środa, 24 maja 2017

Od Miry C.D Opowiadania Nabirie

-Oczywiście.-powiedziałam z ekscytacją.
Nabirie się uśmiechnął  a ja zawołałam mamę.
-Mogę iść?-zapytałam z nadzieją.
-Tylko nie oddalaj się za bardzo.-powiedziała mama.
Kiwnęłam łepkiem ze zrozumieniem. Podbiegłam do Nabirie i zaczęliśmy iść w stronę (chyba) jego norki.Był ode mnie starszy i pewnie mądrzejszy. On już chodzi do szkoły,uczy się a ja tylko siedzę w norze i się nudzę. Chciałabym już chodzić do szkoły. Moja mama prawdopodobnie tam pracowała. Dotarliśmy w końcu do jakiejś norki. Pachniało tam lisami. Ale Nabirie nie był sam. Były tam jeszcze trzy lisy.Ostrożnie weszłam do środka.
-Witaj-dorosła lisica się do mnie uśmiechnęła.
-Cześć.-mruknęłam nieśmiało.
Były tu jeszcze szczeniaki. Które radośnie szczekały i biegały po całej norce.
-Morgenstern!-lisica zgromiła szczenię wzrokiem kiedy to zrzuciło jakiś przedmiot.
Lisiczka mruknęła coś tylko i znów zaczęła gonić samczyka.
-Jestem Rita,ty pewnie jesteś Mira.-powiedziała lisica z uśmiechem.
-Tak.-odpowiedziałam posłusznie.
Rozejrzałam się po całej norce. Była duża ale mniejsza od naszej.
Nabirie?

Od Brooke'a C.D Lori

Kiedy usłyszałem mechaniczne słowa krew na chwile zmroziła mi się w żyłach. Kiedy ponownie przeszła do stanu ciekłego napędziła zębatki w moim mózgu do niewiarygodnej prędkości. Dopędzał je jeszcze bardziej bulgot wody, który wydobywał się jeszcze z otworu za mną, jednak już niedługo miał się przenieść do pomieszczenia, w którym się znajdowałem. Nie chciałem utonąć, a najgorzej z poczuciem winy, że ściągnąłem do świata umarłych jeszcze jedną duszyczkę. Ja w to nas wrzuciłem i ja wydobędę. A akurat mam takie szczęście, że moim zamiłowaniem są zagadki logiczne, tak, kocham je całym sercem.
Mój umysł potrzebował jeszcze jednego powtórzenia łamigłówki, żeby odgrzebać w zagłębiach pamięci rozmowę z moim ulubionym wujkiem. Jako jedyny w mojej rodzinie podzielał moje zainteresowanie, czyli tajemnicze ciągi znaków. Uwielbiał mi zadawać pytania na inteligencję, a ja lubiłem na nie odpowiadać. jedno z nich dotyczyło miasta i ludzi prawdomównych oraz kłamców, i mimo, że sam przykład był inny, to jednak pytania były łudząco podobne. Tak, teraz już byłem pewien, że to jest to - trzeba się było zapytać, co odpowiedziałby drugi posąg na pytanie dotyczące tego, gdzie prowadzą drzwi. Powinienem dostać odpowiedź tak albo nie, ale zawsze przed zastosowaniem trzeba było je odwrócić. pamiętam, że była to jedna z najtrudniejszych zagadek, właściwie to odpowiedź zdradził mi wujek. Zastanowiłem się jeszcze, czy to pytanie jest prawidłowe, i mimo, że nie udało mi się tego do końca sprawdzić czułem, że choć mam dużo do stracenia, to jest to jedyne rozwiązanie, jakie mogłoby mi wpaść do głowy. A dodatkowo mój ogon był już mokry! Spojrzałem na Lori, chciałem coś powiedzieć, ale strach przed uznaniem tego za pytanie do rzeźb był zbyt duży. Bez słów spróbowałem wytłumaczyć, że mam to, a Ruda wzrokowo odpowiedziała mi, iż mam się pośpieszyć. Ufała mi, że te rozwiązanie będzie prawidłowe? Najpewniej. I choć nie powinno to robić na mnie żadnego wrażenia, to jednak podniosło w duchu. Jeszcze raz ze świstem wypuściłem powietrze i wypowiedziałem jednym tchem wskazując drzwi za kamiennym goblinem:
- Gdybym zapytał drugą rzeźbę, czy jej zdaniem te drzwi prowadzą na wolność, co by powiedziała?
Zacząłem się cały trząść, co się stanie, kiedy okaże się, że coś pomyliłem? na szczęście posąg nie dał mi czekać, niemal natychmiast otrzymałem odpowiedź.
- Nie.
Ok... Po właściwym odwróceniu wychodzi tak, co znaczy, że powinniśmy wyjść drzwiami za zapytanym posągiem.
- Chodź, Lori, tutaj! - skierowałem swe kroki do owego wyjścia. Po upewnieniu się, że lisica jest koło mnie ostrożnie pchnąłem drewno. Jakaś nieznana siła z tą chwilą automatycznie wepchnęła nas za drzwi. Kiedy otworzyłem oczy, widok rozpiął moje ciało z ulgi i radości. Byliśmy... W kolejnym białym pokoju.

