piątek, 30 czerwca 2017

Przewodnik Szlaku - czerwiec

czerwcowe wydarzenia

Liczba postów na blogu: 924
Z czego w czym miesiącu: 76

Dojścia:
-
Odejścia:
- Meilin.
Wydalenia:
- Silette i wszystkie inne 
postacie tego użytkownika
Śmierci:
-
Minione konkursy/eventy:
-
Nowe pary:
- Lorianna i Brooke
Nowe potomstwo:
- Horizon i Maroon, młode Chalize i Ace
- Nelly, Ashley i Valour, młode Lori i Brooke'a
Nowości związane ze stanowiskiem:
- Lorianna zostaje betą!
- Brooke zostaje betą przez małżeństwo!
Trwające propozycje wymian:
Rita | Jabłko Paloo | 15zm

Co nas czeka?

Nadchodzące nowości:
- Wakacyjny event
Już 22 lipca czeka nas: Dzień aktywności i łowiectwa. 
"Właśnie tego dnia organizowane są zawody wśród lisów ku czci Sun i Moon'a. Konkurencje są najróżniejsze: pływanie, jak najszybsze wytropienie ofiary, jak najprędsze zabicie zwierzyny, biegi - na krótki, jak i na długi dystans, zapasy i skoki - w dal oraz wzwyż. Po skończonych rozgrywkach lisy ucztują, świętując ten urodzajny dzień lata."


*-*-*-*
Masz jakiś pomysł? Chcesz zostać redaktorem/redaktorką?
Napisz do nas: https://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=5283766 
( doggi: http://www.doggi-game.pl/players/view/187450 )


                                                                                                                         ~ Samotna Lori :c


czwartek, 29 czerwca 2017

Lis miesiąca!

Lisem miesiąca zostaje...

Pelikar!

Gratulacje, Pelikar!

Od Lori C.D opowiadania Brooke'a

Obudziło nas ciche kwilenie, przetarłam szybko oczy i spojrzałam się w stronę szczeniąt,
oto rozpoczął się mój nowy etap życia!
 - Brooke, trzeba będzie ustalić jakiś plan dnia... - powiedziałam do męża, który niezbyt wiedział co w obecnej chwili zrobić z młodymi. Przez chwilę zdawało mi się, że niedosłyszał mojej wypowiedzi, więc ją oczywiście powtórzyłam.
 - Dobrze, dobrze, ale czy sądzisz, że powinniśmy się zająć nimi? - tu wskazał na kwilące szczenięta.
 - Kochanie, możesz coś upolować? Ja w tym czasie zajmę się młodymi... - delikatnie trąciłam nosem jedno z młodych. Byłam wyjątkowo zmęczona po wydarzeniach ostatniej nocy, ale wiedziałam, że od tego dnia nie będę mogła już się porządnie wyspać. Cóż, takie są uroki macierzyństwa. Wiedziałam, że przede mną jest droga pełna wyrzeczeń i trudności różnej barwy - trzeba będzie w końcu zapewnić porządne wychowanie, dobrych nauczycieli, bezpieczną przyszłość... A no i jedno z młodych zostanie następcą bet... Mam nadzieję, że nie będą miały przykrości z tego powodu albo presji... Moim obowiązkiem będzie też upewnienie się czy nie będą w jakimś toksycznym towarzystwie. Mój Boże! Ile zadań mnie czeka!
Podczas gdy ja rozmyślałam, Brooke wyszedł błyskawicznie z nory mrucząc pod nosem "jakieś zaklęcie na lepsze polowanie". Posłałam pełne miłości spojrzenie w stronę otworu jamki, mój partner zdecydowanie nadaje się na ojca...
Podeszłam do szczeniąt i zaczęłam się nimi zajmować, a przez myśli przechodziły mi różne pomysły na imiona, lecz żadne nie przekonywało mnie. Chyba powinnam z tym trochę poczekać...

Brooke? Przepraszam, opko wyszło okropnie...

