sobota, 3 czerwca 2017

Od Chalize CD opowiadania Ace

Poczułam nieprzyjemny, piekący ból tam na dole, po prostu istna makabra. Było gorzej, o wiele gorzej niż wcześniej. Poza tym, co to był za trzask...? Coś poszło niezgodnie z planem.
- Cholera. - mruknął pod nosem Znachor. - Trzeba sobie poradzić tradycyjnymi metodami. Ace, do cholery ciężkiej, zostaw to. Idź po tą, jak ona.. balię i napełnij ją wodą, dwa metry w głąb nory masz całkiem przyzwoite źródło. No co się gapisz? Jazda!
Usłyszałam pośpieszne kroki wgłąb mieszkania Znachora, a także wleczenie czegoś sporego po ziemi. Przerywane pięknymi wiązankami, oczywiście. O co chodzi? Po co... woda?
- Nie martw się, malutka. - Znachor zwrócił się bezpośrednio do mnie. - Poród w wodzie jest znacznie mniej boleśniejszy, zaraz będzie po wszystkim..
- Taak myślisz? - jęknęłam. Czułam coraz większy napór na miednicę - zupełnie, jakby miała się zaraz złamać.
Poczułam, jak tracę przytomność. Z bólu? Możliwe. Nie byłam już świadoma, słyszałam jedynie rozgorączkowane głosy dwóch lisów i debaty nad moim losem. Ktoś chwycił mnie i zanurzył do połowy w letniej wodzie. Rzeczywiście, bolało coraz mniej...
- Znachor! - wydarł się Ace. Wiedziałam, że to on, tylko on jest takim panikarzem. - Tu jest krew i jakieś dziwne coś! O bogowie, to coś się rusza!
- To tylko owodnia, po prostu to rozedrzyj. - mruknął lis. - O bogowie, czy to takie trudne? Nie wykrzywiaj mi się tu. Chędożyć to było komu, a pomóc to już nie?!
Po chwili poczułam następną falę bólu, a następnie znowu sprzeczkę tych dwóch. Czyjeś silne łapy chwyciły mnie za skórę i podniosły, po czym przełożyły na miękkie legowisko. Byłam już tylko obolała, a nie zapowiadało się na kolejne dziecko. Chwilę potem Ace położył obok mnie dwie małe kulki (oczywiście całe we krwi - faceci nie mają za złotą monetę poczucia estetyki...) i bezceremonialnie, jak gdyby nigdy nic, osunął się tuż obok.
- Będziesz rzygać? - dogadał mu na odchodne Znachor. Z jego tonu głosu można było wyczytać, że był nawet wesoły.

Ace?

Od Lori C.D opowiadania Brooke'a

Poczułam jak jedna strzała omal mnie nie przebiła z powodu naszego opóźnienia. Lori skup się! Starałam się wrócić do wcześniejszego rytmu, ale nagle myśl, że jednym niewłaściwym krokiem będę musiała zapłacić życiem, zabrała mi wcześniejszą sprężystość ruchów. Wycisz się, spokojnie,
to tylko miły taniec na jakiejś kwiecistej łące, tak... Nie, taniec nie może być miły...
Kolejny grot przeleciał dosłownie centymetr od mojego ciała. Nie myśl o niej!
Postaw, dostaw, postaw, dostaw, dostaw... Błąd!
Znów ten szum, który mógł zwiastować śmierć... Brooke'a i moją. Czekaj... Wymieniłam go
jako pierwszego? Nie.... Pewnie mi się zdawało, chyba...
 - Tam jest koniec korytarza! - do rzeczywistości przywołał mnie głos mojego kompana,
rzuciłam szybkie spojrzenie we wskazaną stronę, bezpieczna platforma była już kilkanaście
kroków stąd...
W moje wątłe ciałko wstąpiła niezwykła nadzieja, uratujemy się! Wyjdziemy z tej okropnej
ścieżki śmierci! Wejdziemy do swoich przytulnych norek i... coś upolujemy, bo już od dłuższego czasu nic nie jedliśmy i nie piliśmy... Ale teraz skupienie!
Raz dwa trzy, raz dwa trzy... Zero błędów! Moje zmysły jakoś dziwnie się uspokoiły, mogę powiedzieć, że w tamtej chwili po prostu tańczyłam dla siebie, dla radości, dla... niego.
Stop! Co się dzieje z moimi myślami?! Czy ja... oszalałam?!
Nagle przypomniała mi się ta chwila w której Brooke mógł uciec przed goblinami, a tego nie zrobił... ze względu na mnie? Wtedy poczułam takie ciepło blisko serca... Lori otrząśnij się!
W jednym momencie wszystkie uspokojone wcześniej zmysły wróciły, tuż obok nas leciały śmiercionośne groty strzał, bezpieczna strefa platformy znajdowała się pięć kroków ode mnie... Jeszcze tylko kilka sekund i... już! Kiedy tylko dotknęliśmy łapami linii, wszystko nagle
się uspokoiło.
 - Podobał ci się taniec? - zapytał samiec po krótkiej niezmąconej niczym ciszy.
 - Był dosyć niebezpieczny, ale tak... - upadłam ciężko na cztery łapy, byłam już skrajnie wykończona tymi wszystkimi wydarzeniami tego pokręconego dnia. Westchnęłam cicho, jeszcze dziś powinnam być w swojej norce, ciekawe czy w sforze ktoś zauważył moją nieobecność?