Lori? ♥♥♥♥♥♥

Od Klemensa do Nabirie

Spojrzałem się błagalnie w stronę taty.
 - Ile razy mam cie powtarzać! Nie możesz wyjść z tej norki sam! - powiedział, patrząc mi w oczy, pewnie chciał mi wpoić tą zasadę na stałe, ale 'przypadkowo' cały czas o niej zapominałem.
 - Ale... - zamknąłem oczy, próbując znaleźć w zakątkach swojego umysłu jakieś słowa których będę mogłem użyć, lecz oczywiście będąc małym szczeniakiem nie można mieć jakiegoś wyjątkowo rozwiniętego zasobu. - Tatku! Ale mówiłeś...
Wiedziałem, że metoda "Czyli kłamałeś, a przecież mówiłeś, że trzeba mówić prawdę!" jest nawet dosyć skuteczna. Mój ojciec westchnął lekko, by po chwili rzec wyjątkowo cicho.
 - Dobrze, mamy nie ma w pobliżu... Możesz iść, ale nie spuszczaj norki z oka...
 - Bo ucieknie! - na moim małym pyszczku zagościł uśmiech i zanim kto się obejrzał już kroczyłem poza mieszkankiem. Wiedziałem, że gdybym się zgubił to powstałby dosyć duży problem,
więc starałem się dokładnie zapamiętywać ścieżkę, mimo iż mój chód był jeszcze niezdarny
i często robiłem przerwy, nawet dosyć szybko się przemieszczałem.
W pewnym momencie usłyszałem jakiś dźwięk, który chyba należał do pękającej gałązki. Zastrzygłem uszami, co to było? Mam nadzieję, że nic niebezpiecznego!
Zacząłem się powoli cofać... W myślach ukazywały mi się najgorsze obrazy, zamknąłem oczy...
 - Kim jesteś? - tuż obok mnie rozbrzmiał jakiś dosyć przyjemny głos, otworzyłem swoje ślepia
i zobaczyłem obok siebie sylwetkę jakiegoś lisa podobnego do mnie, tylko, że był starszy.
 - Ja już stąd idę! - pisnąłem, przypominając sobie formułkę.

Nabirie?

