sobota, 4 marca 2017

Adopcje

Informuję, że Adopcje zamienią się w sierociniec, gdzie będzie można adoptować małe lisy. Postacie wydalone ze sfory otrzymają własną stronę, gdzie będzie można odwiedzić ich profile.

Dies Irae

Ze sfory zostają wydalone następujące postacie: Dantey oraz Simba. Powodem jest niepisanie opowiadań (brak zgłoszonej nieobecności). Upomnienia zostały wysyłane. Pozostałe nieaktywne lisy proszę o napisanie opowiadania do 21.03 - w przeciwnym razie również zostaną wydalone. 

piątek, 3 marca 2017

Od R. cd opowiadania Ayumi

Sfora? Jasne, i co jeszcze? Przewróciłem oczami, po czym powiodłem wzrokiem ku Legowisku Alf. Pewnie i tak są zajęci, a zapewne usłyszymy odpowiedź w stylu "tak, tak, fajnie, należysz do stada". Od razu ostrzegłem Ayumi, bo tak się przedstawiła nieznajoma, że alfy mogą być zajęte i będzie musiała się zadowolić samą wiadomością. Zareagowała na tą wieść niespodziewanym optymizmem, co, nieukrywam, bardzo mnie zdziwiło. Normalny lis by przeklinał i denerwował się, że nie został przyjęty. Ta lisica... Była jakaś... milsza? od pozostałych. Nie, żebym miał coś przeciwko, ale jeszcze nikt nie był taki miły. Dziwne. Ciekawe, skąd się urwała. Była młoda, a już straciła stado. Może jakieś polowanie, jakaś obława? Nie sądziłem, że mi to od tak powie, skoro nawet z podaniem imienia miała problemy.
Wolnym krokiem udałem się w stronę tego nieszczęsnego Legowiska Alf. Zauważyłem, że Ayumi nie trzymała się tuż obok mnie, ale szła kilka centymetrów z tyłu.
Ścieżka do Legowiska była już wydeptana, przez co nie musieliśmy się przedzierać przez te wszystkie okoliczne haszcze i gąszcze. Po jakichś piętnastu minutach znaleźliśmy się przy ogromnym drzewie, które stanowiło teraz siedzibę alf.
- Halo? - zawołałem do środka, lecz nikt mi nie odpowiedział. - Jest tam kto?!
Ayumi rzuciła mi powątpiewające spojrzenie i zrobiła kilka kroków w tył, a następnie się odwróciła. Wymamrotała coś, że "chyba nie chcą, żeby im przeszkadzać" i na wszelki wypadek trochę się cofnęła.
I tak nie miałem nic lepszego do roboty, więc postanowiłem jej dotrzymać towarzystwa chociaż na kilka minut.
- No to... Skąd jesteś? - zagadnąłem.
Jak można się było domyślić, odpowiedziała mi jedynie cisza. Lisica wyraźnie nie lubiła mówić osobie, czyli mi nie ufała. To dobry znak. Lisy, które wszystkim ufają nie żyją zbyt długo. Zazwyczaj to dzieciaki, które żyją pod kloszem i myślą, że nic im nie grozi. Dobrze, że ona taka nie jest. Przeniosłem spojrzenie na Ayumi.

Ayumi?

Od Chalize cd opowiadania Ace

Morpheus uśmiechnął się porozumiewawczo, a następnie objął Fulco po ojcowsku i udali się w stronę wyjścia. Lis nadal był w szoku po tym, kiedy się dowiedział kto jest jego ojcem. Właściwie to ja też byłam mocno zdziwiona. Myślałam, że jego rodzice zginęli podczas obławy. Kolejną dziwną rzeczą było to, że dziadkowie prawie nigdy nie interesują się potomstwem swoich dzieci. Praktycznie nigdy się nim nie interesują.
Poza tym... Ojcem Fulco jest Morpheus? To w ogóle możliwe? To by oznaczało, że jest czymś w rodzaju ludzkiego herosa... Mogłam znaleźć kogoś normalnego, ale niee. Zapewne w żyłach Lizzie także płynie boska krew. To nie może być dobre dla jej przyszłości.
Z oddali dobiegała cicha rozmowa. Byłam strasznie ciekawa, o czym rozmawiają ale nie chciałam im przeszkadzać. Jedyne co, to mogę mieć nadzieję, że ktoś mi to potem przekaże. Zerknąłam do łóżka malutkiej - Jej wielkie, bursztynowe oczy wpatrywały się we mnie z uwagą.
- Co, malutka? - szepnęłam, zbliżając się do jej legowiska.
Oczka małej nie były niebieskie, jak u większości szczeniąt, lecz bursztynowe. Ace coś mówił, że wybrańcy bogów tak mają...
Lizzie wdrapała się na mnie, po czym zsunęła się po łapie na podłogę i zaczęła węszyć tym swoim małym, szczenięcym noskiem. Fajnie, że była taka ciekawska, ale nie wiadomo, jak to się skończy...
- A teraz chciałbym porozmawiać z waszą dwójką.. - usłyszałam ciepły, głęboki głos Morpheusa. Mówił do Fulco, ale byli na tyle blisko, że bez problemu to uchwyciłam.
***
Rozsiedliśmy się w salonie, razem z małą. Niecierpliwie czekaliśmy na jego przemowę.

