środa, 15 marca 2017
Od Alegorii C.D R.
-Nie wiem. - R. odparł krótko, po czym rozejrzał się dookoła.
-Ja też. - spuściłam głowę, wbijając żenujące spojrzenie w ziemię. W mojej głowie wirowało pytanie "Po co w ogóle tutaj szliśmy?", a wraz z nim dręczyło mnie pełno wątpliwości, ale przecież R. miał chorą łapę. Przynajmniej wyzdrowiał. Teraz musimy siedzieć i rozgryźć, co dokładnie ów bożek chce nam przekazać i zastanowić się nad tym, czego w głębi pragniemy najbardziej.
-Co byście chcieli, jaki był cel waszej wędrówki? - lis o srebrzystobiałym futrze przerwał ciszę, unosząc swój piękny, puszysty ogon.
R. milczał, tylko ciągle mierzył wzrokiem nieznajomego, dlatego z tego powodu ja zdecydowałam się odpowiedzieć, choć sama dokładnie nie wiedziałam, co takiego mam rzec.
-Otóż...- zaczęłam nieśmiało, lekko unosząc łeb - Właściwie nie było konkretnego celu. Musieliśmy zaradzić coś ranie R., która stawała się coraz groźniejsza i właśnie podróż tutaj wydawała się być jedynym, najbliższym ratunkiem.
Bożek tylko spojrzał się na mnie z góry, po czym zgodnie kiwnął głową. Nie wiedziałam za bardzo, co mam robić, więc w ciszy oczekiwałam na odpowiedź w nerwach zaciskałam język.
-Skoro nie wiecie, czego chcecie to nie wiem czy mogę wam pomóc. - wzruszył ramionami po chwili namysłu. - To, czego chcieliście najbardziej się stało. Przynajmniej dla ciebie, Alegorio. - mruknął, gwałtownie spoglądając się w moją stronę.
-Przyjacielskie oddanie, martwiłam się o niego. - powiedziałam z powagą.
-Przyjacielskie? - spytał, podejrzliwe mrużąc oczy.
Nie odpowiedziałam, zaczęłam się poważnie zastanowić, czy potwierdzić to, co powiedział bożek. Jednak nie mogłam, bo nie byłam tego pewna, jednak ostatecznie kiwnęłam głową, mając nadzieję, że nie wykryje tego, że nie jestem do końca szczera. W tym samym momencie R. zerknął w moją stronę i wyszczerzył oczy, co spowodowało, że nieco się zawstydziłam.
R.?
moja wena nie żyje ay
piątek, 10 marca 2017
Od Alegorii CD Rity
-Co takiego? - zapytała, w jej głosie można było można usłyszeć nutę ciekawości.
-Może postaram się czegoś dowiedzieć o tamtym miejscu. Może inne lisy coś wiedzą. - powiedziałam.
-O, byłabym wdzięczna. - rzekła, rozciągając się.
-Jasne, wiadomo, że trzeba wiedzieć jak najwięcej o swoim wrogu. - mruknęłam.
Rita przytaknęła głową, poprawiając swoje futro. Położyłam się na plecy na miękkiej trawie, było bardzo przyjemnie.
-Co robimy? - zapytałam przyjaznym tonem.
Rita?:v
moja wena umarła
czwartek, 9 marca 2017
Od Alegorii CD R.
-Nie wiem. - wzruszył ramionami. - Być może w tej kaplicy będzie coś, czego najbardziej potrzebujemy i pragniemy. - mruknął, przysiadając na miękkiej trawie.
Usiadłam na przeciwko niego i wbiłam wzrok w ziemię.
-Coś się stało? - spytał, ruszając wcześniej zranioną łapą. Uważnie się jej przyglądał, najwyraźniej już go nie bolała. Poza tym nie było śladu żadnej rany.
-Nie, jest tutaj pięknie, ale nie wiem, czego tak naprawdę chcę. - położyłam uszy i posmutniałam. - Może na niezdecydowanych czeka jakaś kara? - nachodził mnie cień wątpliwości.
-Ja też nie wiem. - spojrzał się w górę i głośno westchnął. Chodźmy już do tej kaplicy, musimy coś tam zastać. - wstał, po czym skierował się w stronę małej kapliczki. Była szklana i wydawało się, że w środku niczego nie ma, ale szczerze w to wątpiliśmy.
-Wchodzimy razem, czy pojedynczo? - zapytałam, gdy staliśmy tuż przed małymi drzwiczkami ze szkła.