Od Klemensa

Dotknąłem leciutko zielonego listka trawy, był taki miękki w dotyku! Spojrzałem się w stronę norki, tata mówił mi żebym jej nie spuszczał z oka, ponieważ może błyskawicznie uciec. Muszę przyznać, że chciałbym to zobaczyć... Ciekawe jakby to wyglądało? Mieszkanko nie ma nóg...
Odwróciłem głowę by móc się przyjrzeć wcześniej oglądanym przeze mnie listkom, do mojej głowy przyszło kolejne pytanie: "Dlaczego to ma taki kolor?". Kiedy będę mógł już lepiej mówić, 
zapytam się o to, dlatego, że teraz jedyne co umiem to proste słowa typu "mama", "tata" 
i kilka innych, a ten zasób nie sprzyja konwersacji.
Zauważyłem obok siebie jakąś dziwną roślinkę która wyglądała jakby była pokryta włoskami. 
Muszę przyznać, że zaciekawiła mnie w końcu żeby zacząć odkrywać świat trzeba zacząć od najbliższych rzeczy. Trąciłem noskiem tą roślinkę i...
 - Auć! - krzyknąłem, kiedy okazało się, że z jakiegoś powodu to z wyglądu miękkie futerko okazało się jakimiś kolcami, przez które mój nos zaczął mnie boleć. Jako, że jestem jeszcze szczeniakiem i nie umiem panować nad emocjami, zacząłem chlipać i pobiegłem w stronę norki, która nie zdążyła jeszcze uciec.
 - Mama! - krzyknąłem w momencie w którym zobaczyłem jak moja rodzicielka wychodzi 
z mieszkania, rzuciłem się w jej stronę.
 - Co się stało? - zapytała się, lecz kiedy zobaczyła w jaką stronę wędruje mój wzrok dodała: - Ach! Dotknąłeś swoim noskiem pokrzywy?
Pomachałem twierdząco głową, na następny raz będę wiedział, że nie wszystko co wygląda na miłe takie jest.

Od Nabirie do Miry

Dzień zaczął się dość przyjemnie. Przez prawie całą noc lał ulewny deszcz, toteż gdy wyszedłem z nory, ziemia była bardzo wilgotna. Nerwowo otrząsnąłem łapkę z błota, po czym wybrałem się na krótki spacer. Lubię przechadzać się po puszczy. Tyle tu niezwykłych zapachów i ciekawych stworzeń. Ciekawe czy inne lisy też lubią włóczyć się po terytorium. Gdy dorosnę z pewnością będę częściej wychodzić poza bezpieczne schronienie, gdyż moim największym marzeniem jest zostanie łowcą małych zwierząt. To poważne stanowisko, więc będę się musiał do niego naprawdę dobrze przygotować. Niespodziewanie dał się słyszeć cichy szelest, który wzbudził me zainteresowanie. Powoli zbliżyłem się do krzewów, starając się zlokalizować źródło dźwięku, jednak w pobliżu nie było żywej duszy. Po krótkim namyśle stwierdziłem, że chyba lepiej będzie zawrócić, tak na wszelki wypadek gdyby się okazało, iż jednak ktoś mnie obserwuje. Szybkim krokiem pomknąłem w kierunku norowiska. Nim zdążyłem dotrzeć do nory, mym oczom ukazała się niewielka jamka z której dochodziło ciche piszczenie. Zainteresowany nerwowo strzygłem uszkami w nadziei, że uda mi się dowiedzieć, co wydaje takowe odgłosy. Nagle z ukrycia wyłonił się ciemny, lisi pyszczek o ciemnobrązowych, okrągłych oczkach i wielkich uszach.
-Dzień dobry-przywitałem się serdecznie.
Szczenię zdawało się być nieco przestraszone, ale po chwili odważyło się ze mną porozmawiać.
-Cześć...-mruknęło młode.
Po głosie zorientowałem się, że to samiczka.
-Jestem Nabirie, a Ty?-przedstawiłem się.
-Mira...-odparła lisiczka-Co tutaj robisz?
-Jestem członkiem tej sfory, mieszkam kilka nor dalej. Chcesz zobaczyć moją jamkę?-zaproponowałem.
-Nie, nie mogę...
-Ale dlaczego?
-Mama nie pozwala mi samej wychodzić.
-Aha, przepraszam. Nie wiedziałem...-zerknąłem na samiczkę z lekkim zakłopotaniem-A jeżeli mama Ci pozwoli to mnie kiedyś odwiedzisz?
Mira?

Od Miry-Seria eventowa #1

Obudziłem się stanowczo za wcześnie. Rodzice i Klemens jeszcze spali. Postanowiłam iść na przechadzkę. Albo i nawet małą przygodę. Uśmiechnęłam się do siebie.Rodzice bardzo mnie kochają więc mi wybaczą. Po woli wyszłam z norki. Trochę umiałam chodzić ale się jeszcze chwiałam. Nie wiedziałam jeszcze gdzie jest granica terenów więc szłam prosto. Było tu kilka zapachów. Ale nikt tu nie mieszkał.Byłam jeszcze senna więc położyłam się w obcej norce i zasnęłam.