Ace?

czwartek, 2 marca 2017

Od Ace C.D. opowiadania Chalize

Zawiesiłem się przez chwilę nie mogąc ogarnąć co się tu właśnie stało. Ku zdziwieniu, bo nigdy dotąd nie przychodziło mi tak łatwo niemyślenie.
Popatrzyłem na Boga wciąż nie rozumiejąc.
- Przecież nawet nie było wiadomo czy na prawdę istnieje sz, nigdy się do ciebie nie modliłem, uważałem cię za mit, a ty teraz przychodzisz i prosto z mostu oświadczasz, że jesteś moim ojcem?!
Próbowałem ustalić co wiem  o Morpheusie. Czy nie jest czasem ojcem oszustów i podłych gadów?
- Nie. Nawet mnie o to nie oskarżaj. Ja rządzę wodami. W niektórych stadach snami, chociaż od wieków nie ogarniam jak. - zaśmiał się. Moment.. zaśmiał? Ale nie było to z jego strony prześmiewcze albo kpiące. Był to raczej ciepły śmiech ojca, gdy głupiutkie dziecko pyta dlaczego niebo jest niebieskie.
- Ale... Dlaczego czy nisz nam ten zaszczyt i zjawiasz się u nas? - Chali zniżyła się lekko, prawie niewidocznie.
- Wszystko w swoim czasie, dziecko. Na tą chwilę przyszedłem zobaczyć się z wnuczką. Ptaszki mi wyćwierkały, że ma na prawdę interesujące sny. Tym czasem, pozwolę sobie zostawić małą pod opieką uroczej mamusi, bo myślę, że Fulco de Lorche ma do mnie kilka pytań.
Uśmiechnął się porozumiewawczo. Czyta mi w myślach? Popatrzyłem na Chalize. Nasze oczy się spotkały i razem z ojcem wyszedł em na zewnątrz.

Chali?

Od Ayumi cd opowiadania R.

Nie mogłam od tak ujawniać swoich danych, znam do od kilku krótkich minut. Nalegał bym choć podała swoje imię, widziałam że nią miał złych zamiarów co do mojej osoby. Nie był raczej agresywny co wydawało mi się dość dziwne, połowa samców skoczyła by już na moją postać powalając ją i przyciskając do ziemi. Może byłam dla niego zbyt sprytna, przewidująca lub ...co innego. Jest tyle opcji do rozważenia, ale aktualnie toczy się rozmowa w której chciałabym uwzględnić parę rzeczy. Jego imię wydało mi się podejrzane, lecz postanowiłam wyjawić swoje. To zwykle robiło się takie nudne, zawsze gdy kogoś spotykasz przedstawiasz się, pyta Cię o historię i takie inne. Ja dawno nie rozmawiałam z płcią przeciwną, może dlatego że tułając się po świecie nie napotkałam żadnego samca? Mijałam lisice, które wydawały się malowanymi, sztucznymi laleczkami. Dobrze że mój charakter jest o wiele inny, tak...jestem inna i co z tego? Bycie innym może i ma swoje negatywne strony, ale jak dla mnie więcej jest tych pozytywnych. Gdy ujawniłam mu swoje imię uśmiechnęłam się radośnie po czym odeszłam na krok, widząc do R. przekręciła łeb na bok i zapytał:
-Co masz zamiar zrobić?
Nie musiałam się nad tym zastanawiać, doskonale wiedziałam już że znajduje się na terenach jakiegoś stada, nie liczy może ono wiele członków lecz to nie robi mi różnicy. Może powstało dość niedawno? Lub jest tak odległe od ludzkich wiosk że mało jaki lis się tutaj zapuszcza? Nie dowiem się tego dopóty, dopóki nie dotrę do Alfy. Oczywiście znając mnie to ja będę jej na początku zadawała pytania, choć powinno być odwrotnie. Cóż, nie zamierzam zmieniać swojego charakteru i podejścia. Wolałabym wiedzieć na co się piszę, nie wiem na 100% czy chciałabym tutaj dołączyć. Nawet nie poznałam członków, terenów, nazwy stada no i oczywiście Alfy. Ale to z czasem, dowiem się wszystkiego. 
-Mam zamiar się Ciebie o coś zapytać, ale to za chwilę.
Zaśmiałam się zakrywając łapką pyszczek, po czym przeskoczyłam lisa. Zdziwiony popatrzył na mnie a następnie ruszył pierwszy.
-A więc, chciałabym porozmawiać z Alfą. Może tutaj dołączę, brakuje mi życia sprzed lat....
Westchnęłam idąc i rozglądając się bacznie, moja długa i puszysta kitka kiwała się na boki. 