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Od Rity

Późnym wieczorem wróciłam z polowania. Na moje szczęście, udało mi się dziś schwytać dwa zające. Bezszelestnie przemknęłam obok posłania Nabirie, starając się go nie obudzić. Ku memu zdziwieniu lisek... Nie spał!
-Cześć mamo!-zawołało szczenię uradowane moim widokiem.
-Cześć kochanie...-zaskoczona odwróciłam głowę-Nie śpisz jeszcze?
-Nie, pomyślałem że miło byłoby gdym na ciebie zaczekał. Zresztą i tak ani trochę nie jestem śpiący...-lisek ziewnął szeroko ukazując małe, białe ząbki.
-Tak, jasne. Ani trochę...-przewróciłam oczyma zerknąwszy na malca z politowaniem.
-Upolowałaś coś?-zainteresował się synek, zmieniając temat.
-Tak, dwa szaraki.-podsunęłam zdobycz pod nosek szczenięcia-Jesteś głodny?
Nabirie uśmiechnął się i z zapałem rzucił się kawałek mięsa.
-Czemu jesteś taka smutna mamo?-szczenię popatrzyło na mnie zatroskanym wzrokiem.
Po chwili Nabirie spuścił ze smutkiem łepek.
-On nie wróci, prawda?
-Nie...-uroniłam łzę-Pamiętam jakby to było wczoraj. Biegliśmy razem przez polanę... Pamiętam gdy pierwszy raz go zobaczyłam. Przewróciliśmy się w kałuży...-zachichotałam cicho.
-Tęsknie za nim mamo...-szczenię wtuliło pyszczek w moją sierść.
-Wiem, ja też...-popatrzyłam na naszyjnik, leżący na szafce.
Dostałam go od Dreamcatchera, gdy byliśmy razem na "wycieczce". Po raz pierwszy w życiu byłam tak szczęśliwa, ale niestety nic nie trwa wiecznie.

środa, 21 czerwca 2017

Od Nabirie cd opowiadania Klemensa

Byłem już na drzewie. Odwróciwszy głowę dostrzegłem na dole Klemensa, a za nim Mazikeena. Nie było chwili do stracenia! Napastnik przygniótł szczenię do ziemi, uciskając przednimi łapami jego podgardle. Bez chwili wahania zeskoczyłem z gałęzi, lądując na grzbiecie przeciwnika. Lis warknął groźnie szczerząc ostre zęby, tymczasem Klemens niepostrzeżenie wyrwał się spod kończyn wroga. Mazikeen podskoczył gwałtownie zrzucając mnie z siebie.
-Ałć!...-zaskamlałem lądując na twardej glebie.
Nim jednak zdążyłem cokolwiek zrobić, napastnik już stał nade mną. Czułem nadchodzący koniec. Nie było już drogi ucieczki. Pozostawało tylko mieć nadzieje, że śmierć przyjdzie szybko i bezboleśnie. Nagle Mazikeen zawył rozpaczliwie. Jego pisk było chyba słychać w całej puszczy.
-Hej! Odczep się od niego!-dał się słyszeć szczenięcy głosik, tuż za nami.
Ujrzałem Klemensa trzymającego w pyszczku ogon wroga.
-Klemens nie! Uciekaj!-wykrzyknąłem jednak młodziak nie zamierzał się wycofywać.
-Ty mały...-Mazikeen rzucił się w kierunku szczeniaka.
Wykonałem wysoki sus, odbijając się od głowy lisa, a tym samym zyskując czas na ucieczkę. Klemens pognał za mną.
-Stój!-zawołałem.
-O co chodzi?...-towarzysz zerknął na mnie zaskoczony.
-Ta ziemia tutaj jest...Jakaś dziwna...-stwierdziłem obwąchując podłoże.
-Nabirie, nie mamy czasu na wąchanie błota. Mazikeen nas ściga!
-Wiem, wiem. Pobiegnijmy dookoła, czas ucieka.
-Dobrze ale po co?
-Zaraz się przekonasz...-lekko uśmiechnąłem się do liska.
Niedługo potem pojawił się Mazikeen. Wyglądał na bardzo rozwścieczonego.
-Hej ty! Tu jesteśmy głupolu!-zawołał chichocząc Klemens.
Lis bez chwili zastanowienia pognał w naszą stronę. Ten właśnie ruch był jego zgubą, bowiem w obecnej chwili nie zastanawiał się nad tym po czym biegnie. W ułamku sekundy napastnik przewrócił się na śliskim podłożu.
-A teraz patrz i ucz się.-powiedziałem zerkając na Klemensa-Takie coś nazywa się bagno.
-A czemu on się tak dziwnie w tym miota?-zainteresował się szczeniak.
-Wiesz, to coś się klei i wciąga na dno. Zanim z tego wyjdzie trochę czasu zejdzie... Chodźmy stąd...
-Chciałeś chyba powiedzieć jeśli wyjdzie...-zachichotał Klemens podążając za mną.
Klemens?

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Meilin opuszcza bloga!

Meilin opuszcza bloga. Powód: Decyzja właściciela

Silette zostaje wydalona z bloga!