***

Obudził mnie wstrząs jako odczułam.  Gdzie ja jestem?

-Spokojnie mała .-powiedziała jakaś kobieta.

-Już?-usłyszałam pisk i się zatrzymaliśmy.

-Ethan spokojnie!-skarciła go jakaś kobieta.

Wyjrzałam z otwartej klatki. Wybiegłam z niej i skoczyłam na chłopca. Miał jakieś...hmm osiem lat?Przynajmniej na tyle wyglądał. Lekko polizałam jego dłoń. Myśleli że jestem samcem ale mi ładne imię wybrali i mogłam to w sumie znieść. Nadano mi imię Bailey(Czytaj:Bejli)

Tak w sumie to i tak miałam nie długo wrócić do domu więc imię nie miało znaczenia. Ethan wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Było tam bardzo miło ale mieli także kota.

-To jest Dymka,Dymka to jest Bailey.-powiedział i postawił mnie na ziemi.

Kocica syknęła i wskoczyła na kamienny blat. Ethan zaniósł mnie do jakiegoś pokoju. Stało w nim legowisko.Natychmiast na nie wskoczyłam i zaczęłam się tarzać.Było tu bardzo miękko. Czułam że na razie tu zostanę.  Ziewnęłam przeciągle pokazując ząbki.Potrzebowałam snu po tak długiej i wyczerpującej podróży.Ale jednak zeskoczyłam z łóżka i poszłam zwiedzać dom.Wszyscy mnie tu pokochali. Ale jednak tęskniłam za rodziną która na pewno się martwi.Znowu zobaczyłam Dymkę. Zaszczekałam na nią chociaż był to dziwny dźwięk,nie uczyłam się jeszcze szczekać.Kocica syknęła i skryła się za oknem.Miała szare futro.Prześlizgnęłam się przez drzwi i wyszłam na duże podwórze otaczające mnie ze wszystkich stron. Było tu mnóstwo zapachów.
-Ethan!-usłyszałam jakiś głos.Idziesz?
-Już,tylko wezmę Bailey'ego.-odpowiedział mój pan i wziął mnie na dziwny sznurek.
-To Todd.-powiedział do mnie Ethan biegnąc do domu obok.

wtorek, 23 maja 2017

Od Floxii - seria eventowa #9 (2)

Kolejny raz przeglądałam ozdobne menu, pobrudzone przez łapska gości karczmy. Gwar i tłok zauważalnie mi w tym przeszkadzał, ale i tak kolejny raz nie znalazłam nic dla siebie. Wpadłam wtedy na bardzo dobry pomysł. Kiedy przyszedł kelner, czyli kolejny przygarbiony, włochaty stworek, lecz ciemniejszej barwy skóry niż barman niezwłocznie wlałam go w życie.
- Poproszę mięso, ale takie same, bez zupełnie niczego. Żadnych przypraw, dodatków, same surowe mięso - podkreśliłam, żeby dobrze zrozumieli polecenie. Stwór popatrzył na mnie ze zdziwieniem malującym się w oczach.
- Surowe, nieopiekane mięso bez żadnych przypraw? Może jednak na coś się skusisz? - zapytał ochrypniętym głosem.
- Nie, nic nie zmienię - rzekłam zdecydowanym tonem. Kto wie, co by było, gdybym poprosiła o szczyptę? Pewnie dostałabym potrawę całą obtoczoną w składniku! Ale... Może tutaj mają inne miary i szczypta oznacza właśnie taką? Zamyśliłam się przez chwilę, w tym czasie robot zamówił po raz kolejny paluszki oliwne. To było chyba jedyne danie dla maszyn, ale i tak myśl, że jest tu taki spory zakres wzbudza we mnie podziw. Na zamówienie czekaliśmy chyba z godzinę, jeśli moje wyczucie czasu bez pomocy zegara w postaci słońca się nie myli. Ale co tu się dziwić, skoro karczma była po brzegi wypełniona różnorodnymi w gatunkach gośćmi. Kiedy w końcu zielony kelner przyszedł do naszego stolika brzuch skakał mi z radości - czyste mięso! Pożarłam je w całości, zastanawiając się szczerze, dlaczego nie wzięłam więcej. Mimo wszystko podstawowe potrzeby już zapełniłam, poczekałam na towarzysza i zapytałam:
- To co, idziemy już dzisiaj?
- Hmm... Jest dopiero co pełnia, ale możemy zacząć już dziś - kilka gali za miastem leży kolejna karczma, nawet bezpieczniejsza od tej.
- Pełnia? - zapytałam podejrzliwym tonem.
- Noo... Czas, kiedy Gwiazda jest dokładnie pośrodku nieba - odrzekł ze zdziwieniem Vootie. Ech.... Jeśli chcę tu przeżyć, powinnam się przyzwyczaić do innych określeń.

