Po ostatnim czasie ostatnią rzeczą na którą miałbym ochotę było oglądanie przyszłości, Szkoda, że na dodatek te wszystkie przekazy są tak niejasne, że można je zrozumieć zupełnie na opak! Ech, szkoda słów... W sumie to im szybciej to mnie tym lepiej, no dobra teraz moja kolej...
Ciemność, a w niej niewyraźne obrazy. Jakieś tajemnicze postacie? Tak, widać ich świecące się w mroku oczy. No, całkiem przyjemnie. Wydawało mi się, że szepcą coś do siebie, brać to za zły omen? Nad moją głową coś błysnęło, srebrny Księżyc otoczony wolno snującą się mgiełką. On patrzy, on nas widzi. W powietrzu obok mnie zmaterializowały się dwie lisopodobne postacie, wyglądały jakby były z dymu, naszpikowały mnie swoim spojrzeniem i nieśpiesznie podniosły głowy. Przede mną pojawiły się się jakieś złote schody, dziwne. Coś kazało mi nimi wejść, co zrobiłem bez ociągania. W tym samym momencie w powietrzu rozległo się jakieś dziwne nucenie.
Kto obietnic nie wypełnia,
Jest jak łąka chwastów pełna.
A gdy się rozplenią chwasty,
Jest jak łąka w śnieżnej zaspie..
Zaciekawiony prułem dalej, a nucenie się nasilało z każdym moim krokiem. Nie mogłem jednak przestać. Byłem wciągnięty, musiałem.
A gdy przejdą śnieżne burze,
Jest jak ptak, co siadł na murze.
A gdy ptak się z muru zerwie,
Jest jak jastrząb hen, na niebie...
Przez myśl przeszło mi pytanie "Jakiej obietnicy nie wypełniłem?", ale wnet przypomniało mi się. Z kamiennym wyrazem na pysku ruszyłem dalej. Musiałem przetrwać, nie mogłem się załamać!
A gdy niebo ryknie grzmotem,
Jest jak lew, co siadł pod płotem.
A gdy płot się ugnie z trzaskiem,
Jest jak bat, co grzbiet twój chlaszcze...
Stopień po stopniu, stopień po stopniu. Czy to ma koniec, czy jest w tym jakiś cel?
A gdy grzbiet ci z bólu ścierpnie,
Jest jak nuż wrażony w serce.
A gdy w sercu krwi nie stanie,
Toś już zimny trup, mój panie!
Zobaczyłem jak schody powoli się rozpadają, nie mogłem zawrócić! Rzuciłem się w górę, czułem, że zaraz zobaczę cel. Czując drżenie i skakałem po kruszejących stopniach. Nagle musiałem zmrużyć oczy, przede mną stała jakaś świecąca złotym blaskiem brama! Skupiłem wszystkie swoje siły by do niej dotrzeć, ale kiedy dzielił mnie ostatni skok schody zapadły się. W ostatniej chwil puściłem się w tamtą stronę...
Otworzyłem gwałtownie oczy, udało mi się? Spojrzałem na stojące obok lisy, czy one też mogły mieć podobne wizje?
piątek, 14 lipca 2017
czwartek, 13 lipca 2017
Od Lori CD opowiadania Lizzie
Zobaczyłam kątem oka jak młoda alfa osuwa się na podłogę. Posłałam Znachorowi zaniepokojone spojrzenie, bałam się co Lizzie mogła zobaczyć i co gorsza - czy moja wizja też zakończy
się podobnie? Zawsze bałam się przepowiedni i innych takich, więc ich unikałam jak ognia, a teraz? O bogowie, ratunku! Spojrzałam w stronę oczu swojego męża, miałam nadzieję, że on nie denerwuje się tak samo jak ja. Tak bardzo się tym przejęłam, że nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy alfy oglądały swoje wizje, nawet nie zobaczyłam ich reakcji...
- Twoja kolei... - lis klepnął mnie w plecy nakłaniając do podejścia, moje nogi nawet nie miały siły się zaprzeć, więc już po chwili stałam koło wyroczni.
