakowało mi już tchu...drogi jeszcze zostało sporawy kawałek. Przekręciłam oczyma i zaczęłam się rozglądać. W oddali dostrzegłam pewną starą kryjówkę. Znalazłam ją dość niedawno...podczas szpiegowania pewnego osobnika.
-Tam!
Krzyknęłam w miarę głośno i melodyjnie by mnie usłyszała. Pierwsza skierowałam się w tamtą stronę, zaczęło robić się niebezpiecznie. Wskoczyłam do pnia ogromnego dębu. Lisica po chwili znalazła się obok mnie, szczerze starczyłoby miejsca jeszcze dla jednego osobnika. Sporawa kryjówka.
-Nic Ci nie jest?
Zapytałam spoglądając na nią kątem oka. Ona otrzepała się i odparła:
-A co ma być. Jedynie jestem mokra.
Nieźle się rozpadało. Więc zostaniemy tu razem dobre 5 godzin.
-No, patrz...ja też jestem mokra. To solidne drzewo...wytrzyma.
Chciałam przerwać tę niezręczną ciszę która psuła wszystko. Na końcu dotknęłam drzewa łapą. Po chwili jednak dotarło do mnie że się nie przedstawiłam...
-Przepraszam, gdzie moje maniery...Ayumi jestem.
(Freya?)

Od Ayumi (Do Nocturne)

W środku nocy wyszłam z nory. Była piękna pełnia, która nie dawała mi zasnąć. Wychodząc spojrzałam na boki, widząc członków stada którzy pogrążają się w pięknych snach ...uśmiechnęłam się. Sama nie wiem czemu, widok kogoś śpiącego zawsze wywoływał we mnie uśmiech. Tym razem też tak było. Postanowiłam przejść się po terenach, lecz złamałam swoje postanowienie zatrzymując się przy Rzece. Położyłam się i spoglądałam w taflę wody na moje odbicie jak i również na księżyc. Zwykle w takie noce chce mi się śpiewać, teraz nie czułam taj potrzeby .  Rozkoszowałam się ciszą i spokojem, pięknem tej chwili...nagle usłyszałam kroki łap. Nieopodal ktoś był, ktoś ze stada...kogo jeszcze nie poznałam. Ale, ja znam wszystkich, no prawie wszystkich. To musiał być ktoś nowy. Po kilku minutach jego zapach ulotnił się, nie było już nic niepokojącego. Westchnęłam ciesząc się tą chwilą. Wstałam dość szybko, napiłam się zimnej wody z Wodospadu i już mnie wzięło. Na początku zaczęłam tylko podśpiewywać pod nosem u nucić. Zwykle od razu przechodzę do cichego śpiewu, później jest coraz głośniej. Sprawdzam też czy nikogo nie ma w promieniu kilku kilometrów, kogoś kto by mnie zobaczył jak śpiewam. Tym razem się nie rozejrzałam...nie wytrzymując zaczęłam śpiewać.
Niestety nie wytrzymałam, kocham śpiewać i kocham muzykę. Uradowana zeszłam z kamienia na którym znalazłam się kiedy śpiewałam. Nie potrafiłam stać w miejscu, podążałam za rytmem muzyki. Nieopodal mnie jeden z krzaków się poruszył i jakby zachichotał. No co to ma znaczyć? Ta zniewaga, krwi wymaga. Podeszłam bliżej, modląc się by nie był to ktoś ze stada. Mając nadzieje że to jakiś malutki zajączek...cokolwiek . Byleby nie ktoś kto mnie zna. Strasznie nie lubiłam jak ktoś mnie podsłuchiwał, od tak słucham mnie gdy śpiewam. Odkryłam krzaki łapą, wtedy to...ktoś z nich wyskoczył. Był to lis, jeszcze mi nie znany. Czułam że zaraz spalę się ze wstydu...
(Nocturne?)

Od Ayumi- ,,Sangare Azul''