Brooke? 28 ♥♥

piątek, 2 czerwca 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

- Ace.. - ruda spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- To już? -  zażartowałem przewracając oczyma, ale widząc to, jak poważnie wygląda, zwątpiłem. - Nie żartuj. - prawie warknąłem patrząc na Znachora.
Wyczułem narastającą we mnie panikę.
Pokiwała znacząco głową ciężko dysząc.
- Jezu, Chalize. - rzuciłem i podbiegłem do starego lisa chwytając go za ramiona. - Znachor, ratuj ją! Ona rodzi! - krzyknąłem coraz mocniej potrząsając łapami.
-  Uspokój się, Fulco, bo inaczej będę musiał cię wyprosić za drzwi. -  sprowadził mnie na ziemię.  - Muszę podłączyć aparaturę, będziesz trzymał mi kable.
- Dobrze. - odetchnąłem wydychając z siebie stres. - Zaczekaj, ruda. Tylko nigdzie nie odchodź
- A gdzie miałabym się niby ruszyć? - burknęła coś w tym stylu, a ja wyszedłem na tyły.
- Masz. - usłyszałem huk przewracanych sprzętów w dużej komórce. Trzask. Coś się zbiło. Jakieś ustrojstwo pisnęło. Cholera. Zaklął lis.

Chazlie?

Od Brooke'a C.D opowiadania Lori

- I co teraz? - zapytała się niepewnie Lori, chwiejnie stojąc na swoich dwóch łapach.
- Oddaj się muzyce... - wyjaśniłem nostalgicznie i... Zrobiłem pierwszy krok. Tak naprawdę na tylko jednej parze łap czułem się równie nieswojo, jak lisica. Postawienie kończyny do przodu nie było dobrym pomysłem, bo wytrąciło Rudą z równowagi i po chwili runęliśmy na białą posadzkę. Na szczęście dalej trzymaliśmy się bezpiecznej strefy, ale nie wróżyło to dobrze.
- Jeszcze raz... - westchnąłem, podnosząc się.
- Ale tego się nie da! - zauważyła zirytowana towarzyszka.
- Wiem, ale to jedyne wyjście... - spuściłem wzrok. To piekielnie trudne zadanie, ale co nam zostało?
Tym razem to ja podałem łapkę, po jej przyjęciu i podniesieniu się do góry znowu mogliśmy się zaczynać.
- Ja na ukos do przodu, ty na ukos do tyłu, jednocześnie. A później zmiana ról - instruowałem, próbując wywołać większą spójność. Wydawało mi się, że była koniecznie potrzebna. Zrobiłem krok, Lori tuż po mnie, trochę za późno - skończyło się kolejną wywrotką.
- Dobra, może... Policzymy? Przy okazji do tej melodii - stwierdziłem. Odczekałem do momentu, w którym byłem w stanie zacząć i wyliczałem, wydawało mi się nawet, że do rytmu:
- Raz, dwa, trzy...
Udało się! Postaw, dostaw, postaw, dostaw - na początku szło trochę nieporadnie, ale z każdym kolejnym krokiem było lepiej. Nasze ruchy zaczęły się zgrywać z sobą, a to wszystko łączył rytm. Koło nas świstały groty, niektóre mijały tylko o kilka centymetrów, ale o dziwo żadna jeszcze nie dotknęła ani Rudej, ani moich własnych czterech liter. Popatrzyłem na jej mordkę. Była skoncentrowana na tańcu i nie zwróciła uwagi na mój wzrok. Postanowiłem wykorzystać tą chwilę i skierowałem patrzałki na jej tęczówki. Były maślano-brązowe i błyszczały w świetle lamp. Znowu odruch... pociągnął moją mordkę bliżej. Żeby przyjrzeć się tym oczom? Nie sądzę... Ale wtedy Ruda odwróciła się w moją stronę. Od razu odsunąłem nos i uciekłem jej wzrokowi, powodując lekkie wypadnięcie z muzyki. Nie, teraz muszę się skoncentrować na przejściu zadania.