R. nie wiedział,co ma odpowiedzieć, po chwili namysłu zdobył się na wykrztuszenie jakiś słów.
-Chyba pojedynczo. Idź pierwsza. Będę tutaj czekał. - powiedział.
Wzięłam głęboki oddech, po czym uchyliłam drzwi. Weszłam do ciemnego pomieszczenia, a drzwi zatrzasnęły się tuż za mną. Nie widziałam nic, dookoła panował absolutny mrok. W końcu wyłonił mi się niewielki lis, którego śnieżnobiałe futro mieniło się na wszystkie strony. Czy to miłość było tym, co chciałam? Nie.
-Witaj. Jestem bożkiem. Przybyłaś tu, czego dokładnie poszukujesz? - zapytał, miał anielski głos.
-Nie wiem. Jest ze mną mój przyjaciel, on również chce tutaj wejść, ale stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jak wejdziemy pojedynczo. - mówiłam, byłam trochę oszołomiona.
-Niech wejdzie. Przyprowadź go tu. - mruknął i kiwnął głową.
-Jasne. - odparłam, po czym szybko przyprowadziłam R.
R.?
Od Alegorii CD Rity
Uśmiechnęłam się do niej, po czym walnęłam się na miękką, zieloną trawę i ułożyłam łeb wśród rosnących tu różowo-białych, malutkich stokrotek. Zerwałam jedną i schowałam sobie za ucho i dumnie wyszczerzyłam zęby.
-W ogóle, jak daleko jest stąd twój brat? - spoważniałam, podniosłam się z ziemi i zrzuciłam małego kwiatka, który leżał za moim uchem. Otrzepałam się z kawałków trawy. Chciałam pomóc lisicy.
Rita?
środa, 8 marca 2017
Od Alegorii CD R.
-R. - wykrztusiłam, wciąż uważnie się rozglądając.
-Tak? - spytał ze skrzywioną miną, najwyraźniej ból łapy wciąż dawał się we znaki.
-Tu jest tak pięknie. - powiedziałam, wstrzymując oddech. Być może paplałam kompletnie bez sensu, ale ogromnie wrażenie wywarła na mnie świątynia.
-Wiem, ale piękno nieraz bywa zdradliwe. - mruknął, po czym nakazał mi się zatrzymać. Wziął kamień w zdrową łapę i rzucił go, nic się nie stało.
-Ruszajmy. - powiedziałam dość głośno, to wszystko przez to, że ekscytacja wewnątrz mnie rosła. Emocje powoli zaczęły mnie unosić, choć wiedziałam, że powinnam z tym walczyć i zachować absolutny spokój oraz ciszę. Gdy ścieżka z pozłacanych kamieni się skończyła staliśmy tuż przed całkiem sporymi białymi schodami, na których szczycie dumnie stały cztery kolumny, całe ze złota.
-Wow. - szepnęłam, R. jeszcze zdrową łapą zdołał walnąć się w czoło i przewrócić oczami.
-Ej. - walnęłam go lekko łapą w bark, a na moim pysku namalował się delikatny uśmiech.
-Dobrze, dobrze. Już cisza i nie przeżywaj. Zaraz powinny "spełnić się nasze marzenia". - to ostatnie powiedział nieco bez przekonania z udawaną ekscytacją. Wyszło mu to całkiem nieźle.
Szybko pokonaliśmy schody, choć R. musiał trochę powalczyć z bólem łapy.W końcu stanęliśmy przed ogromnymi drzwiami z marmuru obficie zdobionymi różnymi elementami ze złota. Klamka również wykonana była z tego surowca.
-Otwieramy, Remusie? - zapytałam z uśmiechem, wpatrując się prosto w oczy R. Moje spojrzenie przepełnione było nadzieją i radością.
R.?
Od Alegorii CD Rity
-Naprawdę? - spytała, chyba nie dowierzała.
-No, tak. - przytaknęłam z uśmiechem, przybliżając się do świecących promieni słonia, dzięki którym odczuwałam na swojej skórze bardzo przyjemne ciepło.
-Później może do tego wrócimy, dobrze? - spytała lisica, na co ja zgodnie kiwnęłam głową. - W każdym razie, opowiadaj mi teraz swoją historię! - dodała promiennie się uśmiechając.