Co to za muzyka? Czekaj, muzyka... na pustyni?! Nie... To tylko ziarenka piasku o siebie uderzają. Rozejrzałam się dookoła, jedynym punktem na horyzoncie który nie był związany z tą pustką była jakaś ogromna góra. Miałam ochotę tam iść, ale... nagle po niebie zaczęły przesuwać się błyskawicznie niebieskie gwiazdy i tuż koło moich łap przemknęły trzy czy cztery skorpiony. Z ich kolców jadowych kapała trucizna, czułam, że coś dzieje się źle, wyjątkowo źle, ale wizja się nie kończyła. Z wierzchołka tamtej góry zaczął unosić się dym... Nie to nie jest dym, to tylko jakaś dziwna chmura... burzowa. Nie wiedziałam na czym się skupić: horyzont czy mordercze stworzenia? Czułam jak głowa mi powoli pęka, nad moją głową przeleciał jakiś orzeł i ze smętnym jękiem rozpłynął się w... kłębowisku czarnych obłoków. Muzyka piasków powoli nabierała siły nie pozwalając mi się skupić. W pewnym momencie poczułam jak na mój kark spadają krople deszczu i co zwróciło moją uwagę - w miejscu w którym spadały na podłoże błyskawicznie rozwijały się pęki bujnej roślinności, więc już po chwili równina zazieleniła się. Wtem mój wzrok padł na jadowite skorupiaki, nie wyglądały zbyt przyjaźnie... Przyjrzałam się im bliżej, a one... jednocześnie wbiły kolce jadowe w jedno z kwiatów, a to - obumarło.
Otworzyłam błyskawicznie oczy, może nie zasłabłam, ale poczułam jak okropny ból powoli pulsuje w mojej głowie. Znachor już poganiał następnego lisa. Co mogła oznaczać ta wizja?!
się podobnie? Zawsze bałam się przepowiedni i innych takich, więc ich unikałam jak ognia, a teraz? O bogowie, ratunku! Spojrzałam w stronę oczu swojego męża, miałam nadzieję, że on nie denerwuje się tak samo jak ja. Tak bardzo się tym przejęłam, że nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy alfy oglądały swoje wizje, nawet nie zobaczyłam ich reakcji...
- Twoja kolei... - lis klepnął mnie w plecy nakłaniając do podejścia, moje nogi nawet nie miały siły się zaprzeć, więc już po chwili stałam koło wyroczni.
Co to za muzyka? Czekaj, muzyka... na pustyni?! Nie... To tylko ziarenka piasku o siebie uderzają. Rozejrzałam się dookoła, jedynym punktem na horyzoncie który nie był związany z tą pustką była jakaś ogromna góra. Miałam ochotę tam iść, ale... nagle po niebie zaczęły przesuwać się błyskawicznie niebieskie gwiazdy i tuż koło moich łap przemknęły trzy czy cztery skorpiony. Z ich kolców jadowych kapała trucizna, czułam, że coś dzieje się źle, wyjątkowo źle, ale wizja się nie kończyła. Z wierzchołka tamtej góry zaczął unosić się dym... Nie to nie jest dym, to tylko jakaś dziwna chmura... burzowa. Nie wiedziałam na czym się skupić: horyzont czy mordercze stworzenia? Czułam jak głowa mi powoli pęka, nad moją głową przeleciał jakiś orzeł i ze smętnym jękiem rozpłynął się w... kłębowisku czarnych obłoków. Muzyka piasków powoli nabierała siły nie pozwalając mi się skupić. W pewnym momencie poczułam jak na mój kark spadają krople deszczu i co zwróciło moją uwagę - w miejscu w którym spadały na podłoże błyskawicznie rozwijały się pęki bujnej roślinności, więc już po chwili równina zazieleniła się. Wtem mój wzrok padł na jadowite skorupiaki, nie wyglądały zbyt przyjaźnie... Przyjrzałam się im bliżej, a one... jednocześnie wbiły kolce jadowe w jedno z kwiatów, a to - obumarło.
Otworzyłam błyskawicznie oczy, może nie zasłabłam, ale poczułam jak okropny ból powoli pulsuje w mojej głowie. Znachor już poganiał następnego lisa. Co mogła oznaczać ta wizja?!
