sobota, 1 kwietnia 2017
Od Morgenstern cd opowiadania Sami
-Słyszysz to?-podniosłam głowę czujnie nastawiając uszu.
-Ale co?
-Ten... Dźwięk...
-Nic nie słyszę. Ale, zaraz poczekaj...-Sami rozejrzała się-To tylko kosy.
-Ładnie śpiewają prawda? Obok Naszej nory, na pobliskim drzewie znajdują się aż dwa gniazda tych ptaków. Często obserwuję jak rodzice przynoszą im pokarm. Może pójdziemy je zobaczyć.
Nim Sami zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, znów usłyszałyśmy coś dziwnego. Tym razem nie było to radosne świergotanie ptaków. Niespodziewanie coś dużego i kudłatego, przemknęło niemal bezszelestnie wśród ciemnych, kolczastych krzewów.
-Co to było?-moja towarzyszka zrobiła krok w tył.
-Spokojnie, to na pewno tylko lis...-uspokoiłam przyjaciółkę, starając się nie pokazywać po sobie emocji.
W rzeczywistości byłam tak samo przestraszona jak ona, a może nawet bardziej... Tak czy siak, nie było już drogi powrotu. Trzeba zmierzyć się ze swymi lękami.
-Co robimy? Może lepiej stąd chodźmy...-Sami powoli zaczęła się wycofywać.
Zatrzymałam lisiczkę.
-Nie, nawet nie wiemy co to jest. Może to lis z naszego stada?
-Nie wydaje mi się...
-Czemu?
-Odwróć się...
Nagle moim oczom ukazał się wielki, kudłaty pysk, o skośnych, ciemnych ślepiach. Ze strachu odebrało Nam mowę. Przez moment wszyscy staliśmy w bezruchu. W końcu lis przemówił cichym, tajemniczym głosem.
-Co Wy tu robicie?
-My... Wyszłyśmy na spacer...-wyjąkała Sami z trudem łapiąc oddech.
Zarówno mnie jak i niej serce waliło jak szalone.
-Na spacer powiadacie, hm... A gdzie Wasze stado? Nie macie żadnej rodziny? Tutaj nie jest zbyt bezpiecznie...-stwierdził lis nie odrywając od Nas wzroku.
-Ja, jestem... Morgenstern, a to Sami...-odparłam drżącym głosem.
-Mam na imię Nox. Boicie się mnie?
Nastała chwila ciszy, budująca napięcie. Odpowiedź była przecież oczywista.
Sami?
czwartek, 23 marca 2017
Od Morgenstern
-Witaj Morgenstern...-lisica uśmiechnęła się do mnie-Bardzo wcześnie wstałaś. Czy coś się stało?
Popatrzyłam na mamę nieco zaskoczona.
-Nie, nic... Nic się nie stało mamo. Po prostu się nudziłam. Bjorn i Nabirie jeszcze śpią, a ja nie mam co ze sobą zrobić...
Rita przez moment zamilkła. Widząc jej zamyślenie postanowiłam dać jej chwilę. Zapewne zaraz mi powie że musi iść, po czym poprosi żebym zajęła się rodzeństwem.
-Dobrze, już wiem... Idę przypilnować braci...-mruknęłam pośpiesznie, nie dając lisicy dojść do słowa.
-Co? Nie, poczekaj!-Rita zagrodziła mi drogę-Zastanawiałam się czy nie miałabyś ochoty na krótki spacer nad rzekę.
-Naprawdę? Chcę iść!-aż zapiszczałam z wrażenia.
-Tak, tylko trzeba będzie obudzić Bjorna i Nabirie.-stwierdziła Rita.
Długo nie trzeba było czekać na mój ruch.
-Wstawać!!!!-wykrzyknęłam głośno, zrywając braci na równe nogi.