-No dobrze. - westchnęłam. - Nie znałam swoich rodziców. Wiem, że moi rodzice pochodzili z dwóch zupełnie innych rywalizujących ze sobą stad. Moja matka była córką przywódcy, należała do stada lisów polarnych i sama była jednym z nich. Jej ojciec był bardzo stanowczy i konsekwentny, wydał ją za mąż za ponurego lisa. Bardzo broniła się przed zawarciem tego małżeństwa, ale do ślubu doszło. Cierpiała bardzo. Wymykała się w głąb lasu, te wędrówki były dla niej jedyną przyjemnością. Tam też poznała tajemniczego podróżnika, jakże uroczego lisa. Doszło do romansu, moja matka zaszła w ciążę. Wmówiła swemu małżonkowi, że spodziewają się potomkami. Urodziły się dwa małe lisy, ja wraz z moją siostrą. Zupełnie różniłam się od całego stada, byłam szara. W rodzinie mojej matki i jej niechcianego męża nie było nikogo takiego. Wtem pojawił się mój ojciec, przedstawiciel lisa srebrnego. Wszystko wyszło na jaw. Moja siostrzyczka została zamordowana, ojciec również. Matka została brutalnie pobita przez niechcianego małżonka. Uciekała, zaniosła mnie jak najdalej od stada. Sama w wyniku obrażeń zmarła. Ja miałam wiele szczęścia, odnalazła mnie stara i mądra lisica, dawna wojowniczka i medyczka. Nauczyła wszystkiego, co potrafiła. Gdy zmarła godnie ją pożegnałam i odeszłam, aż trafiłam tutaj. Wiele jej zawdzięczam. I tyle. - zakończyłam moją historię, z uśmiechem spoglądając na Ritę, choć w głębi wciąż dręczyła mnie tęsknota do rodziców, których praktycznie nie pamiętam. Moją historię opowiedziała mi właśnie ta lisica, która niegdyś była na tyle litościwa i zgodziła się mną zaopiekować. Zawsze żałowałam, że nie mogłam ich poznać, ale nieważne. Moja nowa koleżanka patrzyła się na mnie z lekkim osłupieniem, najwyraźniej próbowała zebrać jakieś taktowne słowa.
Rita?
wtorek, 7 marca 2017
Od Alegorii CD opowiadania R.
-Powinieneś spać. - powiedziałam szeptem do R.- dobrze ci to zrobi. - kontynuowałam.
-A ty, czemu nie śpisz? - mruknął.
-Myślę, pewne wątpliwości nie dają mi spokoju. - przekręciłam oczami, miałam smutny wyraz pyszczka.
-Jakie? Ja też myślę. - westchnął, opuszczając uszy.
-A ty? - uniosłam łeb i skierowałam w R. pytające spojrzenie.
-Pierwszy zadałem pytanie, poza tym panie mają pierwszeństwo. - mimo zmęczenia i bólu uśmiechnął się.
-Nie wiem, co tam znajdę. Czy to prawda, choć te wszystkie pułapki i tunele są dość wiarygodne. Skoro tak to wyglądało to musi to prowadzić do czegoś większego. Ale nawet gdy tam dojdziemy? Co ja tak naprawdę znajdę? Nie wiem, czego do końca pragnę. - wbiłam wzrok w ziemię. - A jeżeli nie będzie tam lekarstwa? I to wszystko pójdzie na marne? Od kiedy się wierzy w legendy? - westchnęłam. - Ale teraz się nie poddamy, skoro już niedaleko. Pół godziny drogi stąd i powinniśmy być, tak mi się zdaje. - dodałam, głęboko wzdychając.
R.?
poniedziałek, 6 marca 2017
Od Alegorii CD opowiadania R.
-Pospieszmy się, pogarsza się. - stwierdziłam ponuro. W końcu zatarcie o bruk nie poprawiło sytuacji. Zobaczyłam, jak lis z trudem się unosi. Miał zamknięte oczy i zacisnięte zęby, musiało mu to sprawiać niemały ból.
-Pomóc ci iść? - spytałam troskliwie.
-Nie, dam radę. - syknął, kulał.
Wzruszyłam ramionami, normalnie zaczęłabym nalegać, ale nie było na to czasu. Powoli zmierzaliśmy do przodu. Usłyszałam jakiś szelest, natychmiast się zatrzymaliśmy i zaczęliśmy się rozglądać. Nastała cisza. Rzuciłam kamyk do przodu, z kamiennych ścian wysunęły się jakieś tuby, z których wydobył się ogień.