środa, 12 lipca 2017
Od Lizzie
UWAGA! POST JEST SKIEROWANY DO WSZYSTKICH LISÓW I NIEODPISANIE NA NIEGO ŁĄCZY SIĘ ZE ZDOBYCIEM JEDNEGO UPOMNIENIA!
A więc to dzisiaj. Dzisiaj miałam się wybrać do tak zwanej wyroczni, pod przewodnictwem Znachora. Lis powiedział, że w jego dawnym stadzie każda młoda alfa musiała tak zrobić - by na własne oczy ujrzeć przyszłość swojego stada. Zgodnie z tradycją, musiały w tym uczestniczyć wszystkie lisy ze stada - bowiem każdy może zobaczyć coś innego. Bałam się, pewnie, że się bałam, ale jednak... musiałam to zrobić. Igranie z własną przyszłością nigdy nie należało do bezpiecznych, a musiałam mieć czas na przygotowanie się do tego wszystkiego. Co, jeśli ujrzę tam coś.. strasznego? Coś, z czym nie będę umiała sobie poradzić? Tego się właśnie cholernie obawiam. Co, jeśli...
Całe stado zebrało się przy wyrwie w drzewach, tuż przy drodze do tak zwanej wyroczni. Właściwie nikt nie wiedział, jak wyglądała sama wyrocznia - nie wolno było na nią spoglądać. Wiem tylko, że całość odbywała się w małej, zaciemnionej jaskini lub norze. Całość miała wyglądać tak, że będziemy widzieli obrazy. Cholera. Stresuję się jak nie wiem co.
Ojciec uśmiechnął się do mnie, najwyraźniej chcąc mi dodać otuchy. Nie powiem, że mi to pomogło, bo nie pomogło. Nadal czułam się zestresowana i zdenerwowana.
- No, już czas. - mruknął Znachor. - Idziemy. Jaskinia nie jest zbyt duża, więc na litość bogów, nie tłoczcie się tam. Na pewno musi tam wejść cały zarząd, czyli... e... Chalize, Ace, Lorianna, Brooke. Tak, chyba tak. Czy kogoś pominąłem? Nie? Świetnie. Za mną.
Tak więc ruszyliśmy tą wąską, ciemną dróżką po środku lasu. No wręcz bajecznie. Po kilkunastu minutach w końcu doszliśmy do mieszkania wyroczni. Ostrożnie przekroczyłam próg jaskini. Od tego miejsca aż biła moc.. Nim się obejrzałam, znalazła się przy mnie reszta stada, a w pomieszczeniu zapadła martwa cisza. Zamknęłam oczy, a po chwili usłyszałam.. cichy świergot ptaków. Nie był to jednak zwykły świergot - był czysty i melodyjny, wręcz przepiękny.. Chwilę potem przed moimi oczami, a może raczej w środku mojej głowy, wybuchła aria barw - widziałam miliony platynowych gwiazd i dwa lisy, a jednym na pewno byłam ja. Drugi lis.. był nieco niecodzienny. Był większy ode mnie i wyglądał, jak zbudowany z gwiazd. Z tego co zauważyłam, wędrowaliśmy. Dobrze widziałam koniec naszej wędrówki - trzy ogromne jeziora. Było tam tak pięknie... Tylko kim był tajemniczy lis? Upadłam, oszołomiona nagłym końcem wizji.
Ace? Brooke? Harpagon? Pelikar? Enre? Lorianna? Rita? Floxia? Horizon? Maroon? Nelly? Ashley? Valour? Klemens? Nabirie?
sobota, 8 lipca 2017
Od Pelikara do Rity
Od tego momentu powoli mijały tygodnie, ale żal nie znikał. Nie potrafił, po prostu utrzymywał się nie umiejąc odejść, można by to określić mianem przywiązania. Depresja? Nie, nie tym razem, wyszło na to, że po prostu żyłem tym smutkiem, wypełniłem się nim jak puste naczynie. Powiedzmy, że porównam się do kubka, tak tylko, że jak Lao Tsy mawiał "Przydatność kubka polega na tym, że jest pusty" co w "wolnym myśleniu" oznacza, że na razie jedyną rzeczą do jakiej jestem zdolny jest znalezienie tego cytatu...