(R. ?)

Od Chalize cd opowiadania Ace

Szczerze mówiąc, nie rozumiałam z tego nic a nic. Nie wiedząc, co z tym uczynić popatrzyłam na małą Lizzie. Nie kwiliła, nie skomlała, ogólnie nie była zbytnio przejęta obecnością tego lisa. Co do lisa... Cóż, był zdecydowanie większy ode mnie, czy nawet od Fulco. Możliwe, że dorównywał wzrostem Balladzie, aczkolwiek nie byłam w stanie tego teraz stwierdzić.
- "ojcem"? - Przesunęłam wzrokiem od jednego lisa do drugiego. Wyraz pyska Fulco wyrażał zdziwienie, a może i szok. - Przecież mówiłeś, że nie żyje...
- Myślałem, że nie żyje... - wymamrotał speszony Ace. Ewidentnie nie wiedział, co ze sobą zrobić. - Przecież...
Mój wzrok po raz kolejny utkwił w obcym. Jak już wcześniej wspomniałam, był większy od przeciętnego lisa. Jego futro było gładkie i zadbane, a oczy mieniły się tysiącem kolorów. Śmiało można było stwierdzić, że był również ponadprzeciętnie atrakcyjny. Tylko, kim do jasnej cholery był?! I co robił przy moim dziecku...
- Morpheus. - przedstawił się, jakby czytał mi w myślach. - Nazywam się Morpheus. Fulco, synu, czy tak należy się witać z ojcem?
- Przecież ty nie żyjesz! - warknął nagle lis, jakby obcy dopuścił się obrazy. - Jak możesz być moim ojcem, skoro mój ojciec zginął z rąk ludzi!
- Uspokój się. - Ton Morpheusa zrobił się nieco ostrzejszy i bardziej stanowczy.
Uznałam, że mogę się wtrącić. Dyskusja zdecydowanie nie szła w dobrą stronę. Pierwsza rzecz, którą chciałam wiedzieć to to, co robił przy mojej - naszej - córce. Rzadko spotyka się "dziadków" przy dzieciakach. Drugie to to, co łączyło Fulco z nieznajomym, który przedstawił się jako Morpheus. Trzecie - czym, na bogów, był Morpheus? Nigdy nie miałam okazji zobaczyć boga,więc nie wiem, jak oni wyglądają. Ale na zwykłego lisa to zdecydowanie się nie nadawał. Poczułam wzrok nieznajomego na sobie, a potem usłyszałam jego głos.
- Pytaj, Chalize.Wiem, o co chcesz spytać, ale wolę poczekać na twoje pytania. Nie chcę zdradzać za dużo.
Ace rzucił mi krótkie, spanikowane spojrzenie. On także nie rozumiał obecności tego przybysza.
- No to... - zaczęłam się plątać, chcąc to wszystko ubrać w słowa. - Czemu powiedziałeś do Ace "synu"?
- Bo jest moim synem? - parsknął rozbawiony.
- Przecież... - przerwał nam, ale zaraz został uciszony przez karcące spojrzenie Morpheusa.
- Widzę, że nadal nie rozumiesz, że lis, który cię wychowywał wcale nie musi być twoim biologicznym ojcem... - syknął Morpheus.

Ace?

