czwartek, 5 stycznia 2017

Od Chalize cd opowiadania Ace

- Uhh... - jęknęłam. - Po prostu... Nie czuję się zbyt dobrze.
- To zauważyłem. - Uniósł brew.
- Przepraszam. - Zaczerwieniłam się mocno i spuściłam głowę.
- Nic się nie stało. - odparł. - To się zdarza blisko porodu.
- Ta. - mruknęłam, trzymając się za brzuch. Wydawało mi się to nierealne, żeby niedługo miała być nas trójka. Ace, ja i nasza malutka Lizzie. Uśmiechnęłam się.
- Już dobrze? - zapytał z... troską? Przynajmniej ja tak to zinterpretowałam.
- Tak, dobrze. - odpowiedziałam. - Już dobrze.
- No. - mruknął zadowolony. - Ładnie ci w tym kwiatku.
Już chciałam otworzyć pysk, żeby mu odpowiedzieć, ale poczułam okropny ból w okolicach słabizny, który powalił mnie na ziemię.
- Chali? - zawołał rudzielec, w kilka sekund znajdując się tuż przy mnie.
Zacisnęłam powieki z bólu, kuląc się na ziemi i przekładając do brzucha swoją łapę. Szarpnięcia były coraz mocniejsze.

Ace?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- No to na prawdę dużo może się zmienić - przewróciłem oczyma.
- No a nie? Ruda zmarszczyła lekko brwi
- Coś ty. To tak jakbyś rodziła już dzisiaj. Lada moment będzie nas trójka, zobaczysz. - zaśmiałem się patrząc na jej piękne lico.
Podbiegłem do błękitnego kwiata, który jako jedyny wyróżniał się na tle pozostałych i go zerwałem,  a następnie kilka susów i już byłem z powrotem przy lisicy.
- Co robisz? - zapytała tak jakby nerwowo.
- No co ty? Nie ufasz mi? - zbadałem ją wzrokiem i zamilkłem wkładając kwiat za jej ucho.
- Ufam. - uśmiechnęła się.
- No jak ładnie. - przejechałem łapą po jej policzku.
Może dla innych nie była najpiękniejszą lisicą na świecie, ale jak dla mnie, mogła startować w miss lisów. Jest cudowna.
- Mała mnie cały czas kopie. - oznajmiła cicho i z niewyraźną miną chwyciła się za brzuch.
- Wszystko okay? - zmarszczyłem czoło.
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo cały jej obiad znów ujrzał światło dzienne.

Ruda? XD

środa, 4 stycznia 2017

Od Chalize cd opowiadania Ace

- Ace, Ace, spokojnie! - zaśmiałam się. - Nie trzęś mną tak!
Ace wyszczerzył się w szerokim uśmiechu i odstawił mnie na ziemię.
- Chalize, ale ona żyje! - Cieszył się jak dziecko. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego. - Nasza malutka Elizabeth żyje!
- Tak, Fulco, wiem. - odparłam radośnie i polizałam go po pysku. Zamruczał i odskoczył wesoło, wpadając w kwiatki i brudząc się ich pyłkiem.
- Ona będzie piękna, inteligentna... - zaczął wymieniać lis, po czym zwrócił się w moją stronę. - Będzie po prostu taka jak ty i ja!
- Nieprzewidywalna i zmienna jak lis? - zapytałam z uśmiechem.
- Tak, dokładnie! - odpowiedział. - Będzie wzorowym lisem! Nauczę ją polować, rządzić, walczyć...
- Nie tak szybko, Ace! - przerwałam mu i sprowadziłam go na ziemię. - A co, jak nie będzie taka idealna? Jak urodzi się mała i słaba?
- Nie urodzi się mała i słaba, widziałem jej zdjęcie u Znachora. - zamruczał i oparł łapy na moich barkach.
- Ale poza tym jeszcze trochę do porodu... - mruknęłam. - Coś może się do tego czasu zmienić.
- Czekaj... - Zmarszczył brwi. - Kiedy ty masz urodzić?
- Za dwa dni. - szepnęłam.

Ace?

