czwartek, 5 stycznia 2017
Od R.
- Oprócz błękitnego nieba - zacząłem cicho nucić, powoli idąc na przód. - Nic mi dzisiaj nie potrzeba...
Rośliny uginały się pod moim naciskiem, ja zaś zostawiałem za sobą długi ślad. Nie byłem jeszcze na tych terenach, ale wydawały się one dobre do zamieszkania, o przyjaznych warunkach. Wtem do moich nozdrzy dobiegł inny, intensywny zapach. Zamarłem. O ile się nie mylę, było to stado lisów. Niezbyt liczebne, ale były niedaleko. Zaciągnąłem się jeszcze raz, próbując określić jakie lisy znajdują się najbliżej. Gwałtownie wypuściłem powietrze z płuc.
Na oko były to dwa lisy, samiec i samica. Wydaje mi się, że samiec był tutaj dominujący, miał około... czterech lat? Druga była samica. Nie była dominująca, ale zapewne nie stała też bardzo nisko. Miała około dwóch lat. Nie byłem w stanie określić, co tam się działo. Czy właśnie zamierzam przeszkodzić w romantycznym zbliżeniu, czy zapobiec jakiejś kłótni.
Podczołgałem się bliżej tamtego miejsca, aż mogłem zauważyć rozgrywającą się scenę. Lisica leżała na ziemi i ciężko dyszała. Wyglądała na ciężarną.
- Dobry. - przywitałem się, wyskakując z trawy.
Ace? Chalize? :v
Od Chalize cd opowiadania Ace
- Uhh... - jęknęłam. - Po prostu... Nie czuję się zbyt dobrze.
- To zauważyłem. - Uniósł brew.
- Przepraszam. - Zaczerwieniłam się mocno i spuściłam głowę.
- Nic się nie stało. - odparł. - To się zdarza blisko porodu.
- Ta. - mruknęłam, trzymając się za brzuch. Wydawało mi się to nierealne, żeby niedługo miała być nas trójka. Ace, ja i nasza malutka Lizzie. Uśmiechnęłam się.
- Już dobrze? - zapytał z... troską? Przynajmniej ja tak to zinterpretowałam.
- Tak, dobrze. - odpowiedziałam. - Już dobrze.
- No. - mruknął zadowolony. - Ładnie ci w tym kwiatku.
Już chciałam otworzyć pysk, żeby mu odpowiedzieć, ale poczułam okropny ból w okolicach słabizny, który powalił mnie na ziemię.
- Chali? - zawołał rudzielec, w kilka sekund znajdując się tuż przy mnie.
Zacisnęłam powieki z bólu, kuląc się na ziemi i przekładając do brzucha swoją łapę. Szarpnięcia były coraz mocniejsze.
Ace?
Od Ace C.D. opowiadania Chalize
- No a nie? Ruda zmarszczyła lekko brwi
- Coś ty. To tak jakbyś rodziła już dzisiaj. Lada moment będzie nas trójka, zobaczysz. - zaśmiałem się patrząc na jej piękne lico.
Podbiegłem do błękitnego kwiata, który jako jedyny wyróżniał się na tle pozostałych i go zerwałem, a następnie kilka susów i już byłem z powrotem przy lisicy.
- Co robisz? - zapytała tak jakby nerwowo.
- No co ty? Nie ufasz mi? - zbadałem ją wzrokiem i zamilkłem wkładając kwiat za jej ucho.
- Ufam. - uśmiechnęła się.
- No jak ładnie. - przejechałem łapą po jej policzku.
Może dla innych nie była najpiękniejszą lisicą na świecie, ale jak dla mnie, mogła startować w miss lisów. Jest cudowna.
- Mała mnie cały czas kopie. - oznajmiła cicho i z niewyraźną miną chwyciła się za brzuch.
- Wszystko okay? - zmarszczyłem czoło.
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo cały jej obiad znów ujrzał światło dzienne.
Ruda? XD
środa, 4 stycznia 2017
Od Chalize cd opowiadania Ace
Ace wyszczerzył się w szerokim uśmiechu i odstawił mnie na ziemię.
- Chalize, ale ona żyje! - Cieszył się jak dziecko. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. - Nasza malutka Elizabeth żyje!
- Tak, Fulco, wiem. - odparłam radośnie i polizałam go po pysku. Zamruczał i odskoczył wesoło, wpadając w kwiatki i brudząc się ich pyłkiem.
- Ona będzie piękna, inteligentna... - zaczął wymieniać lis, po czym zwrócił się w moją stronę. - Będzie po prostu taka jak ty i ja!
- Nieprzewidywalna i zmienna jak lis? - zapytałam z uśmiechem.
- Tak, dokładnie! - odpowiedział. - Będzie wzorowym lisem! Nauczę ją polować, rządzić, walczyć...
- Nie tak szybko, Ace! - przerwałam mu i sprowadziłam go na ziemię. - A co, jak nie będzie taka idealna? Jak urodzi się mała i słaba?
- Nie urodzi się mała i słaba, widziałem jej zdjęcie u Znachora. - zamruczał i oparł łapy na moich barkach.
- Ale poza tym jeszcze trochę do porodu... - mruknęłam. - Coś może się do tego czasu zmienić.
- Czekaj... - Zmarszczył brwi. - Kiedy ty masz urodzić?
- Za dwa dni. - szepnęłam.
Ace?