-No ładnie. - powiedziałam, a w moich oczach odbiły się płomienie o jakże ostrych barwach. Rzuciłam jeszcze jeden odłamek skalny, dla pewności. Nic się nie stało, więc ruszyliśmy przed siebie.
Dotarliśmy na jakąś łąkę, na której również znajdowało się wiele skarbów, lecz to nie była Świątynia Wisielca - z legendy wynikało, że to, czego szukamy to budowla ze złotymi kolumnami, dlatego stwierdziliśmy, że nie niczego stąd nie ruszamy, bo to może być kolejna pułapka, a ostrożnie podążaliśmy do przodu.
R.?
Od Alegorii CD opowiadania Rity
-Chyba te słowa mają jakiś większy sens. - lisica nieśmiało się zaśmiała.
-Tak i to ogromny. - kiwnęłam głową z promiennym uśmiechem. - Tak jak zawsze musi być gorzej, aby było lepiej. - mruknęłam.
-To rzeczywiście prawda.
-Cieszę się, że Cię poznałam. - powiedziałam, chciałam przedstawić się mojej nowej znajomej jako przyjazna wojowniczka. - Opowiedz mi coś o sobie. - położyłam się na miękkiej, jeszcze lekko wilgotnej trawie zakładając łąpę na łapę i kątem oka spoglądając na Ritę.
Rita?
brak weny
Od Alegorii cd opowiadania R.
Byłam trochę zmieszana, ale ostatecznie promiennie się uśmiechnęłam.
-To tak na wszelki wypadek? Chociaż myślę, że wrócimy. - powiedziałam nieśmiało łagodnym tonem.
R. puścił mi oczko, a ja cicho się zaśmiałam.
-Ruszajmy, niewiadomo jak długo będziesz mógł iść. - powiedziałam, odzyskując zdrowy rozsądek. Mój głos przepełniony był troską, ale również powagą. - Mam nadzieję, że nie będzie tak źle. - dodałam, kierując spojrzenie na zranioną łapę mojego towarzysza.
-Nie będzie. - uśmiechnął się ciepło.
Powoli szliśmy przed siebie, uważnie się rozglądając i nasłuchując. Czułam zimno, które drażniło moje poduszki łap ze strony podłoża, lecz mimo to było miękko. Chodzenie po mchu było bardzo przyjemne. Zmierzaliśmy do przodu, tunel był dziwny. Zbudowany był z roślin, były to głównie cierniste gałęzie z pięknymi kwiatami, które kusiły, aby je zerwać.
-To jakieś podejrzane. - mruknął R.
-Miejmy się na baczności. - zgodnie kiwnęłam głową. - Pewnie są trujące. - szepnęłam, wskazując wzorkiem na piękne kwiaty.
W pewnym momencie z roślin, które tworzyły tunel rozległ się jakiś szelest. Wyszczerzyłam zęby, oczekując jakiegoś przeciwnika. Wybiegł z nich tylko czarny szczur. Odetchnęłam z ulgą.
-Szczerze? Trochę się przestraszyłam. - sapnęłam. W końcu przejście zbudowane z różnych roślin zaczęło kierować nas pod ziemię. Zniżaliśmy się, aż w końcu z mchu przeszliśmy na twarde, chłodne skały. Naszym oczom ukazalo się jakieś jaskiniowe jeziorko, nie wiedziałam, jak to nazwać. Był to zbiornik wodny, na którym w niedalekich odstępach od siebie ułożone były skały, które najwyraźniej miały stanowić przejście na drugą stronę. Wzięłam jakiś odłamek skalny i celnie rzuciłam na jedną z nich. Nic się nie stało. Wzruszyłam ramionami i pytająco popatrzyłam się na R., po czym oznajmiłam, że pójdę pierwsza. Wskoczyłam na skałę, nic się nie stało. Potem na drugą, trzecią i tak dalej, aż znalazłam się po drugiej stronie. Byłam zdziwiona.
-To za łatwo poszło. - syknęłam cicho do R., który wciąż znajdował się przy pierwszym brzegu.
R.?
Od Alegorii cd opowiadania R.
Lis tylko kiwnął głową, miał przez cały czas zmrużone oczy. Opierał się o skałę, sprawiał wrażenie bardzo słabego. Byłam zbyt zdenerwowana skarbem i tym wszystkim, że nie zwróciłam uwagi na stan R. Dopiero po chwili doszło do mnie, że z lisem jest coraz gorzej. Podbiegłam do niego i ostrożnie dotknęłam łapy, a on wydał z siebie przerażający ryk.