Odkąd ona została skazana na banicję, na moim grzbiecie spoczął pełny ciężar opieki nad synem. Najgorsze jest to, że nie potrafię mu powiedzieć w cztery oczy, że praktycznie już nie ma matki oraz siostry. Czuję, że coś podejrzewa, ale nie odważył się jeszcze tego wyjawić, a moja historia opowiadająca o tym, że są na długiej wędrówce chyba jeszcze pogłębiła dół który trzeba wypełnić wytłumaczeniami. Tak, wiem, że na samym dnie znajdę swoje własne smutki i zmartwienia, które po rozmowie zostaną zakopane i powinny zostać tam już do końca dni.
Siedziałem przy stoliki próbując przetłumaczyć jedną z ksiąg, dziś szło mi gorzej niż tego dnia w którym... No właśnie! Omal nie spadłem z krzesła, podbiegłem do jednej z szuflad, odsunąłem ją i moim oczom ukazał się dar od duchów - piękny turkusowy kamień, chociaż nie, to nie była już ta piękna barwa - na upominku widniała dziwna krwista plama. Zniechęcony spojrzałem w stronę kredensu, zawsze byłem przeciwny, ale może pomoże?
Jakoś od samego rana dziś mnie prześladuje pech,
w świat odeszła ukochana wczoraj, więc piłem za trzech,
wziąłem za łóżko podłogę w skutek wczorajszych psot,
a do tego przez drogę przebiegł mi czarny kot!
Każdy problem do mnie wraca,
Jezu jak się nie wyspałem,
chyba takiego kaca jeszcze nigdy nie miałem!
I chociaż nerwy mam ze stali, to nie widzę już nadziei,
bo jak już coś się wali, to się wali po kolei!
W przedpokoju miałem ciemnię jak przed lustrem piłem,
by nie było zbyt przyjemnie to tak wyszło, że je zbiłem!
Rano wstała lewa noga, więc do kościoła wbiję,
bo jak trwoga to do Boga, nawet się nie kryję!
Człowiek Jemu się pożali, a On, że Święci tak chcieli,
i że jak już coś się wali, to się wali po kolei!
Będzie gorzej pomyślałem, a więc by nic się nie stało,
w niemalowane odpukałem, ale to nic nie dało!
Nie wiem, czy tak dłużej mogę, tak uśmierzyć ból,
ale na podłogę rozsypałem sól!
Biorę z flaszki łyk, wychodzę, idę obijając ściany,
mówię przechodniom po drodze, że nie jestem pijany.
Mundurowi obok stali, więc na izbę mnie wzięli,
bo jak już coś się wali, to się wali po kolei!
Gdy się wszystko w głowie miesza, ty baczenie na to miej,
bo ta myśl w sumie pociesza, że po wszystkim jest okey,
i nie pogub się w tym wątku, bo wtedy jest bez zwątpienia,
że kiedy jest w porządku, to się tego nie docenia!
Lecz na wskutek tej zabawy, moje myśli tak mają,
jak to jest, że fajne sprawy, się po sobie nie zdarzają.
Więc kiedy los rozdawali, bo chyba innego nie mieli,
że jak już coś się wali, to się wali po kolei!
Tekst nie jest z zasady "kopiuj wklei", więc trochę czasu to mnie kosztowało.
Autor: Wojtek Szumański "Po kolei".
Obudziłem się, od razu zaatakował mnie ból głowy. Kac. Jest w okolicy jakaś tabletka albo chociaż woda? Wstałem ociężale, zawiodłem, zawiodłem po całości, wszystkich.
Rita?
Odkąd ona została skazana na banicję, na moim grzbiecie spoczął pełny ciężar opieki nad synem. Najgorsze jest to, że nie potrafię mu powiedzieć w cztery oczy, że praktycznie już nie ma matki oraz siostry. Czuję, że coś podejrzewa, ale nie odważył się jeszcze tego wyjawić, a moja historia opowiadająca o tym, że są na długiej wędrówce chyba jeszcze pogłębiła dół który trzeba wypełnić wytłumaczeniami. Tak, wiem, że na samym dnie znajdę swoje własne smutki i zmartwienia, które po rozmowie zostaną zakopane i powinny zostać tam już do końca dni.