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Lizzie. - otworzyła szeroko oczy rzucając jedno hasło i trzymając się za brzuch.
Moja pierwsza myśl: RODZI! O CHOLERA, ONA RODZI!
- CO, Lizzie? - zapytałem stając w miejscu i badając ją poważnym wzrokiem.
Cisza. Nie odpowiedziała mi od razu wciąż nasłuchując.
- Chalize, co Lizzie, bo nic mi nie mówisz! - prawie warknąłem domagając się odpowiedzi.
Chwyciła moją łapę i przyłożyła ją do okolic słabizny.
Zmarszczyłem brwi czekając na jakikolwiek bodziec. Czekałem około pięciu minut.
- Nie, ruda. Nic tam nie ma. - westchnąłem. - Miałem ci mówić wcześniej, ale nie chciałem tego robić.. Nasza córka prawdopodobnie nie żyje. - moja głowa powędrowała w dół, a ja sam zamknąłem oczy.
- Ale, Ace.. - próbowała zaprzeczyć.
- Nie, ruda. Taka jest prawda..
- Ale, Ace! - krzyknęła. - Ja ją czuję!
- Co? -szybko podniosłem głowę w jej kierunku. - Co powiedziałaś..?
- Znowu! - pisnęła. - I jeszcze raz! Szybko, daj łapę!
Zawahałem się. Jeśli znów nic nie poczuję...
Zabrała mi czarną łapę i ponownie przystawiła do brzucha.
Pod poduszkami wyczułem niewielkie ruchy na przemian z tymi mocniejszymi.
Czy to możliwe, że eliksir podany szybko uratował jej życie ale po prostu nie jest aż tak silny, żeby dodatkowo wywołał poród..?
Źrenice naszych oczu równocześnie powiększyły się do rozmiarów złotych monet. Zerwałem się na równe nogi i na łapach podniosłem lisicę i zakręciłem ją w powietrzu jednocześnie śmiejąc się tak, jakbym wygrał milion na loterii.

Ruda? :D

Od Chalize cd opowiadania Ace

- Jest naprawdę ładna. - powiedziałam, zamykając oczy.
- Tak. - zgodził się. - A ty nie chciałaś jej oglądać.
- Pomyliłam się co do tego. - mruknęłam.
Ace uśmiechnął się i zmrużył oczy na słońcu.
- To jak? Przejdziemy się? - Puścił mi oczko i wstał z ziemi. Zrobił kilka kroków w przód, po czym obejrzał się na mnie. - Idziesz?
Bez słowa poszłam za nim.
Po kilkunastu minutach doszliśmy na niewielką, zieloną łączkę. Powietrze przyjemnie pachniało deszczem.
Łąka była usiana najróżniejszymi kwiatkami, małymi i dużymi. W tłumie wybijał się jeden. Drobny, o błękitnych płatkach. Ace buszował gdzieś dalej, a ja mogłam się zająć sprawami, które uznałby za błahe. Jak na przykład oglądanie i wąchanie kwiatków.
- Ace! - warknęłam, wstrząśnięta szarpnięciem.
- Czego się drzesz, kobieto... - mruknął i kilkoma susami znalazł się przy mnie. - Co?
Odczułam delikatny ruch w moim brzuchu, coś jakby kopnięcie.

Ace? Acuś? Fulco? Fuliś? xdd

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Chali.. Nie mówmy o tym, bo jeszcze wykraczemy. - westchnąłem. - Co ty na to, żeby się gdzieś przejść? - mruknąłem odchodząc od tematu. - Już nie pada i jest całkiem ładnie.
- No nie wiem.. - jęknęła przeciągając się na drugą stronę.
Wstałem z legowiska i skierowałem kroki do wyjścia z nory.
- Patrz, ruda jaka piękna tęcza. - uśmiechnąłem się.
- Na pewno udajesz, żeby mnie wyciągnąć. - oparła głowę o przednie łapy.
Zmrużyłem oczy i popatrzyłem na nią jak na heretyczkę.
- Nie to nie. Sam sobie popatrzę. - odwróciłem się w stronę tęczy. Wyglądała cudownie. Rozciągała się wstęgą po niemalże całym niebie, a powyżej niej, druga, nieco słabsza.


- WOW, ale ładna.. - usłyszałem za moimi plecami
- Jednak wstałaś? - pytanie retoryczne. Nie musiała odpowiadać. 
- Ta. - wzruszyła ramionami opierając głowę na moim barku. 

Chal?
No moje imię nie ma :V xd

Nowy lis!

Powitajmy nowego wojownika na naszych terenach! R.