Lori? ♥ 27

Od Dreamcatchera CD opowiadania Rity

To uczucie kiedy ona powie tak... mój brat już to przeżywał. Ale ja dopiero teraz! Rita z ekscytacją uniosła łapy.
-A może zrobimy uroczystość i zaprosimy wszystkie lisy?-zapytała Rita.
-O ile alfy się zgodzą.-odpowiedziałem.-Ja bardzo chcę.
Zaczęliśmy spokojnie iść w stronę norki.
To może zamieszkały u Ciebie?-zapytała moja partnerka.-w sumie to chyba tak będzie lepiej.
Kiwnąłem głową z uśmiechem. Rozstaliśmy się pod moją norką. Rita zaczęła iść w stronę swojej norki,przecież musiała wszystko przenieść. Czekałem na nią i wszystko poukładałem w szafkach. Powiększyłem legowisko żebyśmy mogli spokojnie się położyć. Naciągnąłem materiał na skałę która leżała obok legowiska. Dzięki kawałku materiału będzie nam ciepło i wygodnie. Lekko powiększyłem fotel i zacząłem wszystko poprawiać. Legowisko było już całkiem duże. Rita wyszła. Wiedziałem po co. Po chwili wróciła z Nabirie. Moim synem. Dla niego także przygotowałam miejsce. Na legowisku było małe zagłębienie. Wcisnąłem w nie małe legowisko. Zmieściło by się w nim kilka szczeniaków.
-Witaj... tego.-przywitał się szczeniak.
-Od dzisiaj będziemy mieszkać razem.-uśmiechnąłem się.
Szczeniak także się uśmiechnął. Zaczął skakać po mnie i po Ricie. Nie przeszkadzało mi to.
Rita?:')

Od Chalize CD opowiadania Ace

Obudziłam się dosyć późno, zresztą jak zwykle ostatnimi czasy. Zbudziło mnie dopiero mocne szarpnięcie w okolicach dołu brzucha. Po ostatniej ciąży jednak przestałam się tym przejmować, miałam więcej doświadczenia. Martwi mnie jednak fakt, że tym razem szczeniaków będzie więcej... Podobno dwa samce. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie gładko. Przetarłam oczy łapą, a następnie przeciągnęłam się. Z kuchni dobiegał smakowity zapach mięsa.. Chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że od razu się tam udałam.
- Witaj, beczułko. - Ace uśmiechnął się ciepło. - Siadaj. Czekaliśmy na ciebie.
- Oh, nie trzeba było.. - mruknęłam zawstydzona, ale przystałam na propozycję mojego partnera. - Co takiego jecie?
- Zając. - odpowiedziała Lizzie. - Pieczony. A tak poza tym, to hej mamo. Jak się czujesz?
Uh, ciężkie pytanie. Czułam się nawet dobrze, ale czułam się jak taka wypchana kamieniami beczka. W poprzedniej ciąży było lepiej, ale może dlatego że była tylko jedna lisiczka, a nie dwa lisy. Uśmiechnęłam się tylko do niej.
- Jakbym się najadła kamieni. - parsknęłam śmiechem.
***
Po śniadaniu wszyscy rozeszliśmy się w swoją stronę - młoda poszła na dwór, a ja z Ace udaliśmy się do Znachora. Chwilę później poczułam, jak wszystko się zaczyna.