Siedziałem przy stoliki próbując przetłumaczyć jedną z ksiąg, dziś szło mi gorzej niż tego dnia w którym... No właśnie! Omal nie spadłem z krzesła, podbiegłem do jednej z szuflad, odsunąłem ją i moim oczom ukazał się dar od duchów - piękny turkusowy kamień, chociaż nie, to nie była już ta piękna barwa - na upominku widniała dziwna krwista plama. Zniechęcony spojrzałem w stronę kredensu, zawsze byłem przeciwny, ale może pomoże?
Jakoś od samego rana dziś mnie prześladuje pech,
w świat odeszła ukochana wczoraj, więc piłem za trzech,
wziąłem za łóżko podłogę w skutek wczorajszych psot,
a do tego przez drogę przebiegł mi czarny kot!
Każdy problem do mnie wraca,
Jezu jak się nie wyspałem,
chyba takiego kaca jeszcze nigdy nie miałem!
I chociaż nerwy mam ze stali, to nie widzę już nadziei,
bo jak już coś się wali, to się wali po kolei!
W przedpokoju miałem ciemnię jak przed lustrem piłem,
by nie było zbyt przyjemnie to tak wyszło, że je zbiłem!
Rano wstała lewa noga, więc do kościoła wbiję,
bo jak trwoga to do Boga, nawet się nie kryję!
Człowiek Jemu się pożali, a On, że Święci tak chcieli,
i że jak już coś się wali, to się wali po kolei!
Będzie gorzej pomyślałem, a więc by nic się nie stało,
w niemalowane odpukałem, ale to nic nie dało!
Nie wiem, czy tak dłużej mogę, tak uśmierzyć ból,
ale na podłogę rozsypałem sól!
Biorę z flaszki łyk, wychodzę, idę obijając ściany,
mówię przechodniom po drodze, że nie jestem pijany.
Mundurowi obok stali, więc na izbę mnie wzięli,
bo jak już coś się wali, to się wali po kolei!
Gdy się wszystko w głowie miesza, ty baczenie na to miej,
bo ta myśl w sumie pociesza, że po wszystkim jest okey,
i nie pogub się w tym wątku, bo wtedy jest bez zwątpienia,
że kiedy jest w porządku, to się tego nie docenia!
Lecz na wskutek tej zabawy, moje myśli tak mają,
jak to jest, że fajne sprawy, się po sobie nie zdarzają.
Więc kiedy los rozdawali, bo chyba innego nie mieli,
że jak już coś się wali, to się wali po kolei!
Tekst nie jest z zasady "kopiuj wklei", więc trochę czasu to mnie kosztowało.
Autor: Wojtek Szumański "Po kolei".
Obudziłem się, od razu zaatakował mnie ból głowy. Kac. Jest w okolicy jakaś tabletka albo chociaż woda? Wstałem ociężale, zawiodłem, zawiodłem po całości, wszystkich.
Rita?
czwartek, 6 lipca 2017
Od Lori CD opowiadania Brooke'a
Delikatnie położyłam łapę na gęsie pióra, wydawały się idealną wyściółką legowiska noworodków. Przez myśl przeszły mi kolejne elementy posłania - mech, jakieś prześcieradło podkradzione dwunogom i... cóż, będę musiała się miejscami pożegnać z kawałkami futerka.
- Kochanie, chyba o czymś zapomnieliśmy... - w pewnym momencie przypomniałam sobie o pewnej wyjątkowo ważnej rzeczy. - Przecież nasze dzieci nie mają nawet jeszcze imion! - wskazałam na trzy puchate kulki. - Nawet się jeszcze nad nimi nie zastanawialiśmy...
Jak można popełnić taką gafę na samym początku rodzicielstwa?! Przez krótką chwilę w norce zapadła cisza, którą przerywało jedynie ciche piszczenie szczeniąt oraz lekko stłumione ptasie trele z zewnątrz. Położyłam swoje spojrzenie na młodych, jakie godności pasowałyby do nich?
- Masz jakiś pomysł? - zapytał się Brooke. - Mi przez myśl przeszło już jedno...
Uśmiechnęłam się by zachęcić mojego partnera do powiedzenia tego.