Od Chalize cd opowiadania Ace

Uśmiechnęłam się i pieszczotliwie pociągnęłam go za ucho. Lis przewrócił się na plecy, wierzgając przednimi łapami w powietrzu.
- To musiało być okropne. - stwierdził, przewracając się na bok.
- Wiesz... - zaczęłam, przegryzając nerwowo wargę. - Nie znałam innego świata. Dla mnie to było normalne. Nie wiedziałam, że da się żyć jakoś inaczej. 
- Jak to nie? - mruknął. - Całe szczęście, że uciekłaś.
- Nie uciekłam. - zaśmiałam się ponuro. - Budynek spłonął.
- Ale ci ludzie są głupi. - oznajmił. - Ciekawe, kto go podpalił.
- Zapalił się od pioruna. - wyjaśniłam. - To dla tego się ich boję.
Po jego minie widziałam, że już dawno musiał się domyślić. Objął mnie czule, kładąc łapę na moim brzuchu. Pewnie myślał, że nie zauważę.
- Naprawdę myślisz, że ona żyje? - zapytałam po chwili ciszy między nami.

Ace? Jakie Ty masz zdrobnienie? XD

wtorek, 3 stycznia 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Mów. -  zaintrygowany oparłem się na łapach. - Co działoby się z Tobą, gdybyś tam została?
- Zostałam przydzielona do lisów dorastających do rozrodu.
- Jest jakaś reguła które idą tu, a które tu?
- Myślę, że nie. Miałam szczęście, że pierwszą lisicą jaką wydzielili z miotu mojej mamy byłam ja i to właśnie ja szłam na rozród.
- A nie lepiej od razu umrzeć, niż się męczyć? - zmarszczyłem brwi.
- Zależy od tego jak do tego podejdziesz. - uśmiechnęła się blado.
- No i jak to było z twoimi rodzicami, skoro lisice tam inaczej zachodzą w ciążę? - popatrzyłem jej w oczy.
- Mama przez przypadek została wpuszczona do klatki taty. Tam się poznali, a potem.. Sama nie wiem.. Pewnie na wybiegu.
- Wybieg? - dosłyszałem
- Żeby nie było tak niehumanitarnie, stworzono mały wybieg na który wrzucano lisy z kolejnych sektorów. Nikt nie patrzył na to kogo wypuszczano. To było obojętne. Potem wracaliśmy do klatek po numerach tatuaży.
- Niektórzy ludzie są okropni... - zacisnąłem szczęki.
Nigdy nie chciałbym trafić do takiego miejca.
- Tak. Niewszyscy, ale zdarzają się i tacy.
- Cieszę się, że uciekłaś. - kącik mojego pyska uniósł się ku górze. - Inaczej nigdy bym cię nie spotkał.

Chalizkuś?

Od Chalize cd opowiadania Ace

Uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam w niego. Czułam, że mówi prawdę. Że nie pozwoli, aby stała mi się krzywda.
- Kocham cię, Ace. - szepnęłam i wtuliłam łeb w jego pierś. - Ciebie i naszą Lizzie.
Lis uśmiechnął się z czułością (a przynajmniej tak mi się wydawało), po czym spojrzał na wyjście z Legowiska Alf.    Ciepłe promienie słoneczne wpadały do środka, tworząc swego rodzaju mandalę na podłodze. Było pięknie.
- Chali... - mruknął. Przestałam zwracać uwagę na to, że nie lubię tego zdrobnienia. Kiedy on go używał, było jakieś milsze.
- Tak? - Przycisnęłam się bardziej do niego. Lubię być przytulana, zwłaszcza przez Fulco.
- Jak wygląda życie w takiej hodowli? - zapytał półgłosem, po czym położył swój łeb na moim.
Zaśmiałam się ponuro. Mimo upływu czasu, doskonale to pamiętałam.
- No więc, rodzisz się w małej, ciasnej klatce, gdzie siedzi jeszcze kilka innych lisów. - zaczęłam. - Tuż po urodzeniu oddzielają cię od matki i robią taki tatuaż.
- Ale czemu lisice zachodzą w ciążę w takich warunkach..? - Zmarszczył brwi. - Gdybym ja tam był, nie dopuściłbym do ciąży.
- Ale one nie robią tego z własnej woli. - powiedziałam. - Po prostu, któregoś dnia wyciągają cię na stół, coś tam robią, i potem rodzisz dzieci. Mówić dalej?

Ace?