Ace? c:

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Czas pognał do przodu. Nim zdążyliśmy się obejrzeć, brzuszek mojej partnerki urósł do nieprawdopodobnych rozmiarów. Przygotowałem z pomocą Lizzie i mojego przyjaciela z miasta oddzielny pokój dla Horizona i Maroona. Nie było łatwo, bo nasze mieszkanie, mimo, że było bardzo duże, nie miało jeszcze jednego pokoju. Następne dwa trzeba było zbudować w dalszej części. Postaraliśmy się nawet o okna z  jasnymi, o fakturze drzewa okiennicami. Sto procent bezpieczeństwa.
O Morpheusie, innych bogach, Dolinie królów i czarnych lisach już się niw rozmawiało. Czas przyjścia na świat małych lisków miał ociekać optymizmem w umysłach wszystkich dookoła.
Zwyczaj wczesnego wstawania tak bardzo wszedł mi w krew, że codziennie budziłem się o szóstej, wychodziłem na polowanie i wykąpany wracałem ze zdobyczą. Najczęściej czasu starczyło na upieczenie jedzenia na ogniu, bądź przygotowaniu czegoś szczególniejszego, jak szaszłyki z warzywami.
- Śniadanie! - oznajmiłem równo o ósmej.
Wiedziałem, że to nic nie da, bo Lizzie i Chazlie są strasznymi śpiochami.
Ta przyszłość.. Jeszcze rok temu, gdyby ktoś przekazał mi taki scenariusz mojego życia, uznałbym go za idiotę.  Te pojęcie było tak abstrakcyjne.
Lizzie wyszła wcześniej. Ziewnęła i podeszła do mnie dajăc mi całusa wże policzek.
- Hej tato. Co na śniadanie? - usiadła na swoim miejscu węsząc w powietrzu piękne zapachy pieczonego mięsa.

Chazlie?

czwartek, 1 czerwca 2017

Od Lori C.D opowiadania Brooke'a

Zastrzygłam uszami, muszę przyznać, że muzyka mi się podobała. Gdzieś w zakamarkach mojej pamięci były następne takty tej melodii, czy ja jej kiedyś przypadkiem nie słyszałam?
Przygryzłam znowu kawałek futerka, wysilając jednocześnie już przemęczone tym
wszystkim komórki, ten dzień wymęczył je zupełnie. Co tam dziś było? Gremliny, pokój z wodą, zagadka o drzwiach, te spadające płytki, więcej łamigłówek, a teraz to coś? Chcę już wrócić do swojej przytulnej norki!
 - Walc... Już wiem! - z głębokich rozmyślań o wygodach wybudził mnie podekscytowany głos mojego kompana. - Kiedyś to widziałem!
Przechyliłam głowę, moje myśli płynęły wyjątkowo wolno, więc trochę mi zajęło zrozumienie tego co powiedział samiec.
 - Mów dalej... - mruknęłam cicho jednocześnie przyglądając się miejscom z których mogły wylecieć śmiercionośne groty. A gdyby tak po prostu przebiec przez korytarz nie zatrzymując się?
Szybko jednak odeszłam od tego pomysłu - budowniczy tego kompleksu pokoi pewnie przemyśleli
tą możliwość.
 - Ruda... Umiesz choć przez niecałą sekundę utrzymać się na tylnych łapach? - po tym jak rozległy się te słowa rzuciłam Brooke'owi zdziwione spojrzenie. Miałam nawet zamiar się zapytać
czy żartuje, ale w takiej sytuacji...
 - W sumie to... nie wiem... - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wyczekując na reakcję samca,
który o dziwo się uśmiechnął.
 - Zapraszam madame do tańca! - gdzieś wyczułam znaną nutkę ironii, naprawdę, czy on żartuje? Znajdujemy się w takiej dziwnej sytuacji... Ych. Rozejrzałam się dookoła, próbując nie spojrzeć lisowi w oczy.
 - Ale... ja nie umiem tańczyć... - ściszyłam lekko głos, ciesząc się, że dzięki temu, że mam futro, Brooke nie zauważył moich (prawdopodobnie) zarumienionych policzków. Z niewiadomych mi przyczyn podniosłam swoją prawą łapkę, jakby mając nadzieję, że lis ją złapie, co oczywiście się
nie stało.
 - Powiem ci ciekawostkę: Ja też nie umiem! - do moich uszu dobiegł przyjacielski śmiech, a ja uśmiechnęłam się. Jakoś sobie poradzimy!