- Ashley, idealnie by pasowało do... tej! - lis pogłaskał lekko po główce szczenie znajdujące się pośrodku zwartej grupki.
- Idealne - w sumie to nie miałam pod tym względem szerszego arsenału słów. - Hmm... To może nazwiemy tą, eee... Candy? Nie... - oto jak prosto wpaść w zakłopotanie, w końcu trzeba mieć świadomość, że młode będzie przez całe życie tak nazywane ( chyba, że postanowi się inaczej przedstawiać, jak jest w przypadku Brooke'a).
- Przejdźmy od razu do samczyka - zasugerował. - Ja już mam... Valour.
- Mezzo! - dodałam, a partner pokiwał zadowolony głową. Valour Mezzo całkiem ciekawie to brzmi. Dobrze teraz została ostatnia, już miałam zamiar powiedzieć lisowi, żeby on wybrał, bo mi nic nie chodzi po głowie, ale ten spodziewając się tego co zaraz oznajmię, poinformował.
- Teraz twoja kolei...
Wiedziałam, że zamęt w mojej głowie nie pozwoli mi wymyślić niczego sensownego. Zdenerwowana przejechałam wzrokiem po półkach z książkami. Julia? Nie... Cirilla? Ładne, ale nie pasuje... Wtem przyszedł mi przez myśl tytuł pewnej książki napisanej przez pewnego nie żyjącego już człowieka, jeśli dobrze pamiętam to czytałam ją jeszcze w czasach w których żyłam razem z rodziną w szopie. W pustyni i w puszczy w tym momencie olśniło mnie.
- Nelly! - omal nie krzyknęłam.
Brooke? <3
Ciesz się, że nie pisałam tego pod napływem francuskiej weny xd
- Kochanie, chyba o czymś zapomnieliśmy... - w pewnym momencie przypomniałam sobie o pewnej wyjątkowo ważnej rzeczy. - Przecież nasze dzieci nie mają nawet jeszcze imion! - wskazałam na trzy puchate kulki. - Nawet się jeszcze nad nimi nie zastanawialiśmy...
Jak można popełnić taką gafę na samym początku rodzicielstwa?! Przez krótką chwilę w norce zapadła cisza, którą przerywało jedynie ciche piszczenie szczeniąt oraz lekko stłumione ptasie trele z zewnątrz. Położyłam swoje spojrzenie na młodych, jakie godności pasowałyby do nich?
- Masz jakiś pomysł? - zapytał się Brooke. - Mi przez myśl przeszło już jedno...
Uśmiechnęłam się by zachęcić mojego partnera do powiedzenia tego.
- Ashley, idealnie by pasowało do... tej! - lis pogłaskał lekko po główce szczenie znajdujące się pośrodku zwartej grupki.
- Idealne - w sumie to nie miałam pod tym względem szerszego arsenału słów. - Hmm... To może nazwiemy tą, eee... Candy? Nie... - oto jak prosto wpaść w zakłopotanie, w końcu trzeba mieć świadomość, że młode będzie przez całe życie tak nazywane ( chyba, że postanowi się inaczej przedstawiać, jak jest w przypadku Brooke'a).
- Przejdźmy od razu do samczyka - zasugerował. - Ja już mam... Valour.
- Mezzo! - dodałam, a partner pokiwał zadowolony głową. Valour Mezzo całkiem ciekawie to brzmi. Dobrze teraz została ostatnia, już miałam zamiar powiedzieć lisowi, żeby on wybrał, bo mi nic nie chodzi po głowie, ale ten spodziewając się tego co zaraz oznajmię, poinformował.
- Teraz twoja kolei...
Wiedziałam, że zamęt w mojej głowie nie pozwoli mi wymyślić niczego sensownego. Zdenerwowana przejechałam wzrokiem po półkach z książkami. Julia? Nie... Cirilla? Ładne, ale nie pasuje... Wtem przyszedł mi przez myśl tytuł pewnej książki napisanej przez pewnego nie żyjącego już człowieka, jeśli dobrze pamiętam to czytałam ją jeszcze w czasach w których żyłam razem z rodziną w szopie. W pustyni i w puszczy w tym momencie olśniło mnie.
