Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cana. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 marca 2017

Od Cany CD opowiadania Rity

Czułam się taka mała i bezbronna w obliczu żywiołu. Pionowe słupy światła co chwilę rozjaśniały niebo, a każdemu piorunowi towarzyszył grzmot tak głośny, że zdawał się poruszać moimi tkankami. Przepełniały mnie jednocześnie zachwyt, fascynacja i ukryty, pierwotny lęk. To zadziwiające, jak wielką moc kryła w sobie natura.
Obserwowałam to widowisko z rozdziawionym pyszczkiem tak długo, aż poczułam, że jestem już całkowicie mokra. Deszcz wsiąknął w moje futro, nie pozostawiając na mnie ani jednego suchego włoska, przez co wyglądałam jak mokry szczur. Spojrzałam na Ritę, dla której pogoda nie była łaskawsza. Zasugerowałam, że powinnyśmy udać się w jakieś suchsze miejsce i tak też uczyniłyśmy.
*
Będąc u wejścia jaskini, otrzepałyśmy futra, by nie zmoczyć dalszych jej części. Wszystko wskazywało na to, iż była ona niezamieszkana – nie udało nam się znaleźć żadnych śladów po posiłku czy nawet zapachu ewentualnego lokatora. 
Wyciągnęłam się na ziemi, wystawiając brzuch do góry, by mógł szybciej wyschnąć. Spojrzałam tęsknym wzrokiem w stronę wylotu z jaskini. Niebo wciąż pokrywały ciężkie, ciemne chmury i nic nie wskazywało na to, by miało się przejaśnić.
- Wygląda na to, że utknęłyśmy tu na dłużej – oznajmiła Rita, wzdychając ciężko. Najwyraźniej była tak samo rozczarowana pogodą, jak ja.
- Taaak – odparłam, ziewając przy tym. – Hm, a może opowiesz jakąś historię? Tak dla zabicia czasu – Zaproponowałam.

(Rita?)

niedziela, 19 marca 2017

Od Cany CD opowiadania Floxii

- Pewnie! – Lisiczka z entuzjazmem poparła propozycję Floxii, całkowicie zapominając o znalezionym kamyku.
Łapy poniosły je dość daleko – dotarły bowiem aż do Opuszczonej Wioski. Możliwe, że inne lisy, znalazłszy się w nieznanej sobie lokacji, okazałyby niepewność. Jednak nie Cana i Floxia! Lisiczki były ruinami zachwycone.
Cana wdrapała się nawet na szczyt jednego ze zniszczałych budynków, gdzie udało jej się znaleźć ptasie gniazdo, w którym czekało na nią kilka niebieskich, nakrapianych jaj.
- Floxia! – Krzyknęła uradowana. – Znalazłam coś do jedzenia! 
- Już idę! – Usłyszała Cana gdzieś za swoimi plecami.
Po chwili rudo-czarna sylwetka wychynęła spomiędzy budynków, po czym zwinnie wskoczyła na murek, by dołączyć do Cany.
Ruda ostrożnie chwyciła zębami jedno jajko, po czym powoli je rozgryzła. Zmrużyła oczy z przyjemności, gdy poczuła na języku smak żółtka. Nasyciła już swój apetyt, więc, czekając, aż Floxia zakończy posiłek, wbiła spojrzenie w betonowy murek.
Pokrywała go siateczka dziwacznych wgłębień, które wyglądały, jakby zostały celowo naniesione na ścianę. Przypominały jakiś alfabet, którego lisiczka nie znała. Mimo tego, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że gdzieś już takie znaki widziała.
Uruchomiła wszystkie trybiki w mózgu, próbując sobie przypomnieć, gdzie też mogła się na owe znaki natknąć. Nagle ją olśniło!
Wyplątała z futra kamień, który wcześniej znalazła i przyjrzała mu się dokładnie. Rzeczywiście, część liter wyglądała niemal identycznie jak na murze.
- O kurczę – wymsknęło jej się.
(Floxia?)

