wtorek, 20 grudnia 2016

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Mijały dni, a dwa rudzielce nadal pozostawały na dobrej karcie. W sensie ja i ruda.
Wybrałem się na obchód terenów. Byłem sam. Rozglądałem się na boki jednocześnie mając głowę w chmurach. W pewnym momencie zauważyłem biegnące do centrum rude stworzenie.
- Hej, Ty! - krzyknąłem biegnąc za nim. Zatrzymał się po krótkim czasie.
- Tak? - Był to rudy samiec lisa. Nieco szkaradny, zgarbiony, z wypłowiałą, przerzedzoną sierścią, krzywymi, ale na swój sposób mocnymi łapami i równie niesymetrycznym uzębieniem. Trochę jak kojot.. Omega odpychana przez stado.
- To jest terytorium naszego stada, co tu robisz?
- Przepraszam, senior.. Zgubiłem się najwyraźniej... Czy mógłbyś mi wskazać granice?
- Ta. - mruknąłem pokazując łapą kierunek odwrotny do wcześniej przez niego obranego.
- Dziękuję. Jestem twoim dłużnikiem.. - uśmiechnął się umykając w pole.
Uniosłem brew odprowadzając dziwnego rudzielca wzrokiem.
Jeeeny.. To była maska gazowa, czy jego twarz... - Przeszło mi przez myśl.
Dokończyłem obchód, a godzinę później znalazłem się przy norowisku.
Wszedłem do środka i rozejrzałem się. Miałem zająć się kartoteką, ale postanowiłem sprawdzić, czy wszystko dobrze u Chalize...
Przeszedłem na drugą stronę i zajrzałem do środka.
- Chalize? - zapytałem wypatrując w mroku skuloną w kącie postać.
Płakała.
- Rany Boskie, Ruda! Co Ci jest? - zaniepokojony zbiegłem na dół i podszedłem do niej.
- Nie dotykaj mnie! - pisnęła chowając łeb w łapach

Ruda?

Od Chalize cd opowiadania Ace

Dokończyłam posiłek i podniosłam się z ziemi, patrząc z góry na machającego łapami Fulco.
- Możemy iść. - oznajmiłam i powoli wspięłam się do wyjścia.
- Sprawdź, czy nikogo nie ma. - polecił Ace i podniósł się na łapy.
Omiotłam wzrokiem teren, który widziałam. Nie było na nim żywej duszy.
- Droga wolna!  - zawołałam i odepchnęłam właz, wychodząc na powierzchnię.
Za mną wyszedł Fulco, zamykając i kamuflując wyjście.
- Miałeś mi dać szczeniaczka. - przypomniałam się.
- Później. Jak jakiegoś znajdę to ci dam. - odparł.
Wiem, że nie zamierzał z tym nic zrobić. Kompletnie nic.
Wolnym krokiem udaliśmy się do norowiska.

Ace?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Lisica zatopiła kły w zwierzęciu.
- Ballada odszedł. Nie znalazł mnie i zrezygnował. Byłem już u lisów ze stada i sprawdziłem czy nic im nie jest. Nie znalazł nikogo. Ostatnio ma problemy z węchem, więc może to i nawet lepiej...
Przewróciłem się na plecy machając w powietrzu łapami.
-Więc znowu ci się udało, szczwany lisie.
- Można tak powiedzieć. Dalej. - zmieniłem temat. - Jedz i spadamy stąd.

Chalize?

Od Chalize cd opowiadania Ace

- Ace? - zamruczałam sennie.
Żadnej odpowiedzi. Lis już spał, czemu ja nie miałabym zrobić tego samego?
Wsunęłam się pod jego łapę i zamknęłam oczy. Było tak ciepło i przyjemnie...
***
Rano obudziło mnie światło słońca. Chwila... Słońca? Właz był lekko uchylony. Uhh, gdzie on polazł... Przecież jest na celowniku!
- Ace? - podniosłam się z ziemi i przeciągnęłam.
- Taak? - Jego głos mnie zupełnie zaskoczył. - Nie chciałem cię budzić, śpiąca królewno. Mam jedzenie.
Mówiąc to, upuścił przede mną sporych rozmiarów zająca.
- To dla mnie? - zapytałam.
- Tak. - odparł. - Smacznego.
- A ty? - Podniosłam wzrok.
- Jadłem już. - Lis zamknął oczy i ziewnął.