-Piecze. - wykrztusił i upadł na ścianę.
-Nie wygląda to dobrze. - stanowczo pokręciłam głową. - Nie ma opcji, abyśmy poszli do tamtej świątyni. Trzeba znaleźć jak najszybsze wyjście stąd i zapomnieć o tym, co tu widzieliśmy. Potrzebujesz pomocy lekarskiej. - rzekłam pewnie. Wiedziałam, że muszę zachować zdrowy rozsądek, bo sytuacja robiła się coraz bardziej poważna.
-Chodźmy do tej Świątyni. To jest dość ważna sprawa, nie uważasz? - mówił cicho, najwyraźniej było mu ciężko.
-R., nie rozumiesz, że musisz otrzymać pomoc medyczną? Ja się na tym nie znam, tutaj nie ma nawet żadnych roślin, tak to mogłabym znaleźć jakieś lecznicze zioła i owinąć Twoją łapę, przynajmniej ukoiłabym ból, który najwyraźniej się nasila.
R. powoli tracił przytomność. Rana wyglądała dośc poważnie. W tym momencie przypomniała mi się pewna historia z młodości.
-Moja opiekunka, stara i mądra lisica opowiadała mi historię pewnego lisa, który znalazł skarb, choć potem odkrył coś znacznie cenniejszego.
"Żył niegdyś pewien lis, odważny i jakże mężny. Wierzył w skarb i wiele lat go poszukiwał. W końcu, po długoletnich wędrówkach znalazł to, o czym tak marzył. Pełno klejnotów, złotych kielichów, świeczników i biżuterię oraz tysiące błyszczących monet. Jednak znalazł list, w którym zabroniono mu ruszać drogocennych przedmiotów. Skrawek papieru nakazywał mu udać się do jakiejś świątyni. Posłuchał się, na szczęście. Dotarł tam i odkrył coś znacznie bardziej wartościowego. Piękną lisicę i mapę do ogromnej jaskini, która położona była w najbezpieczniejszej, najpiękniejszej i najbardziej obfitej w bogactwa naturalnej krainie. Okazało się, że tego pragnął najbardziej. Stworzył z nią rodzinę i żył długo i szczęśliwe. Legenda głosi, że jeżeli ktoś dotrze do ów świątyni, tam będzie to, czego najbardziej się potrzebuje.
-Wiem! - krzyknęłam po wypowiedzeniu legendy. - Tam musi być lek, jeżeli ta legenda to prawda. - powiedziałam pewnie.
-A masz jakąs pewność, że to nie są żadne bujdy? - mruknął.
-Nie, ale co innego możemy zrobić? Skoro nie ma stąd drogi do domu? - powiedziałam.
Wyjęłam dwie fiolki z kolorowym płynem. Jedną wcisnęłam R. - była to fiołka nadziei. Sama wypiłam Czerwone Wino, aby jak coś ulegać R. Wiedziałam, że muszę mu zawsze pomagać. Potem dopiłam fiolkę odwagi, aby mi jej nie zabrakło.
-Ruszamy? - szepnęłam do słabnącego lisa.
R.?
Od Alegorii cd opowiadania Rity
-To fakt. - mruknęłam. - Choć chyba stanie pod drzewem w taką burzę to nienajlepszy pomysł. - powiedziałam, po czym uniosłam uszy do góry. Spojrzałam się w ciemnogranatowe niebo. Krople deszczu waliły o ziemię z wielką siłą, a moje futro rozwiewał zimny i jakże silny wiatr. Moje uszy podrażnił ogromny huk niedaleko stąd. Piorun uderzył o ziemię.
Rita rozejrzała się dookoła, po czym kwinęła głową przyznając mi rację.
-Jeżeli chcesz, możemy iść do mnie. - zaproponowałam z lekkim uśmiechem. - Mieszkam niedaleko stąd, poza tym warto byłoby się poznać, w końcu należymy do jednej sfory. - dodałam, robiąc szybki krok do przodu.
Lisicia chyba się wahała, w końcu wyprawa do obcego domu z nieznajomą lisicą wcale nie było oczywiste. Ostatecznie, po chwili namysłu zgodziła się. Uśmiechnęłam się, rozumiałam, że wcale nie była przekonana - w końcu się nie znałyśmy.