Od Lori C.D opowiadania Brooke'a

Jeszcze tylko skok!
Wylądowałam w kolejnym pokoju, byłam tym faktem zawiedziona, ale cóż, chyba ścieżka śmierci nie kończyła się po jednym zadaniu. W momencie w którym moje łapy uderzyły o podłogę, przejście za moimi gwałtownie zamknęło się z głośnym trzaskiem.
 - Auć! - wyrwało mi się niezamierzanie z gardła, a samiec samiec błyskawicznie odwrócił głowę.
 - Co się stało?! - powiedział, robiąc kilka kroków w moją stronę.
 - Nic... końcówkę ogona mi przytrzasnęło... - zawstydziłam się i wbiłam swój wzrok w podłogę.
Po krótkiej chwili zauważyłam, że rzeczywiście kilka włosów z mojej kity zostało w szparze między podłogą, a przejściem. Westchnęłam i ruszyłam do przodu, by uwolnić swoją kitkę od tych kilku 'spóźnionych' włosków. Niestety należę do lisów, które nieszczególnie lubią to uczucie, więc żeby nie przedłużać tego zbytnio, skoczyłam... Jakoś przypadkowo wyszło na to, że trochę za mocno
to zrobiłam i przekoziołkowałam w stronę Brooka, który patrzył się na moje zmagania.
 - Przestań się bawić! Chodź! - mruknął pod nosem i zaczął iść w stronę przeciwległej ściany na której były jakieś znaczki, a ja zaczęłam dreptać za nim.
 - Umiesz czytać po innych językach? - zapytałam się, przeglądając te dziwne ciągi znaków.
 - Nie za bardzo... - lis przejechał łapą po wypukleniach. W pewnym momencie usłyszeliśmy ten dziwny metalowy głos, co na początku przywitał nas na ścieżce śmierci.
 - Etap drugi. - kiedy 'powiadomienie' ucichło, gdzieś za ścianą rozległy się pobrzdąkiwania
jakiegoś mechanizmu. Ni to mrugnęłam okiem, a to już zamiast gołej powierzchni znajdowały się dwoje drzwi oraz taka sama ilość rzeźb przedstawiających gremliny. Kiedy mechanizm ucichł po sali potoczyły się kolejne słowa.
 - Za jednymi drzwiami kryje się wolność, a za drugimi śmierć. Jeden strażnik zawsze mówi prawdę, a drugi zawsze kłamie. Możecie zadać jedno pytanie! Jeśli wypowiecie ich więcej, woda z wcześniejszego etapu was zaleje!
No genialnie! Przecież śmierć od życiodajnego płynu musi być!
Rzuciłam niepewne spojrzenie w stronę mojego towarzysza który najwyraźniej już zastanawiał się nad rozwiązaniem tego zadania, zrobiłam głęboki wdech i wydech, by uspokoić zdruzgotane nerwy
oraz żeby mózg miał wyższą produktywność. Chyba coś zaczęło mi świtać w głowie, podobnie jak mojemu kompanowi który się... uśmiechnął.