Od Cany CD opowiadania Rity

Zadane przez lisicę pytanie trochę zbiło mnie z tropu. Przygryzłam się w policzek, co często zdarza mi się w sytuacji, gdy muszę zmusić mózg do działania. 
Może Ty opowiesz coś o sobie? Jak odpowiedzieć na takie pytanie? Moja przeszłość nie wydawała mi się czymś wartym uwagi.
- Ech, nie mam chyba zbyt wiele do powiedzenia – wydusiłam w końcu, uśmiechając się przy tym lekko. – Jestem chyba najnudniejszym lisem, jakiego zdarzyło Ci się spotkać.
Zauważyłam, że Rita lekko rozchyliła wargi – prawdopodobnie chciała coś powiedzieć. Nagle jednak powietrze przeszył dźwięk odległego grzmotu, co odciągnęło nasze umysły od poprzedniego tematu rozmowy.
- Ech, ta marcowa pogoda – mruknęłam pod nosem. 
Spojrzałam na niebo. Ciemne chmury były jeszcze daleko na horyzoncie, ewidentnie jednak zmierzały w naszą stronę. Smętnym wzrokiem omiotłam błękitne niebo, chcąc nacieszyć się nim, zanim pokryje się szarugą.
Ciepły wiaterek przerodził się w chłodny wiatr, który zaczął rozwiewać nasze futra. Spojrzałam na moją towarzyszkę rozmowy, próbując wymóżdżyć, co też planuje ona w tej sytuacji zrobić.
(Rita?)

środa, 15 marca 2017

Od Cany CD opowiadania Floxii

- Cana – odparła krótko. Gdy stwierdziła, że tak niewyszukane powitanie mogło zabrzmieć zbyt chłodno, ociepliła swoje oblicze uśmiechem i kilkukrotnie przecięła ogonem powietrze.
Futro nieznajomej, teraz ociekające wodą, miało dość rzadko spotykany, czarno-rudy kolor. Cana zauważyła, że lisica porusza niespokojnie… właściwie każdym mięśniem w ciele. Tryskała energią, co wprawiło rudofutrą w niewielkie zakłopotanie.
Cana oblizała nerwowo nos.
- Miło mi cię poznać! – Wykrzyknęła lisica.
- Mnie również – odparła, siląc się na uśmiech. Czuła się w tej sytuacji dość niekomfortowo.
Floxia zmrużyła na chwilę oczy i zmarszczyła nosek, jakby nad czymś intensywnie myślała.
- Może chcesz wskoczyć do wody? – Zaproponowała, wychlapując trochę chłodnej cieczy w stronę Cany, aby ją zachęcić.
Cana poczuła się całą tą sytuacją odrobinę onieśmielona, popołudniowe słońce sprawiało jednak, że kąpiel rzeczywiście wydawała się jej dobrym pomysłem. Zanurzyła ostrożnie przednią łapę w wodzie, by sprawdzić jej temperaturę. Zerknęła jeszcze raz na Floxię, która teraz próbowała dodać jej odwagi zachęcającym spojrzeniem.
Coś w tym spojrzeniu sprawiło, że Canie puściły hamulce. Wbiegła do strumienia z impetem, a powietrze wypełniły setki drobnych kropelek. Czarno-ruda ochlapała ją wodą, toteż na ciele Cany nie pozostał już żaden suchy włos.
Rudofutra nie chciała pozostawać jej dłużna i posłała w stronę Floxii sporą falę. Chlapały się tak przez ładnych parę minut, aż w końcu Canie zabrakło tchu.
- Wiesz, właściwie, to jestem tu nowa – oznajmiła, dysząc przy tym ciężko. – A Ty? Od dawna tu jesteś? – Zapytała, wychodząc na brzeg.
Otrzepała futro i ułożyła się na nagrzanym słońcem kamieniu, czekając na odpowiedź.

(Floxia?)