-Należysz do stada od niedawna? - powiedziałam. Szłyśmy szybkim krokiem, mój dom był oddalony od nas o zaledwie kikkaset metrów.
-Tak, nie minęło wiele czasu odkąd się tu pojawiłam. - odpowiedziała.
Burza zaczęła się nasilać, wyładowywania atmosferyczne były coraz ostrzejsze. Na szczęście szybko znalazłyśmy się w domu. Otrzepałyśmy się przed wejściem, byłyśmy przemoczone.
Podałam lisicy dwa koce: jeden do wytarcia, a drugi do ogrzania. Wyjęłam z kryjówki kawalek sporego zająca, którego upolowałam kilka godzin temu.
-Dziękuję. - podziękowała z uśmiechem.
-Powiedz mi, czym się zajmujesz? - spytałam, chcąc jakoś zacząć rozmowę i dowiedzieć się czegoś o Ricie.
sobota, 4 marca 2017
Od Alegorii cd opowiadania R.
-To co, ruszamy? - szepnęłam rozglądając się, szukając wzrokiem błyszczących ślepi lisa.
-Nie mamy wyboru. - mruknął, po czym szturchnął mnie nosem - dał znak, że ruszamy.
R. szedł przede mną, kroki stawiał bardzo wolno i ostrożnie. Starałam się iść jak najszybciej, nie chciałam nadepnąć na żaden kamień - nie chciałabym rozciąć sobie poduszek u łap ani narobić zbędnego hałasu. Moje uszy były wysoko uniesione, żaden hałas nie mógł mi umknąć. Mimo to czułam się dość niepewnie z powodu ciemności, jedyne co widziałam to migoczące co chwilę światło oraz ciemną sylwetkę lisa przede mną. Z każdym krokiem byliśmy coraz bliżej tajemniczych błysków. W końcu R. zatrzymał się, ja tuż za nim uczyniłam to samo.
-Teraz musimy być bardzo ostrożni. - szepnął, po czym uważnie ruszył do przodu, jeszcze wolniej niż przedtem.
Po zrobieniu zaledwie kilku kroków zatrzymał się i cicho rzekł "Jest tu kto?". Panowała cisza, jedyne co się odezwało to echo. Lis powtórzył i uważnie się rozejrzał, ja nasłuchiwałam i rozglądałam się. Czułam, że nos wysechł mi na wiór. Odetchnęłam głęboko.
-Chyba droga wolna. - mruknęłam, po czym zbliżyliśmy się do błyskotek. Naszym oczom ukazały się przeróżne, drogocenne przedmioty. Szafiry, które mieniły się na wszystkie strony, pełno złotych monet, stare kielichy i świeczniki, a oprócz tego znajdowało się tam mnóstwo wspaniałej biżuterii wykonanej ze złota i srebra, obficie zdobionej różnymi kamieniami.
Obaj otworzyliśmy szeroko pyski ze zdumienia. Chwilę po tym dostrzegłam jakiś liścik szczelnie zawinięty w rulon, przewiązany czerwoną wstążką.
-Spójrz. - powiedziałam do R. i pyskiem pokazałam ów skrawek papieru leżący przy skarbie.
R.?
czwartek, 16 lutego 2017
Od Alegorii cd opowiadania R.
-No trudno. - westchnęłam, kierując się powoli w kierunku wyjścia. Po pokonaniu kilku metrów odwróciłam się za siebie, chciałam sprawdzić, czy R. podąża za mną. W ciemnościach wypatrywałam sylwetki lisa, lecz niczego nie widziałam. Nawet odbicia jego oczu.
-R.?- powiedziałam niepewnie, rozglądając się nerwowo.
Nikt nie odpowiedział, zaczęłam powtarzać wołania, z każdą sekundą nerwy rosły, bałam się o lisa, choć raczej by sobie poradził w razie kłopotów. Natychmiast się zawróciłam i ostrożnie stąpałam do przodu, uważnie nasłuchując i mrużyć oczy. Widziałam, że muszę być uważna.
Zauważyłam, że tunel wcale nie jest zawalony. R. kłamał, co go do tego nakłoniło? Nim zdążyłam wpaść na jakiś pomysł gwałtownie odskoczyłam do tyłu, a wszystko przez to, że moim oczom ukazały się szczątki jakiegoś lisa. Przerażona zaczęłam się rozglądać i nawoływać lisa, choć już nieco ciszej niż przedtem. Poszłam do przodu, choć trochę się bałam. Kilka metrów dalej leżał R., ledwo się podniósł. Nie krwawił, choć miał małą ranę na łapie. Był wyraźnie oszołomiony.