Gdy się trochę rozbudzili, pobiegliśmy z mamą nad rzekę.
sobota, 18 marca 2017
Od Morgenstern
wtorek, 14 marca 2017
Od Morgenstern
Nie musiał zachęcać mnie dwa razy. Rzuciłam się w pogoń za jakże pewnym siebie bratem. Może i Bjorn był szybki, ale w wyścigach nie dorównywał mi nawet do pięt! W pewnym momencie skoczyłam na liska i razem przewróciliśmy się na trawie.
-Ale super! Ja chcę jeszcze raz!-wykrzyknęłam radośnie, otrzepując się z ziemi.
Obydwoje byliśmy wysmarowani w ziemi od czubków nosów, aż po cienkie, merdające ogonki. Bjorn nie wyglądał na zbyt przejętego ziemią na sierści, toteż ja postanowiłam przymknąć na to oko.
Niespodziewanie pojawiła się Rita. Popatrzyliśmy na mamę z lekkim zakłopotaniem. Zwykle nie pochwalała tarzania się w błocie... Ale nie tym razem. Zarówno ja jak i brat byliśmy wyjątkowo zaskoczeni gdy lisica zaczęła się turlać w piachu. Nad naszymi głowami przez moment unosiła się warstwa pyłu. Czy takie zachowanie zdaniem mamy było pedagogiczne? Czyżby ona sama się zapomniała?
-Mamo, dlaczego to robisz?!-nie wytrzymałam i postanowiłam zadać nurtujące mnie pytanie.
Rita przez chwilę się zamyśliła. Zapewne zastanawiała się jak wytłumaczyć nam to całe zajście.
-Cóż...-zaczęła-Niedawno przekonałam się że czasem każdemu potrzebna jest odrobina rozrywki. Wiem że wcześniej zabraniałam Wam się brudzić... To prawda że trochę przesadzałam. Co do chodzenia bez mojego nadzoru po puszczy, nadal nie zmieniłam zdania. Na razie jesteście na to jeszcze za mali.
Lisica popatrzyła na nas po czym dodała z uśmiechem:
-Skoro już wszyscy jesteśmy cali w ziemi to może pójdziemy nad rzekę się wykąpać?
-Tak!-zapiszczeliśmy z ogromną radością.
niedziela, 12 marca 2017
Od Morgenstern cd opowiadania Ayumi
-Ojej, nie. Nie chcę wam robić kłopotu...-Ayumi nieco się zawstydziła.
Popatrzyliśmy na lisicę.
-Ależ to żaden kłopot! Niech Pani zostanie, proszę...-wtrąciłam.
Nie miałam Ayumi za złe, że tak mnie, o wszystko wypytuje. To zrozumiałe, przecież jest dorosła, a oni już tak mają.
-No, dobrze. Skoro nalegacie...-zgodziła się lisica z lekkim uśmiechem.
Zasiedliśmy razem do stołu. Po posiłku mama i Ayumi zostały jeszcze na chwilę w norze żeby porozmawiać, a ja i Bjorn wyszliśmy na dwór.
Przycupnęliśmy na trawie w cieniu wielkiego, rozgałęzionego dębu rosnącego w pobliżu norowiska. Po chwili przyszła nasza znajoma.
-Rita prosiła aby wam przekazać, że idzie na polowanie. Mówiła też żebyście się nie oddalali od swojej nory.-Ayumi usiadła obok nas na chwilę.
Jej długie, puszyste futro połyskiwało w blasku słońca.
-Przepraszam że wcześniej nic nie mówiłem...-Bjorn w końcu zebrał się na odwagę.
Lisica uśmiechnęła się.
-Nic nie szkodzi. Rozumiem Cię. Na pewno nie jest łatwo odnaleźć się w nowym domu. Ale podoba Ci się tutaj?-spytała Ayumi.
-Tak, bardzo.-odparł Bjorn.
Przez moment jeszcze rozmawialiśmy, potem ja i Bjorn uznaliśmy że pora wracać do norowiska.
-Dowidzenia Pani Ayumi!-pożegnaliśmy się.
Ayumi?
piątek, 10 marca 2017
Od Morgenstern do Ayumi
-Dzień dobry Pani Ayumi!-zawołałam piskliwym głosikiem.