Od Ace C.D. opowiadania Chalize
Moja pierwsza myśl: RODZI! O CHOLERA, ONA RODZI!
- CO, Lizzie? - zapytałem stając w miejscu i badając ją poważnym wzrokiem.
Cisza. Nie odpowiedziała mi od razu wciąż nasłuchując.
- Chalize, co Lizzie, bo nic mi nie mówisz! - prawie warknąłem domagając się odpowiedzi.
Chwyciła moją łapę i przyłożyła ją do okolic słabizny.
Zmarszczyłem brwi czekając na jakikolwiek bodziec. Czekałem około pięciu minut.
- Nie, ruda. Nic tam nie ma. - westchnąłem. - Miałem ci mówić wcześniej, ale nie chciałem tego robić.. Nasza córka prawdopodobnie nie żyje. - moja głowa powędrowała w dół, a ja sam zamknąłem oczy.
- Ale, Ace.. - próbowała zaprzeczyć.
- Nie, ruda. Taka jest prawda..
- Ale, Ace! - krzyknęła. - Ja ją czuję!
- Co? -szybko podniosłem głowę w jej kierunku. - Co powiedziałaś..?
- Znowu! - pisnęła. - I jeszcze raz! Szybko, daj łapę!
Zawahałem się. Jeśli znów nic nie poczuję...
Zabrała mi czarną łapę i ponownie przystawiła do brzucha.
Pod poduszkami wyczułem niewielkie ruchy na przemian z tymi mocniejszymi.
Czy to możliwe, że eliksir podany szybko uratował jej życie ale po prostu nie jest aż tak silny, żeby dodatkowo wywołał poród..?
Źrenice naszych oczu równocześnie powiększyły się do rozmiarów złotych monet. Zerwałem się na równe nogi i na łapach podniosłem lisicę i zakręciłem ją w powietrzu jednocześnie śmiejąc się tak, jakbym wygrał milion na loterii.
Ruda? :D
Od Chalize cd opowiadania Ace
- Tak. - zgodził się. - A ty nie chciałaś jej oglądać.
- Pomyliłam się co do tego. - mruknęłam.
Ace uśmiechnął się i zmrużył oczy na słońcu.
- To jak? Przejdziemy się? - Puścił mi oczko i wstał z ziemi. Zrobił kilka kroków w przód, po czym obejrzał się na mnie. - Idziesz?
Bez słowa poszłam za nim.
Po kilkunastu minutach doszliśmy na niewielką, zieloną łączkę. Powietrze przyjemnie pachniało deszczem.
Łąka była usiana najróżniejszymi kwiatkami, małymi i dużymi. W tłumie wybijał się jeden. Drobny, o błękitnych płatkach. Ace buszował gdzieś dalej, a ja mogłam się zająć sprawami, które uznałby za błahe. Jak na przykład oglądanie i wąchanie kwiatków.
- Ace! - warknęłam, wstrząśnięta szarpnięciem.
- Czego się drzesz, kobieto... - mruknął i kilkoma susami znalazł się przy mnie. - Co?
Odczułam delikatny ruch w moim brzuchu, coś jakby kopnięcie.
Ace? Acuś? Fulco? Fuliś? xdd
Od Ace C.D. opowiadania Chalize
- No nie wiem.. - jęknęła przeciągając się na drugą stronę.
Wstałem z legowiska i skierowałem kroki do wyjścia z nory.
- Patrz, ruda jaka piękna tęcza. - uśmiechnąłem się.
- Na pewno udajesz, żeby mnie wyciągnąć. - oparła głowę o przednie łapy.
Zmrużyłem oczy i popatrzyłem na nią jak na heretyczkę.
- Nie to nie. Sam sobie popatrzę. - odwróciłem się w stronę tęczy. Wyglądała cudownie. Rozciągała się wstęgą po niemalże całym niebie, a powyżej niej, druga, nieco słabsza.

Od Chalize cd opowiadania Ace
wtorek, 3 stycznia 2017
Od Ace C.D. opowiadania Chalize
- Zostałam przydzielona do lisów dorastających do rozrodu.
- Jest jakaś reguła które idą tu, a które tu?
- Myślę, że nie. Miałam szczęście, że pierwszą lisicą jaką wydzielili z miotu mojej mamy byłam ja i to właśnie ja szłam na rozród.
- A nie lepiej od razu umrzeć, niż się męczyć? - zmarszczyłem brwi.
- Zależy od tego jak do tego podejdziesz. - uśmiechnęła się blado.
- No i jak to było z twoimi rodzicami, skoro lisice tam inaczej zachodzą w ciążę? - popatrzyłem jej w oczy.
- Mama przez przypadek została wpuszczona do klatki taty. Tam się poznali, a potem.. Sama nie wiem.. Pewnie na wybiegu.
- Wybieg? - dosłyszałem
- Żeby nie było tak niehumanitarnie, stworzono mały wybieg na który wrzucano lisy z kolejnych sektorów. Nikt nie patrzył na to kogo wypuszczano. To było obojętne. Potem wracaliśmy do klatek po numerach tatuaży.
- Niektórzy ludzie są okropni... - zacisnąłem szczęki.
Nigdy nie chciałbym trafić do takiego miejca.
- Tak. Niewszyscy, ale zdarzają się i tacy.
- Cieszę się, że uciekłaś. - kącik mojego pyska uniósł się ku górze. - Inaczej nigdy bym cię nie spotkał.
Chalizkuś?