- Nelly! - omal nie krzyknęłam.
Brooke? <3
Ciesz się, że nie pisałam tego pod napływem francuskiej weny xd
poniedziałek, 3 lipca 2017
Od Brooke'a C.D opowiadania Lori
To, co potoczyło się w ostatnich dniach tak szybko, przyniosło niewyobrażalną ilość szczęścia... Ale czy tylko? Nałożyło na mnie obowiązki, dużo obowiązków, które tym razem są o wiele ważniejsze niż pozostałe. Jeśli im nie sprostam, zranię i zepsuję charaktery innym osób. Po prostu nie mogę tego zrobić - tylko czy taki samiec jak ja jest dobry w grze uczuć? Czy zdoła wychować dzieci, stać się głową rodziny, ja powinien? Mimo, że zadania te są niezwykle trudne, czułem dużą radość z tego, że życie mi je zadało. Mama byłaby ze mnie dumna, gdybym dał radę... Mama byłaby dumna już teraz. Chciałbym ją kiedyś ponownie odwiedzić... Odwiedzić tereny, które zamieszkiwałem w dzieciństwie. ej, Brooke, drzewo! - to zapis moich ostatnich myśli przed zderzeniem się z twardą korą. Od razu wstałem, by nikt nie zobaczył mnie w tym stanie. Na szczęście, szkody były niewielkie, dlatego mogłem z powodzeniem zacząć polowania. Jeden, dorodny zając dla partnerki, jeden dla mnie... Trzy powinny wystarczyć, patrząc na to, że przecież dzieci nie zjadłyby mięsa. Korzystając z okazji, iż aktualnie byłem na obfitych w zwierzynę terenach, niezwłocznie zacząłem łowy.
***
Dwa szaraki, jedna gęś... Tak, czasu troche upłynęło, ale zaglądnąłem na chwilkę do gospodarstwa ludzi. Może to spóźnione śniadanie nie jest aż tak strasznie tłuste, ale wystarczą. Ale to, co jeszcze trzymałem w pyszczku oprócz jedzenia, dopełnia całkowicie moje wymagania co do łupu. Myślę, że także Lori będzie zadowolona!
- Wróciłem! - oznajmiłem, wchodząc do norki.
- Mogłeś się bardziej pośpieszyć... Ojejku, co to? - żona oderwała wzrok od pół-śpiących szczeniąt i skierowała go na umieszczoną w kawałku kory kupkę gęsiego puchu.
- Dla szczeniąt - podpowiedziałem - Pierwszy fragment legowiska, musza jakieś mieć!
Ech... Nie za najlepsze, ale ok - Lori? <3
piątek, 30 czerwca 2017
Przewodnik Szlaku - czerwiec
czerwcowe wydarzenia
Liczba postów na blogu: 924
Z czego w czym miesiącu: 76
Dojścia:
-
Odejścia:
- Meilin.
Wydalenia:
- Silette i wszystkie inne
postacie tego użytkownika
Śmierci:
-
Minione konkursy/eventy:
-
Nowe pary:
- Lorianna i Brooke
Nowe potomstwo:
- Horizon i Maroon, młode Chalize i Ace
- Nelly, Ashley i Valour, młode Lori i Brooke'a
Nowości związane ze stanowiskiem:
- Lorianna zostaje betą!
- Brooke zostaje betą przez małżeństwo!
Trwające propozycje wymian:
Rita | Jabłko Paloo | 15zm
Co nas czeka?
Nadchodzące nowości:
- Wakacyjny event
Już 22 lipca czeka nas: Dzień aktywności i łowiectwa.
"Właśnie tego dnia organizowane są zawody wśród lisów ku czci Sun i Moon'a. Konkurencje są najróżniejsze: pływanie, jak najszybsze wytropienie ofiary, jak najprędsze zabicie zwierzyny, biegi - na krótki, jak i na długi dystans, zapasy i skoki - w dal oraz wzwyż. Po skończonych rozgrywkach lisy ucztują, świętując ten urodzajny dzień lata."
*-*-*-*
Masz jakiś pomysł? Chcesz zostać redaktorem/redaktorką?