-Ojej, dzień dobry Morgenstern...-lisica zdawała się być nieco zaskoczona moją obecnością.
-Jak Pani mija poranek? Idzie Pani na polowanie?
-Nie, już jadłam... A gdzie Twoja mama?-Ayumi zerknęła na mnie podejrzliwie.
Zapewne sadziła że znowu oddaliłam się od Rity.
-Mama jeszcze śpi, Bjorn też.
-Bjorn?
-Tak. Wie Pani że to mój nowy brat?-pochwaliłam się.
-Aha. Pewnie się bardzo cieszysz?-Ayumi uśmiechnęła się do mnie.
-Tak, tylko że Bjorn prawie wszystkiego się boi. Lubię go, ale nie chce ze mną wszędzie chodzić.-odparłam.
Lisica zdziwiła się.
-A gdzie właściwie chciałabyś z nim chodzić?-spytała się po chwili.
Przez moment nie odpowiadałam, zastanawiając się co powinnam odpowiedzieć. W końcu Ayumi była dorosła i pewnie powiedziałaby mi to samo co mama, gdybym zdradziła jej miejsca swoich planowanych wędrówek.
-Cóż...-zaczęłam-Tu i tam... Przepraszam, ale chyba... Muszę już wracać do domu.
Pożegnałam się z Ayumi i pobiegłam do nory.
Ayumi?
wtorek, 7 marca 2017
Od Morgenstern CD opowiadania Ayumi
-Wczoraj późnym wieczorem wyszła. Powiedziała że przyniesie mi coś na deser,ale mówiłam jej że nie ma takiej potrzeby. Boję się o nią...-tłumaczyłam.
-Posłuchaj, Rita to dorosła lisica i z pewnością niebawem wróci...-uspokajała mnie Ayumi.
Dotarłyśmy na niewielką polanę w pobliżu rzeki.
-Zwykle tu polowała. Nawet pokazała mi raz jak to się robi.-dodałam z lekkim uśmiechem.
-Ale mówiła że nie wolno mi tu samej przychodzić bo to bardzo niebezpieczne...
Ayumi rozejrzała się wokół unosząc uszy.
-Co się stało?-spytałam zaniepokojona.
Lisica odwróciła do mnie głowę.
-Chodź kochanie, musimy wracać do norowiska...
-Ale miałyśmy szukać mamy...-wyjąkałam.
-Tu nie jest teraz bezpiecznie...-Ayumi lekko trąciła mnie nosem.
W drodze powrotnej za wszelką cenę starałam się ustalić, o czym mówiła Ayumi. Długo ją wypytywałam, ale lisica zdawała się być zbyt zamyślona. Zapewne ukrywała coś przede mną...
-Stój!-wyskoczyłam Ayumi na przeciw co wyraźnie wybudziło ją ze stanu zamyślenia.
-Posłuchaj, ja muszę wiedzieć...-zaczęłam, ale lisica mi przerwała.
Westchnąwszy usiadła obok mnie na trawie.
-Morgenstern, muszę poinformować, o czymś stado. Ty zostaniesz w norze. Jedzenia masz pod dostatkiem na kilka dni. Twoja mama zostawiła kilka zdobyczy na zapas w waszym domu.-wyszeptała tajemniczo Ayumi.
Jednak wcale nie pobiegła do stada. Przeskoczyła zwalony pień kierując się w stronę lasu. Później zniknęła mi z oczu.
poniedziałek, 6 marca 2017
Od Morgenstern
-Przepraszam że Ci nie powiedziałam, że wychodzę, ale musiałam iść na polowanie i nie chciałam Cię budzić...-Rita czule polizała mnie po pyszczku.
-Gdy deszcz ustanie możemy wybrać się na wspólne łowy.-dodała z uśmiechem.
Bardzo mnie takowa wiadomość rozweseliła, bowiem uwielbiałam naukę polowania. W przyszłości chciałam zostać zwiadowcą, choć samo myślistwo także mnie interesowało.