Brooke? ♥♥♥♥♥

Od Klemensa

W ostatnich dniach osiągałem postępy w chodzeniu, mogę już nawet przejść kilka metrów
bez odpoczynku! Wciąż nie mogę dogonić dorosłych, ale to będzie mój cel - będę wszelkimi siłami dążyć by kiedyś zostać jednym z szybszych lisów w stadzie. Mama ostatnio tłumaczyła mi
to pojęcie, 'stado' to jest grupa stworzeń które razem żyją, jeszcze niedawno tego nie rozumiałem,
ale teraz już wiem, przykładem takiej gromady jest miejsce w którym się urodziłem - chodzi tu oczywiście o Szlak Rudych Łap... Ponoć panuje tu wiele różnych zasad, na przykład są ważniejsi którzy nazywają się alfy, którzy są przywódcami,  zwykle w gromadzie są też bety, lecz chwilowo ich nie ma. Ja jestem zwykłym członkiem, czyli kimś takim normalnym. Najmniej ważne są omegi - to takie złe lisy od których powinienem trzymać się z daleka.
Z czego co wiem to będę musiał się jeszcze nauczyć wielu rzeczy! Tata mi dziś o tym
wszystkim opowiadał! Będę musiał się wyszkolić w polowaniu, bo zwierzęta same do mnie
 nie przyjdą! Ważne też będzie wiele innych rzeczy, w tym: walki, matematyki, geografii, poprawnej wymowy ( tu się pochwalę, że ostatnio udało mi się coś zrozumiale powiedzieć!), kopanie nor, przetrwanie, zasad stada ( już trochę wiem, ale tego jest więcej) i ogólnie będę miał ogrom innych kierunków na głowie!

Od Brooke'a C.D opowiadania Lori

Wymierzyłem skok na następny stopień i już miałem poszybować w powietrzu, ale coś mnie powstrzymało. Zaczekałem te kilka ułamków sekundy i rzeczywiście, moje złe przeczucia były prawidłowe - na deskę spadł sporej wielkości kamień, a przynajmniej takiej, że bez problemu mógłby mnie zmiażdżyć. Odprowadziłem go wzrokiem, widząc, jak z pluskiem wpadał do wody wypełniła mnie motywująca trwoga, poziom wody niebezpiecznie się zbliżał. A jeszcze bardziej zmotywowało to, co chwilę później zarejestrowały patrzałki - otwór na suficie, który zapewne stanowił wyjście z przerażającego pokoju był już blisko, zaledwie kilka skoków zostało do jego przekroczenia. Wtedy zauważyłem następną przeszkodę, która chyba była bezpieczna. Wskoczyłem na kamienny schodek i zastanawiałem się nad dalszą drogą. Nagle wypatrzyłem ścieżkę, która chociaż ryzykowna i trudna do przejścia dawała dostęp to owej dziury. Prowadziła zaledwie przez dwie kolumny - na początku jedna, wysuwała się na jakieś 2-3 sekundy i chowała na ten sam czas. Nad nią, po skosie był jeden pewniak, na nim wyjście było już gwarantowane. Trzeba by było w odpowiednim momencie odbić się od wysuwanej i doszybować do drugiej. Mimo, że był to jak wcześniej tłumaczyłem kontrowersyjny plan niezwłocznie go wykonałem - stać, czekać w bezruchu i pozwolić, żeby strach opanował ciało to jeszcze gorszy pomysł. Ledwo dosięgnąłem pewnego stopnia, ale jednak się to udało. Niebo było już tak blisko... Od dalszego wykonywania zadania powstrzymał mnie widok wspinającej się pode mną rudej lisicy. Z gracją pokonywała kolejne przeszkody, i nie, żebym się o nią martwił, tylko po prostu nie chciałem mieć wyrzutów sumienia - że spadła, a ja nawet tego nie zauważyłem. Kiedy była już przed ostatnią belką wyskoczyłem w górę, zaczepiając pazury na białej podłodze. Tak, tym, co mnie bardzo zawiodło stał się fakt, iż znajdowałem się w kolejnym białym pomieszczeniu. Wdrapałem się i zajmując bezpieczną pozycję koło dziury w milczeniu czekałem na towarzyszkę, która powinna była zaraz znaleźć się w tym samym pokoju, co ja.

Lori? ♥♥♥♥