Napisz do nas: https://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=5283766
( doggi: http://www.doggi-game.pl/players/view/187450 )
~ Samotna Lori :c
czwartek, 29 czerwca 2017
Od Lori C.D opowiadania Brooke'a
Obudziło nas ciche kwilenie, przetarłam szybko oczy i spojrzałam się w stronę szczeniąt,
oto rozpoczął się mój nowy etap życia!
- Brooke, trzeba będzie ustalić jakiś plan dnia... - powiedziałam do męża, który niezbyt wiedział co w obecnej chwili zrobić z młodymi. Przez chwilę zdawało mi się, że niedosłyszał mojej wypowiedzi, więc ją oczywiście powtórzyłam.
- Dobrze, dobrze, ale czy sądzisz, że powinniśmy się zająć nimi? - tu wskazał na kwilące szczenięta.
- Kochanie, możesz coś upolować? Ja w tym czasie zajmę się młodymi... - delikatnie trąciłam nosem jedno z młodych. Byłam wyjątkowo zmęczona po wydarzeniach ostatniej nocy, ale wiedziałam, że od tego dnia nie będę mogła już się porządnie wyspać. Cóż, takie są uroki macierzyństwa. Wiedziałam, że przede mną jest droga pełna wyrzeczeń i trudności różnej barwy - trzeba będzie w końcu zapewnić porządne wychowanie, dobrych nauczycieli, bezpieczną przyszłość... A no i jedno z młodych zostanie następcą bet... Mam nadzieję, że nie będą miały przykrości z tego powodu albo presji... Moim obowiązkiem będzie też upewnienie się czy nie będą w jakimś toksycznym towarzystwie. Mój Boże! Ile zadań mnie czeka!
Podczas gdy ja rozmyślałam, Brooke wyszedł błyskawicznie z nory mrucząc pod nosem "jakieś zaklęcie na lepsze polowanie". Posłałam pełne miłości spojrzenie w stronę otworu jamki, mój partner zdecydowanie nadaje się na ojca...
Podeszłam do szczeniąt i zaczęłam się nimi zajmować, a przez myśli przechodziły mi różne pomysły na imiona, lecz żadne nie przekonywało mnie. Chyba powinnam z tym trochę poczekać...
Brooke? Przepraszam, opko wyszło okropnie...
oto rozpoczął się mój nowy etap życia!
- Brooke, trzeba będzie ustalić jakiś plan dnia... - powiedziałam do męża, który niezbyt wiedział co w obecnej chwili zrobić z młodymi. Przez chwilę zdawało mi się, że niedosłyszał mojej wypowiedzi, więc ją oczywiście powtórzyłam.
- Dobrze, dobrze, ale czy sądzisz, że powinniśmy się zająć nimi? - tu wskazał na kwilące szczenięta.
- Kochanie, możesz coś upolować? Ja w tym czasie zajmę się młodymi... - delikatnie trąciłam nosem jedno z młodych. Byłam wyjątkowo zmęczona po wydarzeniach ostatniej nocy, ale wiedziałam, że od tego dnia nie będę mogła już się porządnie wyspać. Cóż, takie są uroki macierzyństwa. Wiedziałam, że przede mną jest droga pełna wyrzeczeń i trudności różnej barwy - trzeba będzie w końcu zapewnić porządne wychowanie, dobrych nauczycieli, bezpieczną przyszłość... A no i jedno z młodych zostanie następcą bet... Mam nadzieję, że nie będą miały przykrości z tego powodu albo presji... Moim obowiązkiem będzie też upewnienie się czy nie będą w jakimś toksycznym towarzystwie. Mój Boże! Ile zadań mnie czeka!
Podczas gdy ja rozmyślałam, Brooke wyszedł błyskawicznie z nory mrucząc pod nosem "jakieś zaklęcie na lepsze polowanie". Posłałam pełne miłości spojrzenie w stronę otworu jamki, mój partner zdecydowanie nadaje się na ojca...
Podeszłam do szczeniąt i zaczęłam się nimi zajmować, a przez myśli przechodziły mi różne pomysły na imiona, lecz żadne nie przekonywało mnie. Chyba powinnam z tym trochę poczekać...
Brooke? Przepraszam, opko wyszło okropnie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)