Od R. cd opowiadania Ayumi

- Nie pomrukuj na mnie. - Lisica stała do mnie tyłem, a właściwie to ja byłem za nią. Mimo to, mogłem poczuć jak kpiąco się uśmiecha.
Jakie to typowe. Uznałem, że każda lisica uśmiecha się w ten sam, chytry sposób kiedy poznaje nowego lisa. Niezbyt wiem, co miał oznaczać ten grymas, ale i tak postanowiłem drążyć dalej.
- Jak się zwiesz? - zapytałem zaciągając się jej zapachem.
Tak, musiała przybyć tu stosunkowo niedawno, gdyż jeszcze nigdy nie czułem podobnej woni. Była młoda, miała może... dwa lata? Nie stała zbyt wysoko w hierarchii swojego stada, jej zapach nie był zbyt intensywny. Nie powinna stanowić zagrożenia, chociaż... nigdy, przenigdy nie ufaj kobietom. Ot, taka mała regułka. Potrafią być złe jak cholera, jeśli je podjudzić.
Hmm, niezbyt rozmowna jak na moje oko. Po prostu stała i się uśmiechała, jakby nie zostało jej zadane żadne pytanie. Może nie słyszy? Chociaż nie, wydawało mi się, że jest w pełni zdrowa.
- Wiesz, może to nie odpowiedni czas, ale jesteś na terenach innego stada. - fuknąłem ze zbędną niechęcią w głosie. - Poza tym, nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- Jesteś alfą? Nie? - odparła spokojnym, opanowanym tonem. - Nie muszę ci udzielać tej informacji.
- Nalegam. - Tym razem przeszedłem do jej przodu, aby móc się przyjrzeć jej pyskowi.
Jej uroda była.. niespotykana. Naprawdę, rzadko widuje się kremową sierść i czarne znaczenia na łapach.
- A ty? Jak masz na imię? - odpłaciła się pytaniem za pytanie.
Uznałem, że przedstawię się pseudonimem - jak zwykle.
- R. - Wzruszyłem barkami, po czym wbiłem wzrok w nieznajomą. - A ty to...?
- Ayumi. - wtrąciła, zanim zdążyłem do końca zadać pytanie.

Ayumi?

środa, 1 marca 2017

Od Ayumi

Życie zawsze kopie Nas w zadki, sypie piach w oczy i podkłada Nam łapy. Mimo takich przeciwności losu, my musimy brnąć do przodu. Bo nieważne ile razy się upadnie, ważne ile razy się podniesie. Ja nie zamierzam upadać kolejny raz, jestem wolna ...Czyli tak to jest? Czuje jak wiatr delikatnie łaskocze mnie w pyszczek, mogłabym biec bez końca. Czasami bije się z myślami, wiedząc że brakuje mi mojej właścicielki tak jak rodziny która prawdopodobnie zginęła. Zawsze zastanawiałam się gdzie podziali się moi bracia, ciągle mam tą głupią nadzieje że tamtego dnia udało się im przeżyć. Kiedyś chciałabym ich znów spotkać, porozmawiać i już nigdy się nie rozstać. Tak, można to uznać za jedno z moich marzeń. Wiecie, marzenia się spełniają, tylko trzeba w nie mocno wierzyć! Biegnąc tak i rozmyślając poczułam pewną woń, taką dziką i nieznajomą. Po moim ciele przeszedł dreszcz, dosłownie aż się wzdrygnęłam. Brakowało jeszcze kichnięcia, haha. Stanęłam wiedząc już że znajduje się na terenach jakiejś grupki lisów. Właśnie, lisów...sama nie wiem czy to dobry znak czy zły. Zaczęłam bacznie się rozglądać, w oddali ujrzałam jakąś sylwetkę która po chwili zniknęła za jednym z drzew. Był już wieczór, słońce powolutku chowało się za chmurkami.
Westchnęłam, wiedząc że stado liczy kilka lisów. Czułam to, po prostu czułam. Śnieg z terenu zniknął już kilka dni temu, nawet pod drzewami nie było widać ani ociupinki tego białego puchu.
Tereny na których się znajdowałam spodobały mi się, kochałam obserwować kwitnącą naturę, śpiewające ptaszki. Dopiero teraz przypomniałam sobie o postaci którą widziałam pomiędzy drzewami, aż tak zahipnotyzowała mnie flora i fauna. Ehh, tak bywa. Doskonale słyszałam jak ktoś zbliża się do mojej osoby, uśmiechnęłam się chytrze-jak to wypada lisicy. Po czym wyszeptałam, wiedząc że osobnik stojący tuż za mną usłyszy mnie doskonale:
-Nie tak szybko...
Poczułam że to jakiś samiec, nie odwracałam się ponieważ nie miałam potrzeby. Jeśli mnie zaatakuje będę się bronić, jednak wolałabym załatwić to rozmową, nie dlatego że mam niezłą gadane. W odpowiedzi usłyszałam tylko jakiś pomruk, który miał wyrażać niechęć.

(R.?)

Nowy lis!

Powitajmy na naszych terenach miłą Ayumi!