-Co się stało? - powiedziałam spanikowana, po czym zaczęłam trzymać mojego towarzysza i szybkim krokiem zmierzać do wyjścia.
sobota, 11 lutego 2017
Od Alegorii cd opowiadania R.
-Nigy nie widziałem czegoś takiego. - R. pokręcił głową i wciąż wtapiał wzrok w tajemnicze stworzenie.
-Ja też nie, może to ich jakiś bóg? Albo zmora? Ciekawe, czy takie coś istniało kiedyś naprawdę. - westchnęłam, po czym przysunęłam się do ciemnej sylwetki lisa.
-Nie mam pojęcia. - mruknął.
-Dokąd w ogóle prowadzi nas ta jaskinia? Te światło? Owiane tajemnica, lecz możemy sporo zaryzykować kierując się dalej. - powiedziałam, w moim głosie zaplątała się nić wątpliwości.
R. kiwnął głową, w ten sposób przyznając mi rację. Nie widziałam jego miny, w grocie panowały egipskie ciemności.
-Idziemy dalej? - spytałam niepewnie.
poniedziałek, 6 lutego 2017
Od Alegorii cd opowiadania R.
-Ciemno. - odparł sucho.
-Ale wcześniej, widziałam błysk, przysięgam ci! - krzyknęłam, wciąż zawzięcie się upierając.
-No dobrze, dobrze. Spokój przede wszystkim. - mówił spokojnie.
-Chodźmy tam. - zaproponowałam, była to bardzo spontaniczna decyzja.
-Nie wiadomo, co tam jest. - odpowiedział. - Warto się jakoś przekonać, czy nie ma tam jakiegoś zwierzęcia. - dodał, po czy wziął kamień i rzucił go w sam środek dziwnej jamy. Jedyne co usłyszelismy to dźwięk opadającego ułamku skalnego, który gwałtowanie uderzył o ścianę. Odczekaliśmy jeszcze chwilę, lecz wciąż panowała grobowa cisza.
-Najwyraźniej nikogo tam nie ma. - wpatrywałam się w niego jak obraz. Nie bałam się wejść do jaskini, choć miałam sporo wątpliwości, w końcu po co bezsensownie się narażać? Jednak przez głowę przebijało mi się pełno myśli, byłam tak ciekawa, co znajduje się w jej środku. Poza tym fakt, że ujrzałam blask nie dawał mi spokoju, musiałam to sprawdzić i wyjaśnić.
-Nie warto tam wchodzić po ciemku, lepiej znaleźć jakieś oświetlenie. - odezwałam się w końcu po chwili milczenia.
-Racja. - powiedział lis, przyznając mi słuszność.
Odeszłam, wzięłam jedną z pochodni, która płonęła, miała oświetlać jeszcze drogę do kina. Trzymałam ją ostrożnie w pysku, zbliżając się do lisa. Położyłam ją na chwilę na ziemi, po czym odważyłam się zadać mu pytanie:
-To co, wchodzimy?
sobota, 4 lutego 2017
Od Alegorii cd opowiadania R.
-I jak, podobało się? - spytał entuzjastycznie R.
-Tak, film był ciekawy. Miło mi się go oglądało. Ciebie chyba wciągnął, co? - zaśmiałam się.
-Nawet bardzo. - puścił oczko w moją stronę.
-To dobrze. - westchnęłam, rzucając na lisa promienny uśmiech.
Chwilę potem wymieniliśmy kilka zdań na temat ów projekcji. Byliśmy zadowoleni.
-Jeszcze cała noc przed nami. - powiedziałam spoglądając się w niebo. Przypatrywałam się małym, migoczącym gwiazdom porozrzucanym po calutkim kosmosie.
-Jakieś plany? - spytał, na jego pysku malował się lekki uśmieszek.
-Pełen spontan. - krzyknęłam, po czym pobiegłam przed siebie, zupełnie nie wiedząc, na co natrafimy i co nas spotka.
R.?
Od Alegorii cd opowiadania R.
-Nie wiem, tak jakoś. Oznaka czystości. - odpowiedziałam, puszczając mu oczko.