Silette opuszcza bloga. 
Powód: kopiarstwo, pojawienie się na czarnej liście royalog, omijanie minimalnej ilości słów. Informujemy również, że posiadamy dowody i wszelki hejt będzie karany stałą blokadą.
Wszystkie postacie tego użytkownika zostały wydalone. 

niedziela, 18 czerwca 2017

Od Ace C.D. Opowiadania Chalize

- Co się dzieje..? - zmarszczył brwi
Położyłem po sobie uszy. Znowu. Ale nie swobodnie. Poczułem jakby na klatkę piersiową ktoś kładł mi duży kamień. Przełknąłem.
- Coś jest nie tak. - mruknąłem znowu.
Była okropnie zmęczona. Jak gdyby ten poród odebrał jej wszystkie siły życiowe.
Znachor przytaknął i natychmiast się odezwał.
- Podamy jej eliksir zdrowotny. Niech wróci do siebie.
Przytaknąłem i podbiegłem do półki. Szybko odnalazłem niebieską fiolkę i podałem ją Chalize do pyska.
- Wypij. To pomoże.. - westchnąłem przytrzymując jej pysk.
Zmęczenie wszystkim dało się we znaki. Ziewnąłem i usiadłem obok nasłuchując dziwne odgłosy.
- Teraz bardzo możliwe, że twoja żona będzie długo spać. - oznajmił stary lis
- Jak długo? - przekrzywiłem łeb
- To ciężko określić, Ace.. Możliwe, że nawet parę dni.
- Rozumiem. - westchnąłem. - Mimo wszystko, chciałbym ją jakoś zabrać do domu.

***

Deszcz leniwie odbijał się o leśny mech. Jego część znikała między koronami drzew, a krople które docierały do ziemi, gromadziły się pod wielkim dębem. Leżałem razem z Lizzie przy wejściu do legowiska alf przyglądając się temu przygnębiającemu widokowi. Chalize spała już drugi dzień, a dokładniej dwudziestą ósmą godzinę. Na wszelki wypadek podaliśmy jej eliksir dobrych snów,  żeby nic nie zakłóciło jej odpoczynku.
Moje ucho odwróciło się w stronę sypialni, skąd dobiegał pisk jednego z maluchów. Szybko zerwałem się z miejsca, ale poczułem czyjąś łapę na kołnierzu.
- Ja pójdę, tato. W ogóle nie śpisz. Zrób sobie przerwę. - spojrzała na mnie poważnym wzrokiem, a po chwili uśmiechnęła się chcąc w ten sposób zapewnić mnie, że nic się nie stanie.
Skinąłem niechętnie głową. Oj, proszę.. Ile można spać?

Chalize?

sobota, 17 czerwca 2017

Od Chalize CD opowiadania Ace

- Dziękuję... - wymamrotałam. Ace musiał czymś suszyć moje futro, żeby nie było mi aż tak zimno.
Nie mogłam tego sprawdzić, byłam zbyt.. zmęczona. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Byłam gotowa zwinąć się w kulkę i zdechnąć, może to by mi pomogło. Po chwili ciepły wiaterek ustał, a ja czułam przy sobie dwie, malutkie kulki. Nie czułam się zbyt dobrze, więc tylko je do siebie przytuliłam. Nie mogłam dociec, czemu Ace się tak cieszy. Tak, szczeniaki, super... ale to nie on leżał tu wykończony. Czułam, że to wszystko, do cholery jasnej, nie ma sensu. Mój luby widocznie musiał dostrzec mój wyraz pyska, gdyż w jego tonie wyczułam zaniepokojenie i troskę.
- Chalize...? - mruknął. - Wszystko w porządku...? Nie wyglądasz zbyt dobrze..
- Pewnie, że nie! - warknęłam, sama zaskoczona moim tonem. - A czy ty byś dobrze wyglądał?! Na bogów, myśl czasami!
Rudzielec skulił po sobie uszy, jego mina wyrażała zdziwienie. Bogowie, co się ze mną dzieje... Przecież nie chciałam go urazić, on chciał się tylko mną zaopiekować. Poczułam się źle, bardzo źle. Kątem oka zobaczyłam, że do nory wszedł Znachor. Musiałam się czymś szybko zająć, żeby nie wywołać jakichkolwiek podejrzeń, że coś może być nie tak. Przystawiłam oba szczenięta do swojego boku, aby mogły się najeść do syta.
- Znachor, z Chalize jest coś nie tak...

Ace?

Od Silette - nocny koszmar

Położyłam się spać i miałam wrażenie że w mojej głowie wiruje tysiąc pomysłów. Znalazłam się normalnie na naszych terenach. Ale nikogo tu nie było. Nawet bet. Które powinny być zawsze. Nagle usłyszałam ryk. Jakieś dziwne stworzenie wyskoczyła zza pagórka. W szponach trzymało wszystkie lisy za stada. Ale nie. Brakowało jednego oprócz mnie. Ale nie mogłam sobie przypomnieć którego.To "Coś" znowu ryknęło i próbowało mnie także złapać. Ale ja wskoczyłam na drzewo. Szybko  wspiełam się na wyższą gałęzią i nie było mnie widać. Potwór szukał mnie wszędzie. Tylko nie tu. Po chwili zza pagórka wyskoczył lis którego tam brakowało. Wyskoczyłam z ukrycia i pokonaliśmy potwora. Gwałtownie się obudziłam. To nie prawda. To był tylko okropny koszmar...