Od Cany CD opowiadania Rity

Posłałam szczeniętom ciepłe spojrzenie, po czym ponownie przeniosłam wzrok na nowo poznaną lisicę.
- Hm, właściwie, to nie za bardzo orientuję się tu w terenie. Wiesz może, gdzie tu jest jakiś… strumyk, jeziorko? No wiesz, wodopój – wydusiłam z siebie, by przerwać niezręczną ciszę, jaka nastała między nami. Nie miałam realnej potrzeby skorzystania z wodopoju, jednak nie zaszkodzi poznać jego lokalizacji; ta wiedza z pewnością przyda mi się w najbliższej przyszłości.
Uśmiech na pyszczku Rity poszerzył się. Zauważyłam, że lekko przygryzła wargę w zamyśleniu i wykorzystałam tę krótką chwilę, by przyjrzeć się lisicy. Jej nietypowe umaszczenie sprawiało, że ciężko było oderwać od niej wzrok. Rude futro tworzyło charakterystyczną maskę na pysku Rity, jednak gdzie indziej występowało raczej w skąpych ilościach. Większa część jej ciała pokryta była srebrnobiałym włosem. Nigdy wcześniej nie widziałam tak umaszczonego lisa.
- Widzisz te krzaki? – Zapytała w końcu, wskazując nosem w stronę skupiska młodych roślin. – Musisz do nich dojść, potem skręcić w lewo, aż do dużego kamienia. Wyjdź później z lasu i… A z resztą, co ja się będę produkować – przerwała, widząc wyraz zmieszania na moim pysku. – Zaprowadzę cię tam.
Uśmiechnęłam się do niej ciepło.
- Och, to bardzo miło z twojej strony – zapewniłam ją, a końcówka mojego ogona lekko drgnęła. - Ale poradzę też sobie sama, jeśli miałabym ci sprawić w ten sposób kłopot.
- Niee, chętnie się przejdę – oznajmiła, a w jej głosie dało się wyczuć entuzjazm. – Bjorn, Morgenstern! Idziemy nad jezioro!
Młode liski wyłoniły się z pobliskich roślin, całe pokryte elementami ściółki leśnej, zziajane i szczęśliwe. Widać dobrze się bawiły.
Ruszyłyśmy wydeptaną ścieżką, a szczenięta podążyły za nami. Po chwili zapadła między nami cisza, co wydawało mi się dość niezręczne.
- Może opowiesz mi coś o sobie? Jak trafiłaś do tego stada? – Zagaiłam.
(Rita?)

poniedziałek, 13 marca 2017

Od Cany

Ruda kita przeczesała soczyście zieloną trawę, podnosząc z niej kilka zaschniętych źdźbeł. Lisiczka jednak nie przejmowała się w tym momencie stanem swojego futra. Każdy mięsień jej ciała czekał napięty na sygnał, by ruszyć do ataku. Z wyposażonego w komplet białych zębów pyska wystawał teraz różowiutki język, a na twarzy Cany malował się wyraz skupienia. Jej uszy, skierowane w stronę ofiary, zdolne były wychwycić nawet najcichszy szmer. Nie docierał jednak do nich słodki śpiew ptaków ani delikatny szmer wiosennego wiatru. Świat poza niewielką nornicą nie istniał w tym momencie dla Cany.
Przestąpiła nerwowo z łapy na łapę, upewniając się, że przybrała prawidłową postawę.
Wystrzeliła w powietrze, a jej rude futro zalśniło w porannym słońcu niczym rozbłysk ognia. W ułamku sekundy nornica straciła życie w szczękach Cany, zanim jednak dokonała żywota, zdążyła wydać z siebie przejmujący pisk.
Ciepła, świeża krew wypełniła pysk lisicy. Cana przytrzymała zdobycz w pysku przez kilka chwil, by jak najdłużej rozkoszować się jej smakiem, po czym połknęła ciepłe jeszcze ciałko.
Zlizała z białego pyszczka resztki posoki.
Teraz, z pełnym brzuchem, była zadowolona. Omiotła okolicę spojrzeniem, zastanawiając się, czym mogłaby się w tym momencie zająć. Jej wzrok spoczął jednak na nieznajomym lisie (albo lisicy), który przyglądał się jej z odległości nie większej niż piętnaście metrów.
Zaklęła w duchu. Jak mogła pozwolić się tak podejść? Czyżby wtargnęła na cudze terytorium? Fakt, od kilku dni co chwilę napotykała lisi zapach wśród traw, uznała jednak, że to tylko inni włóczędzy.
Przełknęła głośno ślinę, chcąc dodać sobie odwagi i spojrzała nieznajomemu prosto w oczy, jakby rzucała mu nieme wyzwanie.
- Nie szukam kłopotów - oznajmiła, oczyszczając wcześniej gardło. Musiała włożyć sporo energii w swoją wypowiedź, by głos jej nie zadrżał. Wobec nieznajomych była bowiem nieśmiała, a fakt, że od pewnego czasu żyła w samotności, nie poprawiał jej sytuacji. - Jestem Cana - przedstawiła się, chcąc okazać, że nie ma złych zamiarów.

(Ktoś?)

Nowy lis!

Powitajmy na naszych terenach pozytywną Cannę!