-Aha, rozumiem. Przynajmniej wiem, że nie mam do czynienia z brudasem. - R. zaśmiał się serdecznie, a na jego pysku pojawił się szeroki uśmiech z zębami.
-O to się nie martw. - powiedziałam, po czym przeszłam obok niego, przejeżdzając moim ogonem ponownie przy jego pysku.
Rudy na ten gest tylko przewrócił oczami i zawadiacko się uśmiechnął. Spacerowaliśmy w stronę kina, droga przebiegła spokojnie. Noc była wyjątkowo spokojona, na niebie mieniły się miliony błyszczących gwiazd. Temperatura była znośna. Śnieg błyszczał światłem odbitym od malutkich iskierek bujających się na ciemnym niebie. Po kilkunastu minutach spaceru doszliśmy do kina, na miejscu zauważyliśmy kolejkę po bilety.
-Ciekawe na jaki film trafiliśmy. - powiedziałam melodyjnym tonem, spoglądając się błyskotliwie na lisa.
-Zaraz się dowiemy. - R. szarmancko się uśmiechnął. Po wypowiedzeniu tych słów udał się w stronę tłumu do kasy w celu zakupienia biletów i otrzymania informacji o filmie.
Czekałam na niego siedząc na niewielkiej, drewnianej ławeczce uważnie rozglądając się dookoła. Po upływie zaledwie kilku minut R. podążał w moim kierunku z dwoma biletami w pysku. Zaciekawiona zeszłam z ławki i natychmiast podbiegłam do lisa, zadając mu chyba najważniejsze pytanie:
-Na jaki film się wybieramy? - krzyknęłam z entuzjazmem.
R.?
piątek, 3 lutego 2017
Od Alegorii cd opowiadania R.
Przewróciłam oczami, choć na moim pysku malował się lekki, może trochę zawiadiacki uśmiech. Po chwili wbiłam łapy w lisa, lecz nie wyciągałam pazurów.
-No złaź. - powiedziałam gróźnie, ale po chwili od razu zaczęłam się śmiać.
-Nie. - lis powiedział zdecydowanie, uśmiechając się szeroko.
Widząc ten uśmiech nie mogłam się powstrzymać i sama serdecznie się uśmiechnęłam. Śmiałam się, lecz po paru minutach zrobiło mi się ciężko i w sumie głupio się czułam, dlatego przeturlałam się na bok. Lis chyba mi odpuścił. Otrzepałam się i dumnie wstałam, lekko liżąc sobie łapę.
-Mi też tak poliżesz łapkę? - zapytał rudy, jego milutki uśmieszek przerodził się na szarmancki uśmiech, lecz oczywiście żartował.
-Haha, zabawny jesteś. - odparłam, zerkając na R. kątem oka. Grałam teraz poważną i dumną damę.
Spojrzałam się w górę, powoli się ściemniało. Poczułam, jak chłodny wiatr rozwiewa moje miękko futro, zrobiło mi się trochę zimno.
-Wkrótce zapadnie zmrok, wtedy wszystkie złe potwory wyjdą z lasu, a one tylko czyhają na takie liski jak ty. - powiedziałam z udawną troską i współczującym spojrzeniem.
-Ja się nich nie boję. - R. odpowiedział mi pewnie.
-Wiem, wiem. Ja żartuję, lecz naprawdę się ściemnia. Może lepiej wracać? Mamy kawałek od stada. - zasugerowałam spokojnym tonem.
R.?
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Od Alegorii cd opowiadania R.
-Na ogół jestem miła. - westchnęłam. - Mam dobre serce, ale lubię się przekomarzać i jeżeli ktoś jest złośliwy to mu się odwdzięczę. - parsknęłam śmiechem, rzucając krótkie spojrzenie na lisa.
-Widać. - mruknął.
-Lubię żartować, śmiać się, poznawać nowe, interesujące lisy. - po wypowiedzeniu tych słów zerknęłam kątem oka na R., a na moim pysku widniał lekki, cwaniacki uśmiech. - Czasem chcę poszaleć, porobić coś ciekawego. - rzuciłam się na plecy, upadając na miękki mech, szczerząc zęby.
-Rozumiem.- R. przysiadł obok mnie, lekko się uśmiechając.
Walnęłam go lekko łapą i moim puszystym ogonem przejechałam mu przy pysku. Znałam go słabo, sama nie wiedziałam, co dokładnie robię, ale w środku strasznie korciło mnie, aby go zaczepić.
R.?
brak weny totalny grrr