Ace?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Twój zapach, bicie serca, dotyk, mruczenie.. Mógłbym już tak zostać. - uśmiechnąłem się delikatnie zamykając oczy.
- Czyżbyś zmierzał do przegrania zakładu?
- No coś ty. W życiu. - mruknąłem spokojnie oddychając.
Poczułem ucisk w brzuchu. Podobno takie uczucie towarzyszy zakochaniu, bądź występuje przy uczuciu głodu. Ewidentnie był to głód. Postanowiłem go zlekceważyć. Usłyszałem miarowe oddychanie rudej, która zgniotła mnie całego.
- Eh. Dobranoc, mała. Na zdrowie. - na moim pysku pojawił się delikatny grymas. Nie zauważyłem nawet kiedy moje powieki zaczęły robić się ciężkie, a ja sam zasnąłem.

Chalize?

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Od Chalize cd opowiadania Ace

- A czemu nie? - mruknęłam. - To było nawet przyjemne, a poza tym, jak sam stwierdziłeś, nie byłeś już pod wpływem.
- Byłem. Musiałem się pomylić. - wtrącił Ace nieśmiało. - Nie odpowiedziałaś mi na pytanie.
- Czy odpowiedź "no bo chciałam" cię zadowoli? - Chwyciłam go za ucho i delikatnie pociągnęłam do siebie.
Lis położył się obok mnie, a ja, wciąż trzymając jego ucho położyłam na nim łeb.
- Może być. - odpowiedział.
- A poza tym tylko w kilku ostatnich razach. - dodałam.
- Już się tak nie broń. - zaśmiał się.
Wytarmosiłam sierść na jego karku, zupełnie jak mały szczeniak.

Ace?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Heh. Nie miałam raczej innego wyboru. - uśmiechnęła się.
- No niezbyt. - przytaknąłem.
- Najwspanialsze było to, gdy przyszły wszystkie lisy, a ty zacząłeś mieć ochotę mnie lizać. Jeeny.. Ledwo co cię odepchnęłam! - zaśmiała się.
- Ta. To było dobre. Ale mała...
- Uh?
- Mam jedno, zasadnicze pytanie.
- Jakie?- przekrzywiła łeb.
- Wiem, że mieliśmy do tego nie wracać i w ogóle, ale... pocałowałem cię.. tak tak. Wiem co o tym sądzisz, ale.. Ty nie broniłaś się przed tym.. Dlaczego? - zmrużyłem powieki patrząc w jej oczy.

Chalize?

Od Chalize cd opowiadania Ace

Wtuliłam się w niego bardziej.
- Na razie możemy zostać na dobrej karcie. - zaproponowałam, mrucząc. - Co ty na to?
- Czemu nie? - mruknął w moje futro. - To całkiem dobra opcja.
- Tak. - przytknęłam. - Myślisz, że możemy już iść?
- Nie wiem. - odpowiedział. - Lepiej jeszcze trochę poczekajmy. Chyba nie jest ci aż tak źle ze mną, co?
- No nie. - Ułożyłam się pod nim. - Właściwie, to jest mi całkiem dobrze. Ale chyba wolę swoją norę.
- Nie dziwię ci się. - Ace się uśmiechnął. - A... I dziękuję.
- Za? - zdziwiłam się.
- Za to, że tak dzielnie unikałaś moich zalotów.

Ace?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- I co teraz?
- Teraz? Czekamy. - westchnąłem bawiąc się jej sierścią. - Reszta jest bezpieczna, bo on najbardziej chce mnie. - spojrzałem w dół, na swoje łapy. - I wiem, że kiedyś mnie dorwie. Nie mogę przecież wiecznie uciekać. Któregoś razu się nie uda i wtedy..
- I wtedy zrobią z Ciebie futro.
- Dokładnie. - mruknąłem.
- Ale jakie ciepłe futro. - zaciągnęła się po raz kolejny.
- Jak to u nas jest, Chalize... - westchnąłem
- Co?
- Jak to u nas jest. Raz jest wszystko dobrze, potem jeszcze lepiej, po chwili rozpierducha totalna, a zaraz znowu dobrze...
- Takie charaktery, Fulco. Przynajmniej nie jest nudno.
Przytaknąłem.
- No nie jest...

Chalize?

Od Chalize cd opowiadania Ace

- Niby czym? - zamruczałam, czując znajome ciepło. - Psy są głupie. Myślał, że jest szybszy.
Puściłam "martwiłem się" mimo uszu. Jakoś trudno mi było w to uwierzyć.
- Chyba nie rozumiesz. - zaczął. - Całkiem możliwe, że gdybyś nie go nie zajęła, straciłbym życie. Technicznie mówiąc, uratowałaś je.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - mruknęłam, nadal ściśnięta.
Ace się lekko uśmiechnął. To było niemalże wyczuwalne.
- A co z resztą...? - zapytałam nieśmiało. - A co, jak po nich wróci?
- Są dobrze zabezpieczeni. - oznajmił lis, bawiąc się moim uchem. 
- W porządku. - Zaciągnęłam się jego zapachem. Był nawet kojący.

Ace?