Jak codziennie tuż po wstaniu wyszłam na spacer, już od razu korciło mnie by odwiedzić rzekę. Gdy schyliłam się, by się napić usłyszałam cichy płacz. Zignorowałam to i napiłam się, lecz płacz się nasilił. Przestałam pić i spojrzałam się w stronę z której dochodziło skomlenie. Na kamieniu siedział mały szczeniak, no może nie taki znów mały.
-Co ci się stało?
Zapytałam łagodnie
-Nic...
Odwrócił łeb łkając. Podeszłam do niego i położyłam mu łapę na ramieniu.
-Mi możesz powiedzieć...
Mruknęłam z uśmiechem.
-Rodzice mnie porzucili, wędrowałem i trafiłem tu...
Mruknął przez zaciśnięte zęby.
-Ile masz lat?
Zapytałam .
-8 miesięcy...
-A jak masz na imię?
-Nie wiem...
-Ale, jak to nie wiesz!?
Zdziwiłam się.
-Po prostu nie wiem...
Warknął próbując się uspokoić.
-Dobra, nie wiem jak ci pomóc, ale może Alfa przyjmie Cię do do Naszego stada i...
Zawiesiłam się.
-I...
Powiedział ucieszony.
-I...
Powtórzył z szeroko otwartymi oczami i lekkim uśmiechem.
-I pomogę Ci znaleźć nową rodzinę...
Wiem że spodziewał się odpowiedzi: I zostanę Twoja matką. Ale ja...jakoś nie potrafię zajmować się szczeniakami. Jedyne co chcę, to mieć swoje. Lecz jego reakcja i tak mnie zadowoliła:
-Dziękuję!
Ucieszył się i przytulił mnie mocno.
-A teraz imię... Jakbyś chciał mieć na imię?
-Może Sangre?
Zapytał z uśmiechem i podekscytowaniem w oczach
-A może być Sangre Azul? To po hiszpańsku ,,Błękitna Krew".
-Ładnie, niech tak zostanie!
Poszliśmy na spacer do lasu. Przechodziliśmy właśnie koło najstarszego drzewa, kiedy zauważyłam R. Skoczyłam na niego i zaczęłam się śmiać.  Pokazałam mu młodego. Zdziwił się i zaczął ze mną  rozmawiać. Tłumaczyłam mu że to nie jest moje dziecko, próbuje znaleźć mu dom.
-Mam na imię R...
Przedstawił mu się.
- A to Sangre Azul...
Chwile jeszcze z nim pogadał i poszliśmy. Teraz tylko...czas poszukać jego miejsca...w rodzinie. Ale na razie musi posiedzieć troszkę w sierocińcu. A że z lekka zajmuje się również tym budynkiem i młodymi...to będę do niego zaglądać.

Od Ayumi (Do Lori)

Kolejny dzień, przebudzenie przez… W sumie nie mogę powiedzieć, że przez słońce, bo tego nie widziałam. Uznajmy, że to były szczeniaki, które biegały i szczekały niedaleko jaskini. Nie lubię pobudek z rana, kiedy się nie wyspałam. Jednakże dam radę, bo kto inny jak nie ja? No właśnie. Podniosłam się z ziemi, która była wygrzana przez moje ciało, na którym spoczywało futro, które się nieco „spłaszczyło” przez całą noc. Przeciągnęłam ciało, co wyglądało jak wyginanie go na różne strony i tworzenie garbu jak u kotów. Zaśmiałam się w duchu i jeszcze głośno ziewnęłam, tym samym kiedy zamykałam szczękę klepnęłam nią wydając nieprzyjemny dźwięk dla uszu. Skrzywiłam się nieco, ale nie ważne… Wyszłam z nory. W moim brzuchu niemiłosiernie burczało, no tak, nie jadłam od paru dni, jedynie „żywiłam” się wodą, która zbytnio nie dawała tego co jedzenie. No, więc gdzie mogłam się udać? Oczywiście, że na polankę! Wyszłam z jaskini i skierowałam się na polane, gdzie zapewne znajdowały się jakieś krzewy z owocami.
Dotarłam na miejsce w parę minut.  Nie zajęło mi to tyle czasu , w oddali ujrzałam sylwetkę jakiegoś lisa. A może i lisicy?  Uśmiechnęłam się wiedząc że dziś mam wolne i mogłabym poznać nową członkinię. Właściwe, chciałabym znać ich wszystkich. Podbiegłam witając się:
-Cześć!
Ona spojrzała w moją stronę i uśmiechnęła się.
(Lori?)

Od Ayumi- ,,Nocny koszmar''

Obudziłam się w środku nocy z dziwnym uczuciem... noc była wyjątkowo piękna, księżyc w pełni świecił jasno, a na niebie migotały miliony gwiazd. Słyszałam głos zwierzęcia, który kazał mi zejść z drzewa i pójść w las. Tak też uczyniłam, tylko jak znalazłam się na drzewie? W podskokach pobiegłam przedzierając się przez krzaki by dotrzeć do źródła głosu. Wpadłam na nieznaną mi polanę. Po środku stał potwór... z króliczkiem w łapach. Popatrzyłam na niego kątem oka. Zaatakowałam szybko i spróbowałam wyrwać biedne zwierzątko (inna by go zjadła, ale ja jestem wegetarianką) z jego łap, ale na próżno. Tak, potwór z pewnością spróbował mnie zwabić w to miejsce...tylko po jakiego grzyba? Nie... nie... nie pozwoliłam zaprzątać sobie głowy tymi bzdurami. Warknęłam i zastosowałam ten cały lisi szczek ostrzegający. Bestia wrzuciła króliczka do jakiegoś rowu, by nie uciekł. Nagle obok mnie pojawił się jakiś lis. Ciemno było więc nie widziałam, kto to. Ten ktoś skoczył na potwora i wbił zęby w jego kark. Ja skoczyłam wydostać zwierze z rowu. Niespodziewanie coś mnie przygniotło... łapa pokonanej przez lisa maszkary spadła na mnie. Próbowałam się wydostać...No i wtedy...obudziłam się w rzeczywistości...Na całe szczęście, był to tylko głupi koszmar. Moje futro było posklejane i mokre, spocona sierść pachniała niezbyt przyjemnie. Wybiegłam z nory by zanurzyć się w zimnej rzece, następnie wróciłam i zasnęłam leżąc na plecach...