Po ok. dwóch godzinach deszcz i chłodny wiatr ustały, więc mogłyśmy wyjść z nory.
Dotarłyśmy na niewielką polanę. Wśród wysokich traw zauważyłam dwa zające jedzące koniczynę.
-Gotowa?-upewniła się Rita.
-Tak...-wyszeptałam.
-Dobrze, a teraz powoli spróbuj podejść bliżej. Tylko delikatnie. Staraj się chodzić bezszelestnie. Poruszaj się tak aby zbytnio nie potrząsać trawą...-doradzała Rita.
Stałam niecałe dwa metry od szaraka. Serce waliło mi jak szalone.
-Spokojnie, nie oddychaj tak głośno bo Cię usłyszy...-lisica trąciła mnie nosem.
-Teraz możesz skoczyć...-posłała mi porozumiewawcze spojrzenie.
I tak zebrałam się na odwagę. Skoczyłam wysoko opadając zającowi na kark. Rita pomogła mi przy jego upolowaniu.
-Dobra robota.-pochwaliła mnie lisica gdy wracałyśmy do domu.
-Jeżeli chcesz możemy częściej razem polować.-uśmiechnęła się.
Od Morgenstern do Sami
Leżąc na trawie w świetle słońca przyglądałam się niebu. Rozmarzona przekręciłam się na drugi bok. Kilka metrów dalej zauważyłam puszystą, białą lisicę. Wyglądała na bardzo zamyśloną. Uznałam że wypadałoby się przywitać. Wstałam z ziemi i podeszłam do niej.
-Cześć...-zagadnęłam.
Lisiczka odwróciła głowę w moją stronę. Wyglądała na trochę zaskoczoną.
-Jestem Morgenstern. A Tobie jak na imię?
(Sami?)
niedziela, 5 marca 2017
Od Morgenstern
Dwie godziny później usłyszałam czyjeś kroki. Ucieszyłam się sądząc iż to Rita lub inny lis z naszego stada. Wychyliwszy głowę zza krzewów ujrzałam czarnego stwora, o pomarańczowych, płomiennych ślepiach. Odskoczyłam wystraszona w bok. Niestety, nie był to nikt z naszego stada.
-Proszę, proszę... Kogo my tu mamy?-przemówił lis cichym, zachrypniętym głosem.
-Dzień...dzień dobry...-wyjąkałam spłoszona.
-Co taka kruszyna jak Ty robi sama w ciemnym lesie?
-Ja się zgubiłam...-wyjąkałam.
-A ktoś Ty?...-dodałam.
-Doprawdy nie wiesz kim jestem drogie dziecko?
-Nie, raczej nie...
-Ach tak! Nikt nie był łaskaw nawet wspomnieć o mojej osobie, nieprawdaż?!-lis wyszczerzył zęby.
-Jam jest Mazikeen!-kłapnął zębami.
Nagle usłyszałam znajomy głos.
-Morgenstern! To Ty?! Co Ty tu robisz?!- Rita podbiegła do mnie.
-Zostaw ją...-warknęła ostrzegawczo osłaniając mnie własnym ciałem.
-Za chwilę zjawi się tu nasze stado. O ile dobrze pamiętam to ten teren należy do Chalize i Ace. Nie masz tu czego szukać. Zabieraj się stąd, no już!!-wyskoczyła naprzeciw napastnikowi dając do zrozumienia, że to nie są żarty.
Mazikeen powoli się wycofał, obiecując że jeszcze tu wróci, ale jego jakże nieistotna uwaga nie zrobiła na nikim wrażenia.
-Przepraszam...-mruknęłam do Rity gdy wracałyśmy do domu.
-Cóż, ostrzegałam Cię że nie powinnaś sama biegać po lesie. Ale nie chcę dawać Ci szlabanu bo wierzę, że zrozumiałaś swój błąd.
-Jako szczeniak byłam bardzo do Ciebie podobna.-dodała Rita uśmiechając się.
Polizałam Ritę po pysku i wtuliłam się w jej łapę. Powędrowałyśmy prosto do domu aby odpocząć.