Brooke? <3

Od Brooke'a C.D opowiadania Lori

Zagadka wydawała mi się prostsza, niż myślałem. Tym razem od razu łódź naprowadziła moje myśli na rzekę. To ona kołysze łódkę! Już miałem jak zwykle powiedzieć rozwiązanie, ale wtedy głosik przyjaciółki mnie wyprzedził.
- Rzeka!
Guzik przez dłuższą chwilę się nie zaświecał, co spowodowało dreszcze na moich plecach. Nastąpiła niespokojna cisza, przerywana tylko odgłosami nerwowego machania ogonem. Już kiedy myślałem, że to koniec przycisk radośnie błysnął światłem, ostatnia zasuwa się odsunęła, co spowodowało otworzenie się samych drzwi. Chyżo zeskoczyłem z platformy i pobiegłem w stronę utworzonego przejścia.
- I co, zrekompensowałaś się, Ruda? - uśmiechnąłem się pod nosem.
- Jasne! Mam stosunkowo większe osiągnięcia od ciebie... Pewnie teraz też powiesz, że miałeś to na końcu języka?
- Właśnie tak.
- Taaa... - westchnęła ironicznie, po czym bez wahania przekroczyła próg następnego pokoju. Czego można było się domyśleć także był calusieńki biały i jak zwykle na początku nie różnił się od pozostałych. Drzwi za nami szybko się zasunęły, znowu zostaliśmy zamknięci. Jedynym widocznym wyjściem było to daleko przed nami. Nagle odezwał się ten szary, bezbarwny i informacyjny głos.
- Meta jest już niedaleko... Nie cieszcie się jednak za bardzo, przed wami najtrudniejsze. Wiecie, co to walc? Teraz będziecie musieli do niego zatańczyć...
Skąd to coś wie, że jesteśmy we dwójkę?
Tylko tyle zdążyłem pomyśleć, bo do moich uszu dotarła jakaś muzyka, a ze ścian zaczęły wylatywać strzały. Nasza pierwsza reakcja byłą taka sama - pisnęliśmy i odskoczyliśmy do ściany. Na szczęście, strefa, na której staliśmy była bezpieczna. Nie uchodzi jednak wątpliwości, że żeby dostać się do kolejnych drzwi, trzeba będzie przejść tą z latającymi grotami. Może poruszają się one w jakimś systemie? Próbując go odgadnąć zauważyłem, że poruszają się jakby... do muzyki? A coś mi podpowiadało, że ją kojarzyłem.

Loriaanko?

Beta!

Witajcie kochani!

Mam przyjemność przedstawienia Wam nowej bety i jednocześnie mojej i Chalize prawej łapy. :v 
Obrady trwały długo, bo decyzja nie należała do najłatwiejszych, ale już dłużej nie przeciągając:

Z ogromną radością informuję, że samicą beta naszego stada zostaje...

*proszę o bębny..* 













*dramatyczne napięcie budowane zjazdem w dół*








*jeszcze trochę*






*i zdjątko*


  




Lori!

Gratulujemy z całego serca i życzymy wielu sukcesów na nowej drodze życia..  


~Ace